Gospodarka mieszkaniowa w PRL

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania

Gospodarka mieszkaniowa w PRL – mieszkania były w całym okresie PRL dobrem deficytowym[1].

Powodów takiej sytuacji było kilka. Przede wszystkim była to niewydolność gospodarki komunistycznej, która nie była w stanie wybudować takiej ilości mieszkań. Przestarzałe technologie powodowały wysoki koszt wznoszonych budynków, co przekładało się na ich niewielką liczbę. Budownictwo było też ofiarą priorytetów partii komunistycznej – nacisku na rozbudowę przemysłu ciężkiego kosztem zaspokojenia potrzeb ludności.

Mimo to budowano w tym okresie więcej mieszkań niż we współczesnej Polsce. Na przykład w roku 1960 oddano do użytku 142,1 tysięcy mieszkań, a w roku 1970 194,2 tysięcy mieszkań.[2] Dla porównania w roku 2007 oddano niecałe 134 tysiące mieszkań, w roku 2008 - 165 tysięcy, 2009 - 160 tysięcy, 2010 - niecałe 136 tysięcy, w roku 2011 r. liczba oddanych mieszkań ledwo przekroczyła poziom 130 tys.[3] Według wstępnych danych, w okresie styczeń-sierpień 2013 r. oddano do użytkowania 91 102 mieszkania, tj. o 1,7% mniej niż 2012 r.[4] Mieszkania we współczesnej Polsce nadal pozostają dobrem deficytowym, na które nie stać obywateli zarabiających średnią pensję krajową.

Skutki II wojny światowej[edytuj | edytuj kod]

Polska w granicach poczdamskich straciła w wyniku II wojny światowej 2 miliony mieszkań. Było to efektem działań wojennych, migracji i przesiedlenia ludności. W grudniu 1945 władze wprowadziły przymusową gospodarkę lokalami (powyżej 5 izb).

Sytuacja mieszkaniowa w latach 1945–1956[edytuj | edytuj kod]

Odbudowa Warszawy z ruin

W latach 1945–1946 wyremontowano 70 000 izb. Korzystano z materiałów pochodzących z odzysku i rozbiórki nieraz całych budynków. W latach 1947–1949 wybudowano około 300 tys. izb i wyremontowano ok. 500 tysięcy izb [5]. W latach 1950–1955 wybudowano ok. 400 000 mieszkań, tzn. cztery razy mniej niż zawarto w tym czasie małżeństw. Budownictwo mieszkaniowe, poza sztandarowymi budowami lat 50., takimi jak MDM czy Nowa Huta, praktycznie nie istniało[1]. Tragiczną sytuację mieszkaniową lat 50. dokumentują m.in. listy do redakcji „Po prostu” i pamiętniki, gdyż cenzura ograniczała wolność wypowiedzi.

Ziemie Odzyskane[edytuj | edytuj kod]

Na Ziemiach Zachodnich rozbierano budynki w różnym stanie i wysyłano uzyskane w ten sposób materiały budowlane do centralnej Polski, np. do odbudowywanej Warszawy. Innym sposobem rozwiązywania problemu braku mieszkań było zasiedlanie zachodnich województw. Oprócz zajmowania opuszczanych przez Niemców terenów, chciano wykorzystać domy, które puste by niszczały. Tutaj kierowano zwłaszcza przesiedleńców zza Buga. Przenosiły się tu również osoby, które w ten sposób chciały uciec przez władzami. Do przeprowadzki zachęcano również mieszkańców centralnej Polski, którzy nie mieli domów lub mieszkali w bardzo złych warunkach.

