Maria Luiza, księżniczka de Lamballe

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Skocz do: nawigacja, szukaj
Maria Luiza, księżniczka de Lamballe
Arms of Maria Luisa of Savoy as Princess of Lamballe.png

Maria Teresa Luisa di Savoia (ur. 8 września 1749 w Turynie; zm. 3 września 1792 w Paryżu), arystokratka z dynastii sabaudzkiej, przyjaciółka Marii Antoniny, królowej Francji.

Życie[edytuj | edytuj kod]

Urodziła się jako Maria Teresa Luisa di Savoia, pół Włoszka, pół Niemka. Była czwartą córką Ludwika Wiktora Sabaudzkiego, księcia Carignan i Krystyny, landgrafini Hesse-Rheinfels-Rothenburg. Wywodziła się z bocznej linii dynastii sabaudzkiej - książąt Carignano, która brała swój początek od Tomasza Franciszka (syna Karola Emanuela I Wielkiego, księcia Sabaudii) i jego żony - Marii Burbon-Soissons. Maria Luiza wyglądała na osobę łagodną i uczuciową, cechowała ją niemal chorobliwa wrażliwość.

Miała skłonność do melancholii, co przypisywano jej niemieckiemu pochodzeniu. To wczesna śmierć jej rozwiązłego męża Ludwika Aleksandra, księcia Lamballe - syna niezwykle bogatego i miłosiernego Ludwika, księcia de Penthièvre, przyczyniła się w istocie do powstania ogromnej fortuny tej młodej kobiety. Jako wdowa, księżniczka de Lamballe skoncentrowała się na roli oddanej synowej pogrążonego w żałobie księcia (wnuka Ludwika XIV), którego ojciec - Ludwik Aleksander, hrabia Tuluzy, jeden z królewskich bastardów, został uznany przez króla. Podziwiano ją ogromnie za jej oddanie, nazywając "dobrym aniołem", a szczodry książę de Penthièvre otrzymał przydomek "król biedaków". Kwestia jej ponownego małżeństwa-miała zaledwie dwadzieścia lat-stanowiła ważny punkt w grze. Księżniczka de Lamballe zawdzięczała swoją rangę na dworze małżeństwu z członkiem królewskiej rodziny, nie swojemu urodzeniu. Gdyby ponownie wyszła za mąż za kogoś niższej rangi, mogłoby to oznaczać utratę jej pozycji.

Przyjaźń z Marią Antoniną[edytuj | edytuj kod]

Uczuciowy związek piętnastoletniej Marii Antoniny z dwudziestojednoletnią księżniczką de Lamballe rozpoczął się podczas jednego z karnawałowych balów. Z jednej strony paradoksalnie, że hrabina de Noailles zainicjowała związek, który zmniejszał jej własny wpływ, z drugiej natomiast było to nie do uniknięcia. Każda delfina, każda księżniczka w Wersalu i każda młoda kobieta z towarzystwa musiała mieć przyjaciółki nie tylko ze względu na potrzeby emocjonalne, ale także jako wsparcie.

Podejrzewano, że Marię Antoninę i Marię Luizę łączy związek seksualny. Kiedy delfina zwracała się do księżniczki de Lamballe, a także nie tylko do niej, "moje drogie serce" i nazywała ją "aniołem" albo podpisywała się "z całego serca twoja", wzbudzała jeszcze większe podejrzenia.

Maria Antonina Austriaczka

Z wielu przyczyn księżniczka de Lamballe świetnie się nadawała do takiej przyjaźni w tej właśnie chwili. Jej status wdowy po dziedzicu księcia de Penthièvre, (uprawomocnionym) następcy Ludwika XIV, oznaczał na przykład, że przed ślubem Ludwik August, przyszły Ludwik XVI, z jedyną odnotowaną wizytą w prywatnym domu udał się właśnie do niej, by ją pocieszyć po śmierci męża. Zgodnie z obyczajem panującym w Wersalu zarówno delfin, jak i delfina mogli się do niej zwracać per "kuzynko".

