Legendy sandomierskie

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania

Legenda o wzgórzu Salve Regina[edytuj | edytuj kod]

W południowo-zachodniej części Sandomierza na osiedlu Krakówka znajduje się tajemnicze Wzgórze Salve Regina. Ze wzgórzem tym wiąże się szereg podań i legend. Jedna z nich mówi o tym, że może znajdować się tam kurhan grzebalny, usypany na wzór kopca Krakusa w Krakowie. Podaje się, że w czasie najazdu Mongołów, wymordowano znaczną liczbę Dominikanów, a hodowany w klasztorze dominikańskim byk uciekł i udał się w pogoń za Mongołami, w celu pomszczenia ich śmierci. Nie udało mu się jednak ich dogonić, ale za to usypał kopytami kopiec, a następnie wyrył na jego szczycie napis "Salve Regina", który oznacza Witaj Królowo.

Legenda o Halinie Krępiance[edytuj | edytuj kod]

Information icon.svg Osobny artykuł: Legenda o Halinie Krępiance.

Mongołowie napadli na Sandomierz i zaczęli oblegać gród, aby okraść go z kosztowności i wymordować mieszkańców. Obrońcy co prawda odpierali ataki napastników, lecz gdy zaczęło brakować im wody, zaczęli upadać na duchu. Gdy Sandomierzanie stracili już nadzieję na zwycięstwo, Halina Krępianka, córka Piotra Krępy postanowiła ratować miasto i przechytrzyć Mongołów. O tym działaniu wiedział tylko wójt Witkon, który dowodził obroną grodu. Krępianka udała się do obozu mongolskiego i zaproponowała wrogom pomoc w zdobyciu miasta, mówiąc, iż Sandomierzanie wyrządzili jej kiedyś krzywdę i teraz chce się zemścić. Powiedziała, że zna sekretną drogę wiodącą przez lochy, która prowadzi pod sam rynek miasta. Początkowo Mongołowie nie byli do końca przekonani co do prawdomówności Haliny, lecz ostatecznie zdecydowali się na jej pomoc. Gdy wraz z Krępianką weszli do lochów, Sandomierzanie zasypali wejście i tym sposobem udało się ocalić Sandomierz. Niestety Halina zginęła razem z nimi.

Legenda o rękawiczkach królowej Jadwigi[edytuj | edytuj kod]

Królowa Jadwiga, młodsza córka Ludwika Węgierskiego, bardzo lubiła przyjeżdżać do Sandomierza, gdzie dużo czasu spędzała w kościele św. Jakuba, oraz na spacerach po mieście. Pewnego zimowego wieczoru, gdy wracała do Krakowa, sanie, którymi jechała ugrzęzły w zaspie. Woźnica i hajduk nie mogli sami poradzić sobie z wydostaniem sań z zaspy i udali się do pobliskiej wioski. Gdy jej mieszkańcy dowiedzieli się, że królowa potrzebuje pomocy, natychmiast pobiegli tam i pomogli wydostać sanie. Jadwiga chciała wracać na noc do Sandomierza, ale mieszkańcy wioski namawiali ją, żeby przenocowała u nich. Następnego dnia, gdy odjeżdżała zostawiła białe rękawiczki, jako dowód wdzięczności za pomoc i gościnę. Rękawiczki te trafiły do skarbca Katedry, gdzie leżały przez wiele lat. Obecnie znajdują się w Muzeum Diecezjalnym, w Domu Długosza w Sandomierzu.

Legenda o Henryku Sandomierskim i pięknej Judycie[edytuj | edytuj kod]

Henryk Sandomierski, syn Bolesława Krzywoustego otrzymał we władanie ziemię sandomierską, a jego rezydencją był zamek, który położony jest na wzgórzu nieopodal rzeki Wisły. Wyruszył on kiedyś do Ziemi Świętej i przywiózł ze sobą kobietę, w której się zakochał. Miała na imię Judyta, nie pochodziła z królewskiego rodu, była jedynie prostą Żydówką. Książę obdarował ją jednak bogactwem, a w zamku urządził dla niej piękne komnaty. Piękna Judyta miała jednak duży wpływ na zachowanie księcia, co spowodowało, że rycerze oraz duchowieństwo zmusiło Henryka do wygnania jej z miasta. Wcześniej wydał on jednak tajny rozkaz, aby wybudowano podziemny pałac w okolicach wzgórza Salve Regina. Judyta opuściła miasto, udając, że wyjeżdża, lecz zawróciła i ukryła się w podziemnym pałacu. Tajemnicza Żydówka zajęła się czarami, a Henryk przebywał u niej bardzo często. Pewnego dnia ogłosił, że udaje się na wyprawę przeciw Prusom. W drodze jednak zostawił rycerzy i udał się do swojej ukochanej Judyty. Dzięki jej czarom otrzymał on wieczną młodość i do dzisiaj przebywa razem z piękną Judytą w podziemnym pałacu.

Legenda o św. Jacku, który zasadził lipy do góry korzeniami[edytuj | edytuj kod]

Św. Jacek Odrowąż (bratanek biskupa Iwona Odrowąża) miał w imieniu stryja wybudować kościół pod wezwaniem św. Jakuba i klasztor Dominikanów. Pod budowę wybrał sobie plac znajdujący się na wzgórzu. Jednak właścicielem tego placu okazał się sknera i niedowiarek, Konrad. Założył się on z Jackiem, że jeśli ten dokona cudu odda mu ten plac za darmo. Życzeniem Konrada było posadzenie lip do góry korzeniami. Jacek dokonał tego, więc Konrad musiał, zgodnie z zakładem, oddać mu plac i Odrowąż mógł wybudować kościół. Podczas II wojny światowej Sandomierz ostrzeliwany był z działa kolejowego. Jeden z pocisków uderzył w lipę, która swymi konarami osłoniła i ochroniła przed zniszczeniem średniowieczne mury kościoła.

Linki zewnętrzne[edytuj | edytuj kod]