Mieszkania na Ziemiach Zachodnich były raczej w dobrym stanie. Dotyczyło to zwłaszcza mniejszych miasteczek i wsi, gdzie Niemcy nie bronili się długo lub skąd musieli się nagle wycofywać. Duże zniszczenia były we Wrocławiu, Legnicy, Poznaniu, Szczecinie, Kołobrzegu i Gdańsku, gdzie Niemcy długo i zaciekle się bronili. Tutaj mieszkań było niewiele, a sytuacja przypominała raczej Warszawę. Przyjmuje się, że z istniejących w 1939 r. 3,5 mln izb mieszkalnych na terenach poniemieckich zniszczeniu uległo około 2 mln. Pomimo tego istniały pewne rezerwy mieszkaniowe (przynajmniej na niektórych obszarach ziem zachodnich). Dlatego jeszcze w latach 50., po 1956 r. kierowano tam więc ostatnią falę polskich wysiedleńców z Kresów Wschodnich.

Podczas przejmowania mieszkań na ziemiach zachodnich dochodziło do wielu zniszczeń. Dokonywała ich – zwłaszcza tuż po przejściu frontu – Armia Czerwona zabierająca co cenniejsze wyposażenie i wywożąca je do ZSRR. Niezależnie od tego „Ziemie Odzyskane” były grabione przez rodzimych szabrowników, działających na własną rękę lub w sposób zorganizowany. Meble, artykuły gospodarstwa domowego, wyposażenie kuchenne, a nawet elementy instalacji, okna i drzwi były kradzione i wywożone do centralnej Polski, gdzie je sprzedawano na bazarach. Często w szabrze mieli swój udział (nadużywając uprawnień) funkcjonariusze administracji państwowej[1].

Uregulowania prawne[edytuj | edytuj kod]

Dokwaterowywanie[edytuj | edytuj kod]

21 grudnia 1945 roku wprowadzono dekretem przymusową gospodarkę lokalami[6]. Był to pierwszy od zakończenia II wojny światowej akt prawny regulujący i ograniczający w sposób nieuzasadniony najem lokali mieszkalnych będących własnością osób prywatnych. Wprowadzał pojęcie „publicznej gospodarki lokalami”, tzn. w praktyce nacjonalizował mieszkania. Przydział do lokali mieszkalnych leżał w gestii władz kwaterunkowych, tj. prezydium miejskiej (gminnej) rady narodowej. W świetle przepisów tego dekretu decyzja administracyjna o przydziale lokalu mieszkalnego miała pierwszeństwo i była ważniejsza, niż umowa najmu zawarta z właścicielem tegoż lokalu. Co więcej, przydział ten wydany odgórnie przez władzę kwaterunkową, zastępował umowę cywilnoprawną zawartą pomiędzy lokatorem a właścicielem i nie wymagał on zgody właściciela. Dekret ten obowiązywał początkowo w sześciu największych miastach Polski: Warszawie, Łodzi, Gdańsku, Lublinie, Krakowie, Katowicach i Poznaniu.

Dekret ten rozciągnięto w 1951 roku na wszystkie lokale. Zakres ingerencji (np. wielkość mieszkań, do których dokwaterowywano rodziny, lub pożądana liczba osób w mieszkaniu) zależał od decyzji konkretnej rady narodowej. Zazwyczaj dotyczył mieszkań o więcej niż 5 izbach. Najczęściej stosowano regułę, że na 1 osobę może przypadać nie więcej niż 1 pokój. Do większych mieszkań dosiedlano więc dodatkowych lokatorów. Mieli oni jeden lub kilka pokoi dla siebie, wraz z prawem do korzystania z kuchni i łazienki. Często był to sposób na poniżenie ludzi zamożnych lub niepokornych wobec nowej władzy. Przydzielanie odbywało się bez uzgodnienia z właścicielem mieszkania, do którego dokwaterowywano dodatkowe osoby. Po 1956 roku zrezygnowano z takiego sposobu dokwaterowywania.

Innym elementem gospodarki lokalowej była polityka mieszkaniowa w kamienicach prywatnych. Część z nich znacjonalizowano, ale niektóre pozostawiono w rękach prywatnych. Lokatorów dosiedlano jednak na mocy decyzji kwaterunku, bez uzgodnienia z właścicielem posesji. Lokatorzy płacili stawki urzędowe za czynsz, które nie pokrywały rzeczywistych kosztów użytkowania lokali i remontów budynków. Z tego względu prywatne kamienice często popadały w ruinę.