Nowa przyjaciółka Marii Antoniny, księżniczka de Lamballe, nie była intrygantką. Delfina w listach do swojej matki, cesarzowej Marii Teresy, pisała iż księżniczka "nie ma włoskiego charakteru". Przeciwnie, dzięki krwi matki miała bardzo pożądaną cechę - była dobrą Niemką. Co więcej słynęła z nieskalanej czystości (być może ze wstrętu płynącego z jej wcześniejszych doświadczeń żony rozpustnika). Każdy, bogaty czy biedny, podziwiał jej teścia, księcia de Penthièvre, za jego przyzwoitość i miłosierdzie, a on z kolei podziwiał pełną godności młodą wdowę po swoim synu.

Dobre imię księżniczki de Lamballe przetrwało nawet w Wersalu. Wiele lat później, gdy zawiązały się inne królewskie przyjaźnie. Abbe de Vermond wyrzucał delfinie zły dobór przyjaciółek. Maria Antonina zignorowała uogólnienie i skoncentrowała się na obronie księżniczki de Lamballe jako "czystej". Vermond zastanawiał się gderliwie, jak długo jej czystość przetrwa, po czym zwrócił uwagę na jej głupotę. Tu był na bezpieczniejszym gruncie, albowiem przyjaciółka delfiny rzeczywiście nie była mądra. Cechowało ją raczej przewrażliwienie - opowiadano, że zemdlała w publicznym miejscu na widok bukieciku fiołków. Nie była też szczególnie zabawna. Jeśli chodzi o Marię Antoninę to brak inteligencji czy błyskotliwości przyjaciółki nie był dla niej wadą. Z jednej strony delfina nie lubiła mądrych kobiet, z drugiej nie odkryła jeszcze w pełni rozrywkowego życia w Wersalu. Ważniejsze, że duże, smutne oczy księżniczki, jej pełne melancholii spojrzenie wyrażały oddanie, a nie krytyczne nastawienie. Jeszcze jedno łączyło te dwie kobiety, żadna z nich nie znalazła szczęścia w małżeństwie.

Maria Antonina uczyniła księżniczkę Lamballe nadzorczynią. Księżniczka nie wypełniała swoich obowiązków dyplomatycznie. Wtrącała się w funkcjonowanie gospodarstwa, ale nie organizowała obowiązkowych wystawnych kolacji, na co przeznaczone miały być jej pobory, usprawiedliwiając się, że jako księżniczka krwi nie może się zniżać do zapraszania innych. Inna księżniczka krwi obraziła się o całą tę sprawę, bowiem de Lamballe była tylko wdową po księciu z nieprawego łoża, można było argumentować, że stanowisko przyjaciółki Marii Antoniny powinien zająć ktoś o wyższej pozycji.

Ochłodzenie przyjaźni z królową[edytuj | edytuj kod]

Jak na ironię królowa, która tak bardzo pragnęła sprawić przyjemność swojej przyjaciółce, zaczynała się nią nużyć. Maria Antonina coraz bardziej zaczęła przybliżać się do Yolande Polignac. Zgodnie z panującymi w Werslau zasadami, nie można było odebrać Marii Luizie raz przydzielonego tytułu nadzorczyni. Niepocieszona księżniczka nadal krążyła po Wersalu, upierając się przy takich prerogatywach, jak stawianie śniadania na łóżku królowej, podczas gdy uczucie sentymentalnej przyjaźni, które niegdyś żywiła dla niej Maria Antonina, wyraźnie zanikło.

Gdy rodziło się pierwsze dziecko królowej, Maria Teresa, księżniczka de Lamballe jako główna ochmistrzyni, miała prawo do natychmiastowej informacji. Do obowiązków księżniczki należało osobiste powiadomienie o porodzie członków rodziny królewskiej oraz księżniczek i książąt krwi obecnych w pałacu. Księżniczka de Lamballe jako superintendentka gospodarstwa królowej, przewodniczyła pochówkowi syna Marii Antoniny Ludwika Józefa.