Dekret Bieruta[edytuj | edytuj kod]

Information icon.svg Osobny artykuł: Dekret Bieruta.

26 października 1945 roku wydany został „Dekret o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st. Warszawy[7]” znany jako dekret Bieruta.

Na jego mocy, na własność gminy miasta stołecznego Warszawa przechodziły wszelkie grunty w przedwojennych granicach miasta. Dekret ten nie dotyczył budynków, a tylko gruntów. Budynki znajdujące się na nich miały pozostać własnością dotychczasowych właścicieli. Dekret ten w założeniach miał ułatwić odbudowę stolicy, zwłaszcza dzielnic zrównanych z ziemią.

W praktyce lekceważono przepisy dekretu. Właścicielom zabierano również kamienice lub poddawano je obowiązkowi kwaterunku. Dotyczyło to zwłaszcza dzielnic centralnych (gdzie znajdowały się grunty w dużej wartości) jak Śródmieście, Mokotów, Ochota. Na peryferiach ograniczano się do przejęcia gruntów.

Dekret był powszechnie krytykowany, zwłaszcza przez istniejącą jeszcze wtedy legalną opozycję. Powody krytyki to:

  • nie wszystkie dzielnice były zniszczone w jednakowym stopniu,
  • naruszono konstytucyjne prawo własności,
  • brak chęci właścicieli do budowy lub odbudowy domów na nieswoim gruncie,
  • możliwość machlojek przy przejmowaniu działek,
  • moralne aspekty sprawy – mieszkańcy Warszawy walczyli przeciw Niemcom do końca, za co zapłacili unicestwieniem miasta. Dekret był dla nich dodatkową karą.

Dekret spowodował zastój odbudowy. By to zmienić wydano dekret zmuszający właścicieli do renowacji zniszczonych przez wojnę domów. Jeśli właściciel zwlekał z odbudową lub remontem, dokonywało tego miasto na jego koszt. Do czasu spłacenia należności, dom taki stawał się własnością gminy. W ten sposób przejęto wiele nieruchomości.

Dekret Bieruta z 1945 r. zabrał warszawiakom 40 tysięcy nieruchomości, czyli 94 proc. miasta w przedwojennych granicach. W miejsce własności gruntów dekret przewidywał wieczystą dzierżawę albo odszkodowanie w miejskich papierach wartościowych. Na blisko 24 330 budynków i 40 tys. prywatnych parceli, miasto miało wcześniej zaledwie 853 nieruchomości (zaliczano do nich nawet publiczne szalety i grunty niezabudowane).

Wiara w siłę komunizmu i lekceważenie norm prawnych powodowały, że nie przestrzegano obowiązujących w PRL przepisów. Nacjonalizowano kamienice z naruszeniem prawa. Nie dokonywano też odpowiednich wpisów w księgach wieczystych, pozostawiając wcześniejszych właścicieli. Umożliwiało to im w latach 90. odzyskanie swojej własności.

Inżynieria społeczna[edytuj | edytuj kod]

Dzielenie dużych mieszkań[edytuj | edytuj kod]

Duże przedwojenne mieszkania dzielono często między kilka obcych sobie rodzin. Wynikało to z chęci poprawy sytuacji mieszkaniowej ludzi biednych, nie mających mieszkania. W ten sposób próbowano przenosić na grunt polski rozwiązania radzieckie. Tam istniały tzw. komunałki. Były to duże mieszkania, w których każda rodzina miała własny pokój, a korytarz i pomieszczenia sanitarne były wspólne. W założeniach miało to stworzyć nowego człowieka radzieckiego, żyjącego w kolektywie. Jednak wspólne mieszkanie tak dużej liczby osób rodziło liczne konflikty. Wywołane one były różnicą charakterów, jak również niewystarczającą liczbą łazienek, toalet, miejsca w kuchni lub na korytarzach. Komunałki były też sposobem na wzajemną kontrolę społeczeństwa. Mieszkania w takim stylu nie przyjęły się w Polsce. Po roku 1956 rezygnowano z tworzenia podobnych rozwiązań.

Kontrdom[edytuj | edytuj kod]

Innym sposobem rozwiązywania problemów mieszkaniowych było rozbudowywanie funkcji kontrdomu. Była to próba zachęcenia ludzi do spędzania więcej czasu poza domem, traktowanym raczej jako miejsce noclegowe. Chciano ich skierować do świetlic i domów kultury, tworzonych przy zakładach pracy, szkołach, kółkach rolniczych, organizacjach społecznych. Jednak świeciły one zazwyczaj pustkami. Anegdotycznie brzmią opisy mobilizowania ludzi do uczestnictwa w razie jakieś kontroli lub wyznaczania z listy osób mających spędzać w nich czas.

Polityka mieszkaniowa okresu Gomułki[edytuj | edytuj kod]

Blok z wielkiej płyty w Gdańsku

Władysław Gomułka przywrócił spółdzielczość mieszkaniową, zwrócił domy do 110 m², wprowadził kredyty dla budowniczych domów jednorodzinnych. Głównym inwestorem pozostały rady narodowe. W latach 1956–1960 zbudowano ok. 1,2 mln izb, a w latach 1961–1970 – 1,7 mln lokali. Budownictwo tej epoki charakteryzowały tzw. rozwiązania oszczędnościowe. Promowane one były zwłaszcza przez Władysława Gomułkę. Efektem tego był niski standard lokali. Mieszkania budowano oszczędnie; ciemne kuchnie, zmniejszanie „zbędnych” powierzchni, niskie stropy, brak tynków. Pojawiały się nawet pomysły wspólnej łazienki dla kilku mieszkań czy suchych ustępów (tzn. niepodłączonych do kanalizacji i opróżnianych przez szambiarkę). Tak skrajne pomysły były na szczęście odrzucane przez inwestorów. Mieszkań było jednak ciągle za mało.

Powodów było kilka:

  • nacisk na rozbudowę przemysłu ciężkiego kosztem zaspokojenia potrzeb ludności,
  • niewydolna gospodarka i przestarzałe technologie,
  • wyż demograficzny osiągający dorosłość.

Sytuacja ta była zależna od planów rozwoju Polski nakreślonych w 1960 roku. Powrócono do polityki intensywnego uprzemysłowienia kraju. Wiązało się z tym ograniczenie środków na budownictwo. Spółdzielnie mieszkaniowe, nawet posiadając odpowiednie środki finansowe, miały problemy z realizacją inwestycji z powodu braku wykonawców i materiałów budowlanych. Władze partyjne motywowały swe decyzje następująco – musimy przede wszystkim rozwijać przemysł ciężki, bo tego wymaga zagrożenie konfrontacją militarną. Ponadto w wiek produkcyjny wchodzi pokolenie wyżu demograficznego i trzeba mu dać pracę. Instytut Gospodarki Mieszkaniowej opracował wtedy prognozę dotyczącą zapotrzebowania na nowe mieszkania w latach 1961–1965. Propozycje były takie – 700 tys., 650 tys. lub 600 tys. mieszkań. Przyjęto opcję najniższą, która według danych IGM nie rokowała nadziei na poprawę sytuacji mieszkaniowej[1].