Rewolucja francuska[edytuj | edytuj kod]

Księżniczka de Lamballe pozostała wierna królowej w najcięższych chwilach. Podczas przymusowego pobytu Marii Antoniny w Tuilerie księżniczka spróbowała zorganizować kilka wieczorków w swoich apartamentach, co należało do jej obowiązków jako superintendietki gospodarstwa. Maria Antonina chodziła na nie dopóki - według Madame Compan - nie zdenerwował jej widok angielskiego lorda bawiącego się pierścieniem zawierającym pasmo włosów królobójcy Cromwella.

Marii Luizy nie poinformowano o próbie ucieczki rodziny królewskiej, ponieważ w powszechnej opinii była zbyt mocno związana ze swoim szwagrem, Filipem Egalite, księciem Orleanu, wrogiem króla. Jednak mimo pomocy hrabiego Axela Fersena, Marii Antoninie i jej rodzinie nie udało się zbiec.

Księżniczka uciekła z Francji najpierw do Brukseli, potem do Aix, aż w końcu do Spa, gdzie zamieszkała jako hrabina d'Amboisse. Królowa wysłała do Marii Luizy pierścień, a w nim pasmo swoich włosów i informację: posiwiałe z nieszczęścia.

Maria Luiza

Antoine Barnave zaczął namawiać królową iż powinna aktywnie zachęcać emigrantów do powrotu do kraju. Przekonywał też Marię Antoninę aby wezwała ponownie księżniczkę de Lamballe, nadal tytularnie zajmującą stanowisko ochmistrzyni jej dworu. Trzeba było włożyć dużo wysiłku, by przekonać Marię Antoninę do tego pomysłu, ponieważ na początku bardzo mu się sprzeciwiała. We wrześniu napisała do swojej dawnej ulubienicy, użalając się, że "rasa tygrysów" opanowała całe królestwo i namawiała księżniczkę do pozostania za granicą za wszelką cenę. Nawet jeśli przyjęcie konstytucji, które stało się konieczne, miałoby przynieść kilka chwil odpoczynku od "tygrysów", królowa nadal nie chciała, żeby księżniczka wpadła do ich klatki: "Ach, nie przyjeżdżaj, droga przyjaciółko, wróć tak późno, jak to tylko będzie możliwe, twoje serce przeżyje zbyt wielkie rozczarowanie, będziesz miała wiele powodów do opłakiwania mojego nieszczęsnego losu, ty, która kochasz mnie tak czule". Trzy dni później znowu jej zabroniła wracać: "Nie i jeszcze raz nie, nie wracaj, moje drogie serce. Nie rzucaj się w paszczę tygrysa, dość mam już zmartwień o mojego męża i biedne dzieci".

Niemniej 29 września królowa zgodziła się z Barnave'em, by księżniczka de Lamballe wróciła, dokonując tym samem "patriotycznego czynu i deklarując swoje intencje". Miesiąc później w odpowiedzi na listy swojej pani, wierna przyjaciółka opuściła Aix i w połowie listopada wróciła do Paryża, odwiedziwszy księcia de Penthièvre. Przez ostrożność najpierw spisała swój testament, przeznaczając wszystko na cele dobroczynne - na szpital Hotel Dieu i na opiekę nad swoimi pieskami. Zamieszkała w Tuilerie, w apartamentach obok królowej. Chociaż w niektórych kręgach natychmiast ją oskarżano, że wróciła dla lesbijskich praktyk, w rzeczywistości podjęła swoją zgodną z etykietą rolę u boku królowej, tak jak życzył sobie Barnave. Na mniej oficjalnym poziomie, jako wielbicielka psów, księżniczka przywiozła małego rudobiałego spanielka dla Marii Antoniny, by rozweselić Tuilers.

Znacznie później markiza de Tourzel zauważyła, że królowa, żądając powrotu księżniczki de Lamballe, robiła swojej przyjaciółce przysługę - pozwoliła jej zachować stanowisko ochmistrzyni, które w przeciwnym razie zostałoby zlikwidowane.

W oczach opinii publicznej lojalność Marii Luizy wyraźnie kontrastowała z postawą książąt na emigracji. Księżniczka Lamballe uczestniczyła wraz z królową w obchodach zburzenia Bastylii, co dla rodziny królewskiej i jej otoczenia było niezwykle upokarzające.

Kiedy Marię Antoninę z rodziną przeprowadzono do wieży Temple towarzyszyła im również Maria Luiza. Przeprowadzka jak i same warunki w wieży były okropne. Księżniczka de Lamballe wysłała liścik do księżniczki de Tarante z prośbą o czystą koszulę, ponieważ od dwóch dni się nie przebierała.

19 sierpnia, w dniu gdy sprzymierzone armie przekroczyły granicę, niewielkie gospodarstwo w wieży otrzymało kolejny cios. Komisarze Komuny zapowiedzieli, że pozostali przy życiu słudzy, w tym księżniczka de Lamballe oraz damy dworu zostaną zabrani na przesłuchanie. Maria Antonina rozpaczliwie błagała, by zostawiono jej księżniczkę Marię Luizę jako krewną króla. Chciała chronić słabą przyjaciółkę, która z jej winy znalazła się w tej niebezpiecznej sytuacji, uważając, że Wieża jest mniej groźna niż zwykłe więzienie. Kiedy jednak księżniczkę zabierano z innymi, królowa po cichu prosiła markizę de Tourzel, żeby czuwała nad nią i starała się odpowiadać za nią na pytania, jeśli to tylko będzie możliwe. Księżniczka została zamknięta w więzieniu La Force.

Straszna śmierć[edytuj | edytuj kod]

W pewnym czasie nastąpił szaleńczy atak na mieszkańców paryskich więzień (masakry wrześniowe), a wśród ich mieszkańców znajdowała się m.in. Maria Luiza. Po masakrze (dokładnie nie wiadomo ile zginęło ludzi), komisarz Manuel poinformował królewską rodzinę, że księżniczka de Lamballe przeżyła masakrę. Mylił się. To markizę de Tourzel rewolucyjny trybunał w cudowny sposób uniewinnił. Maria Luiza postawiona przed trybunałem odmówiła składania zeznań przeciwko monarchom. Ta kobieta, niegdyś zbyt wrażliwa, by znosić trudy zwykłego życia, znalazła w sobie dość siły, by odpowiadać z budzącym podziw opanowaniem: " Nie mam nic do powiedzenia, to, czy umrę wcześniej czy później mnie nie interesuje. Jestem gotowa poświęcić swoje życie". Tak więc skierowano ją do więzienia Abbaye - co stanowiło zaszyfrowany rozkaz egzekucji. Kiedy znalazła się na podwórcu La Force, zgodnie ze świadectwem Madame Bault, która tam pracowała, "padła na ziemię uderzona kilka razy młotem w głowę, a wtedy wszyscy się na nią rzucili".

Księżniczka de Lamballe, portret autorstwa Élisabeth Vigée-Lebrun

Później opowiadano sobie straszne historie o losie księżniczki de Lamballe - że została zgwałcona, żywa czy martwa, że odcięto jej piersi i genitalia, w innej odmianie opisywanego bestialstwa, że jej serce ugotowano i zjedzono. Wielu ludzi w Paryżu słyszało te opowieści, a często używano słowa: "straszne zniewagi (...) natury, której nie da się opowiedzieć" i "prywatna hańba" oraz "patroszenie", kryją w sobie wiele możliwości.