Spółdzielnie mieszkaniowe[edytuj | edytuj kod]

Podstawowym sposobem otrzymania własnego lokum było zapisanie się do spółdzielni mieszkaniowej. System ten wytworzył jednak wiele patologii. W wielu miastach na mieszkanie spółdzielcze czekać trzeba było kilkanaście lat. Przywileje przysługiwały działaczom PZPR i innym osobom przydatnym systemowi, część mieszkań przydzielano za łapówki. Na przykład w jednej z warszawskich spółdzielni 20% mieszkań oddawano do dyspozycji rad narodowych, 30% MO i wojska, a 20% kierownictwo przydzielało za łapówki. Wiele osób zaczęło szukać „dojść” do członków zarządu spółdzielni. Najbardziej ceniono znajomość z osobami pełniącymi funkcje w Centralnym Związku Spółdzielczości Mieszkaniowej. Odpowiednie kontakty mogły przyśpieszyć oczekiwanie nawet o kilka lat, lub dostanie się na listę uprzywilejowanych.

Książeczki mieszkaniowe[edytuj | edytuj kod]

Jednym ze sposobów otrzymania mieszkania było założenie książeczki mieszkaniowej. Ta forma oszczędzania była skierowana głównie do osób młodych (książeczki zakładano nawet kilkuletnim dzieciom). Pozwalała też zebrać z rynku nawis inflacyjny.

Wzrost liczby chętnych na mieszkania usiłowano zmniejszyć wprowadzając w 1965 roku instytucję „kandydata na członka spółdzielni” (czyli oczekującego, by móc oczekiwać na mieszkanie!), jednak było to tylko przesunięcie problemu o kilka lat w czasie, o tzw. staż członkowski, a w dodatku było posunięciem korupcjogennym.

Polityka mieszkaniowa okresu Gierka[edytuj | edytuj kod]

Radykalną zmianę w podejściu do ludności przyniósł VI Zjazd PZPR w grudniu 1971 roku. Podstawowe założenia programu gospodarczego dla Polski sprowadzały się do zapewnienia w pięcioleciu 1971–1975 jednocześnie wysokiej dynamiki rozwoju gospodarki i odczuwalnej poprawy warunków życia ludności. Dalszemu zwiększeniu dostaw towarów do handlu towarzyszyć miało podniesienie liczby oddawanych do użytku mieszkań, co łącznie podkreślało prokonsumpcyjny charakter pogrudniowej polityki PZPR.

Dekada lat 70. przyniosła budowę największej liczby mieszkań w Polsce. W latach 1971-1980 zbudowano 2,6 miliona nowych mieszkań, co dało miejsce do zamieszkania 10 mln osób. Rekordowym rokiem był 1978, kiedy oddano do użytku 284 tysiące lokali[8].

Docelowo, do roku 1990 każda rodzina miała mieć zapewnione mieszkanie, na które czas oczekiwania, który w 1980 wynosił 6 lat, miał się skrócić do 4 lat w 1990. W kolejnej dekadzie (1980-1990) planowano wybudować następne 3-3,5 mln mieszkań, przekraczając znacznie granicę 300 tys. mieszkań budowanych rocznie. Tak więc liczba mieszkań w stosunku do roku 1970 zostałaby w Polsce niemal podwojona, dokładnie stanowiłoby to 85% mieszkań więcej niż w roku objęcia przez Edwarda Gierka władzy[8].

Zrezygnowano z koncepcji budowania mieszkań na „wzór radziecki”, gdzie była jedna łazienka przeznaczona na kilka mieszkań (np. na jedno piętro). Główną metodą budowy nowych domów była wielka płyta. Technologia ta polega na składaniu na miejscu budowy budynków z dostarczonych prefabrykatów. Ściany były budowane z wielkich gotowych płyt, od których pochodziła nazwa systemu. Budynki były składane dość szybko, dzięki czemu nowe domy powstawały dość sprawnie. Zakład produkujący poza miejscem budowy takie wielkopłytowe elementy nazywano fabryką domów. Ponieważ takie prefabrykaty były ciężkie i kłopotliwe do transportu, często na placach budowy tworzono tzw. polowe fabryki domów.

Problemem był niski poziom montażu. Płyty mogły być uszkodzone, co powodowało występowanie szczelin w elewacji. Budynki były słabiej chronione przed wpływem pogody. Częstym widokiem były więc ekipy remontowe, które od razu po wybudowaniu budynków uzupełniały różne braki i fuszerki.

Wadą takiego systemu było to, że typizacja pozwalająca zmniejszyć koszty produkcji jednocześnie unifikowała wszystkich mieszkańców. Lokale w takim budynku były do siebie podobne. Wrażenie to potęgował jednakowy wystrój klatek schodowych i meble dostępne w sprzedaży. Do niewielkich pokoi sprzedawano głównie tzw. meblościanki.

Z wielkiej płyty wznoszono głównie wysokie budynki (10 i więcej pieter). W ten sposób chciano lepiej wykorzystać dostępną przestrzeń. Skutkiem ubocznym były problemy z infrastrukturą i komunikacją na nowych osiedlach, która nie wystarczała dla dużej liczby mieszkańców.

Zabudowywano też każdą wolną przestrzeń w miastach. We Wrocławiu zabudowano tereny zalewowe tworząc osiedle Kozanów. Na Śląsku budowano na wyrobiskach i na hałdach kopalnianych.

Bunt w Radomiu[edytuj | edytuj kod]

Osiedle Ustronie w Radomiu było siedliskiem kontrastów

Po reformie administracyjnej w 1975 roku, Radom był najbiedniejszym miastem wojewódzkim. Mimo że miasto liczyło ponad 150 tysięcy mieszkańców i posiadało ważne zakłady przemysłowe, było najgorzej rozwinięte gospodarczo. Dotyczyło to również sytuacji mieszkaniowej. Budowano mało nowych budynków i remontowano niewiele starych. Radom miał największe zagęszczenie mieszkańców na jedną izbę mieszkalną. Stare domy pamiętające czasy zaboru rosyjskiego niszczały w zastraszającym tempie. Ponieważ duża część mieszkańców żyła na granicy socjalnego minimum, nie było mowy o budowie domów we własnym zakresie.

Analogicznie było z infrastrukturą miejską. Ulice były wyboiste, okolone popękanymi i rozkopanymi chodnikami. Stare instalacje gazowe, wodociągowe i elektryczne miały częste awarie. Brakowało miejsc w żłobkach i przedszkolach. Szkoły prowadziły zajęcia na trzy zmiany. Podobnie było ze służbą zdrowia[9]. Całość przywodziła na myśl propagandę PRL, opisującą życie w sanacyjnej Polsce.

Jan Lityński, który jeździł na procesy robotników z Radomia opisał następująco swoje wrażenia:

Quote-alpha.png
zapuszczone podwórka, drewniane budki mieszkalne, ubikacje na zewnątrz budynków. Mieszkania to często jeden kilkunastometrowy pokój dla 5-6 osób, malutka klitka udająca kuchnię.

Ta sytuacja rodziła napięcia i frustracje. W połączeniu z podwyżką cen doprowadziły w 1976 do protestów w Radomiu.

Nowe formy nabywania mieszkań[edytuj | edytuj kod]

W 1974 roku powstało Biuro Handlu Zagranicznego Lokum. Jego zadaniem była sprzedaż mieszkań na wolnym rynku. Forma ta skierowana była głównie do obcokrajowców, choć i Polacy posiadający odpowiednie sumy pieniędzy (a zwłaszcza dewiz) mogli szybko je kupić poza kolejnością.

Od 1976 roku zrezygnowano z budownictwa kwaterunkowego. Realizowane pod auspicjami rad narodowych miało zaspokajać potrzeby najuboższych. Mogli się oni teraz starać tylko o lokale w budynkach już istniejących.

Mieszkania stawały się towarem luksusowym. W 1976 roku wielkość wkładów w spółdzielniach członkowskich wzrosła o 20%, a czynsz za mieszkania lokatorskie nawet o 40%. Zachęcano równocześnie do zamiany mieszkania spółdzielczego na własnościowe. Pozwalało to nim swobodnie dysponować, ale wymagało dużej dopłaty.