Nie ma wątpliwości, że głowę księżniczki odcięto i osadzono na pice. Jej nagie ciało rozpłatano i wyjęto wnętrzności, które nadziano na inną pikę. Trupa i oba makabryczne trofea obnoszono potem po Paryżu. Młody Ludwik Karol, hrabia de Beaujolais (syn księcia d Orleanu), który odrabiał lekcje w Palais-Royal, popadł w przerażenie, gdy w oknie przesunęła się głowa jego ciotki, a potem jej okaleczone ciało. Po drodze głowę rzucono na kolana uczennicy rzeźby w wosku, Marii Grosholz (patrz: Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud). Musiała wykonać odlew podczas gdy "bestialscy mordercy: stali nad nią. Ponieważ uczyła sztuki Madame Elizabeth i znała księżniczkę de Lamballe, ręce drżały jej tak mocno, że niemal nie była w stanie wykonać swojego zadania.

Teraz tłum, rozgrzany coraz większą ilością wina, powziął stanowczy zamiar, by zanieść głowę księżniczki de Lamballe do Wieży, tak by "haniebna Antonina" mogła złożyć ostatni pocałunek na tych słodkich ustach, które tak kochała. I tu pojawiła się inna prawdopodobna historia: po drodze złożono wizytę fryzjerowi, żeby utrefił włosy księżniczki, jej fryzura bowiem nie przetrwała uderzeń młotem na podwórcu La Force, nawet gdyby udało się ją utrzymać przez dwa tygodnie spędzone przedtem w więzieniu. Zanim głowa na pice, podskakując w górę i w dół, pojawiła się za oknem jadalni w Wieży, sławne jasne loki księżniczki powiewały uroczo, tak jak za życia, chociaż twarz była woskowo biała.

Monarsza para w pokoju na górze grała w tryktaka, kiedy głowa pojawiła się w oknie jadalni. Zauważył ją jeden ze służących, który potem przekazał to Mademe Tison, a ta głośno krzyknęła, wtedy dał się słyszeć szalony śmiech "tych dzikusów" na ulicy. Na górze urzędnicy miejscy mieli w sobie dość przyzwoitości, żeby zamknąć okiennice, a komisarze nie pozwolili królowi i królowej podejść do okna. Ale jeden z oficerów odpowiedział Ludwikowi XVI na jego pytanie, skąd tyle zamieszania: "Jeśli pan musi wiedzieć, Monsieur, próbują wam pokazać głowę Madame de Lamballe". Służący potwierdził tę informację.

Jak opisała córka Marii Antoniny, Maria Teresa, jej matkę "przerażenie zmroziło". Właśnie wtedy Maria Teresa zobaczyła, jak jej matkę opuszcza stanowczość. Na szczęście królowa zemdlała. Motłochowi udało się wspiąć wyżej po resztkach zburzonych domów. Nadal chcieli, by królowa pocałowała usta księżniczki de Lamballe, a nawet, by głowa monarchini dołączyła do głowy jej ulubienicy.

Uratował ich komisarz Daujon. Z jego opowieści wynika, że oprócz głowy ogromny kowal trzymał na pice prawdopodobnie serce a ktoś inny niósł przesiąknięty krwią i ubrudzony błotem fragment sukni Marii Luizy. Ale Daujon nie pozwolił na wniesienie głowy do środka, natomiast zezwolił, by tłum ze swymi trofeami paradował wokół Wieży, tak więc królowa nigdy naprawdę nie zobaczyła głowy swojej przyjaciółki. Zamieszki trwały do piątej rana. Maria Teresa opowiadała, że jej matka płakała przez całą noc.

Głowę księżniczki uratował potem współczujący obywatel, Jacques Pointel, który zażądał jej pochówku na cmentarzu podrzuconych dzieci. W końcu jednak księciu de Penthièvre udało się pogrzebać zarówno ciało, jak i głowę w rodzinnym grobowcu, w którym sam miał spocząć przed synową. Teściowi księżniczki jej śmierć złamała serce. Podobno na próżno oferował fortunę chcąc, by uniknęła tego losu.

Ludwik XVI wygłosił potem epitafium - powiedział, że zachowanie księżniczki w "nieszczęsnym dla nas okresie" w pełni uzasadniało początkowy wybór, jakiego dokonała królowa, szukając przyjaciółki.