Sytuacja mieszkaniowa w latach 80.[edytuj | edytuj kod]

Epoka Solidarności[edytuj | edytuj kod]

Jednym z powodów strajków była trudna sytuacja mieszkaniowa, jako efekt eksperymentów gospodarczych ekipy Gierka. W ramach tzw. manewru gospodarczego rezygnowano z wielu inwestycji. Jednak nie zmniejszono środków na inwestycje w budownictwo mieszkaniowe (obok przemysłu surowcowego i energetycznego, transportu, rolnictwa)[8].

Dodatkowych problemów przysporzyła „zima stulecia”. Przez kilka miesięcy nie prowadzono prac budowlanych. Kryzys, który potem wystąpił, wpłynął też negatywnie na sektor budowlany. Brakowało wszystkiego; materiałów, narzędzi, części. Wskutek tego załamała się gospodarka budowlana. W 1980 roku oddano o 20% mieszkań mniej niż w latach poprzednich. Było to dodatkowym impulsem wybuchu społecznego sierpnia 1980 roku.

Zwraca uwagę to, że dużą rolę w protestach pełniły osoby młode. Jednym z powodów frustracji były również problemy mieszkaniowe. Mimo wzrostu liczby budowanych domów, kolejki nie malały. Osoby młode, dopiero zapisujące się do spółdzielni mieszkaniowych, musiały czekać nawet kilkanaście lat. Nie mogły również liczyć na mieszkania zakładowe, gdyż te przydzielano przede wszystkim pracownikom o dłuższym stażu. Problemy te były znaczącymi powodami wzrostu frustracji społecznej, co uwidoczniło się w postulatach strajkowych.

Postulaty gdańskie[edytuj | edytuj kod]

Wśród 21 postulatów znalazł się postulat o potrzebie mieszkań.

Quote-alpha.png
19. Skrócenie czasu oczekiwania na mieszkania

W sprawie tego punktu ustalono, że zostanie przedstawiony do 31 grudnia 1980 roku przez władze wojewódzkie program poprawy sytuacji mieszkaniowej mający na celu skrócenie okresu oczekiwania na mieszkanie. Program ten będzie poddany szerokiej dyskusji społeczeństwa województwa oraz skonsultowany z właściwymi organizacjami (TUP, SARP, NOT i in.). Program winien również uwzględnić wykorzystanie istniejących fabryk domów oraz dalszy rozwój bazy produkcyjnej budownictwa. Takie same działania zostaną podjęte w całym kraju[10].

Quote-alpha.png
16. Poprawienie warunków pracy służby zdrowia

Postulat 16 też miał pewien związek z polityką mieszkaniową. Wśród załączników do niego dodano 2 punkty związane z mieszkalnictwem:

  • Punkt 15. Umożliwić częściowy zwrot pożyczki mieszkaniowej z funduszu socjalnego. Wynikał z postępującej pauperyzacji społeczeństwa, którego wielu przedstawicieli nie mogło spłacić pożyczki mieszkaniowej.
  • Punkt 30. Równolegle z oddawaniem do użytku nowych osiedli mieszkaniowych oddawać mieszkańcom do użytku przychodnie, apteki i żłobki[10]. Był to skutek oszczędności przy budowach. Z planu skreślano punkty usługowe tak, by osiedla kosztowały jak najmniej, ale kosztem komfortu mieszkańców. W rezultacie na najprostsze zakupy musieli poświęcać wiele czasu.

Postulaty szczecińskie[edytuj | edytuj kod]

Jeszcze bardziej wyraźnie uwidoczniło się to w postulatach szczecińskich. Wśród 36 punktów ogłoszonych w Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego w nocy z 18 na 19 sierpnia 1980 roku, jeden z nich (nr 26) mówił o konieczności zagwarantowania mieszkań.

Quote-alpha.png
26. Żądamy przedstawienia przez rząd programu rozwiązania kwestii mieszkaniowej, z zagwarantowaniem, aby okres oczekiwania na mieszkanie nie trwał dłużej jak pięć lat

Porozumienie w Jastrzębiu-Zdroju[edytuj | edytuj kod]

Porozumienie to skupiało się raczej na załatwieniu problemów związanych z pracą zawodową i wynagrodzeniami. Był jednak również punkt związany z sytuacją mieszkaniową.

Quote-alpha.png
ustalono, że pracownicy górnictwa mieszkający w domach górnika i w kwaterach prywatnych otrzymają odpowiedni dodatek za rozłąkę, Minister Górnictwa przedłoży w tej sprawne odpowiednie propozycje do dnia 31.XII.1980 roku i sposób ich realizacji

Ze względu na brak mieszkań wielu górników musiało korzystać z miejsc w hotelach robotniczych lub wynajmować pokoje w mieszkaniach prywatnych. Zazwyczaj mieszkali samotnie, bez rodzin, co zwłaszcza w wypadku młodych małżeństw było niełatwe. Częściowym rozwiązaniem miał być specjalny dodatek[11].

Nierozwiązany problem mieszkaniowy[edytuj | edytuj kod]

W latach 80. utrzymujący się problem mieszkaniowy był jedną z przyczyn upadku systemu.

Kryzys gospodarczy lat 80. sprawił, że mieszkań oddawano za mało w stosunku do potrzeb obywateli. Wynikało to z niemodernizowania fabryk domów, problemów z materiałami i wyżu demograficznego. Czas oczekiwania na mieszkania rósł. W 1989 mógł wynosić w niektórych województwach nawet 45 lat.

Władze szukały innych sposobów rozwiązania tej sytuacji. Jednym z nich było poluzowanie przepisów gospodarczych, pozwalających ludziom na zakładanie firm. Przedstawiciele tzw. prywatnej inicjatywy byli w stanie sami zbudować sobie dom, lub kupić mieszkanie z drugiej ręki.

Innym sposobem było kupno mieszkania za dolary lub bony PKO. Było to korzystne zwłaszcza dla osób posiadających rodziny za granicą. Pozwalało też państwu gromadzić waluty wymienialne. Ceny mieszkań były niskie, co było powodem niekorzystnego kursu złotówki do dolara. Wynosiły około kilku tysięcy dolarów za kilkudziesięciometrowe lokum[12].

Mieszkania w kulturze i mediach okresu PRL[edytuj | edytuj kod]

Filmowa ulica Alternatywy 4 przy ul. Grzegorzewskiej 3 na Ursynowie
  • Powojenne problemy mieszkaniowe w zburzonej stolicy były tematem komedii Skarb.
  • Jednym z tematów opowiadania i filmu Ósmy dzień tygodnia jest trudna sytuacja mieszkaniowa.
  • Film Człowiek z M-3 przedstawia postać młodego lekarza, który ma otrzymać mieszkanie, ale jest ono tylko dla małżeństw. Musi się więc w ciągu 30 dni ożenić.
  • Działalność spółdzielni mieszkaniowych i złą jakość nowych budynków przedstawił krytycznie Stanisław Bareja w serialu Alternatywy 4.
  • Inny serial Barei Zmiennicy pokazuje jak niełatwo było zdobyć mieszkanie w latach 80.
  • O absurdach budowlanych opowiada też jego wcześniejsza komedia Nie ma róży bez ognia, której bohaterowie borykają się z gmatwaniną urzędniczych przepisów.
  • Film Filip z konopi opowiada o codziennym życiu w jednym z mrówkowców.
  • Serial Daleko od szosy przedstawiający temat migracji ze wsi do miasta w latach 70., pokazywał też problemy z mieszkaniami, jakie musiał znosić Leszek Górecki i jego żona Anna.

Zobacz też[edytuj | edytuj kod]

Przypisy

Bibliografia[edytuj | edytuj kod]

  • Krzysztof Madej: Mieszkać w PRL. „Mówią Wieki”
  • Dekada Gierka. Wydanie specjalne „Polityki” 14/2010, ISSN 1730-0525.