Michał Olszewski (dziennikarz)

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ujednoznacznienie Ten artykuł dotyczy polskiego dziennikarza. Zobacz też: Michał Olszewski - polski szachista.

Michał Olszewski (ur. 1977 w Ełku), dziennikarz, pisarz, publicysta.

Ukończył studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Był dziennikarzem krakowskiego wydania Gazety Wyborczej. Od stycznia 2007 kierownik działu reportażu Tygodnika Powszechnego[1]. Jest autorem wielu reportaży (za reportaż "Przez dotyk" otrzymał nagrodę w konkursie reporterów "Oczy otwarte"). Publikował również opowiadania, szkice i recenzje w czasopismach literackich.

Jego debiutem prozatorskim był zbiór opowiadań Do Amsterdamu (2003), który otrzymał pierwszą nagrodę w III edycji konkursu "Znak-Proza" organizowanego przez wydawnictwo Znak. W 2005 ukazała się jego druga książka pt. Chwalcie łąki umajone. W kwietniu 2009 ukazała się trzecia książka - "Low-tech". W 2010 wydał "Zapiski na biletach" - opowieść o podróżach po Polsce, oraz "Eco-book o eko-Bogu", zapis rozmów o ekologii przeprowadzonych z franciszkaninem o. Stanisławem Jaromim.

Twórczość[edytuj | edytuj kod]

Do Amsterdamu[edytuj | edytuj kod]

To zbiór ośmiu opowiadań, których bohaterami są młodzi ludzie, urodzeni w Krótkim Mieście. Jego opis pozwala nas domyślać się Ełku, czyli rodzinnej miejscowości Olszewskiego. Jest to jednak miasto, „będące metaforą tysiąca podobnych zastygłych w niemocy – po chwilowym ożywieniu lat dziewięćdziesiątych – polskich miast[2]. To miejsce ogranicza i redukuje możliwości życiowe.” Jest szare, nijakie, właściwie martwe, „pozbawione nadziei, jedna wielka betonowa poczekalnia, z której każdy młody człowiek ma ochotę jedynie uciec.”[3]

Bohaterem pierwszego opowiadania pt.” Sprawa rodzinna” jest Młody, który właśnie uzyskał tytuł magistra ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego. Pracuje dla dużej warszawskiej firmy w dziale audytu. W celu „oblania” swojego sukcesu zaprasza do akademika znajomych, równie młodych i czerpiących garściami życie ludzi. („Wszyscy na początku kariery i w mało humanistycznych, ale rokujących duże nadzieje, perspektywicznych zawodach. Mało przydatne hobby już dawno zapomniane, wiersze, fotografia, historia średniowiecza, punk-rock i wycieczki do Puszczy Boreckiej. To właściwie dziwne, że z dnia na dzień machnęliśmy wszystko w kąt i rzuciliśmy się na najbardziej oblegane kierunki. Marketing, zarządzanie, administracja, filologia germańska – pasje sprzedane za obietnice dobrych zarobków i szybką niezależność. Niby pogodziłem się z tym wyborem, pragmatyczne myślenie ma w końcu kolosalną przyszłość, ale gorycz czasem dolega.”) Miły wieczór zakłóca jedynie wypowiedź Rogala, który po wódce „wraca do przeszłości, dając się ponieść niezdrowym emocjom.” Jego zdaniem Młody sprzedał swoje ideały i wartości z okresu dorastania. Przypomina mu marzenia z młodości o mieszkaniu na wsi i edukowaniu dzieci rolników. Jego wypowiedź jest swego rodzaju wyrzutem sumienia dla Młodego, który wcześniejsze ideały zamienił na wspinanie się po szczeblach kariery i powiększanie sumy na koncie bankowym. Wie, że między jednym i drugim nie ma kompromisu. Jego dziewczyna, Anita, która kończy filologię romańską, chce wyjechać na stałe za granice. Gdziekolwiek. Nie widzi dla siebie miejsca w Polsce, w której nie znosi dosłownie wszystkiego, począwszy od klimatu, poprzez historię narodu, aż po smutnych ludzi mijanych na ulicach. Tęskni za miejscem, gdzie człowiek nie boi się wyjść wieczorem z domu. Młody również podziela jej zdanie. Uważa jednak, że są sposoby, by uniknąć spotkania z „motłochem”, jak chociażby jazda taksówkami czy zamknięte osiedla na obrzeżach stolicy. Nie podoba mu się miejsce, w którym żyje, ale mimo tego, chce w nim zostać. Stolica daje mu zarobek, w zamian za wyzbycie się marzeń. Tym różni się od Anity, która twardo oznajmia mu, że wyjedzie z nim lub bez niego. („Wiem, że powinienem wyjechać, pierdolnąć wszystko w kąt, zostawić za sobą równiny usiane domami z pustaków i romantyczną brzeziną, blokowiska, zatrute areały i średniowieczne kolegiaty, wyjechać, zapomnieć, odetchnąć. (…) Za dużo tu ludzi; gdyby w jakiś sposób anulować błyskawicznie starych, niepotrzebnych, żebraków, absolwentów nikomu nie przydatnych kierunków akademickich, jednohektarowych ślimaków – wszystko byłoby dobrze. Zostaliby ci wygrani, uśmiechnięci, spokojni siłą swoich pieniędzy i elastycznych mózgów.”

Myśli o kłótni z dziewczyną przerywa telefon od mamy, która zawiadamia syna o śmierci babci. Prosi, by przyjechał do domu, do Krótkiego Miasta, gdzie zebrała się już cała rodzina. Babcia była kimś bardzo ważnym w jego życiu. Uczyła go, gdy był dzieckiem, później była z nim, gdy dorastał, aż w końcu wyjechał na studia do stolicy. Przeżył z nią kilka etapów jej starości, aż do momentu, kiedy słuchając Radia Maryja zasiadała w fotelu, zatapiając się we wspomnieniach. Zamierza spełnić ostatnią wolę babci, która chciała zostać pochowana w rodzinnej miejscowości na cmentarzu w Młynarach i spocząć u boku męża. Reszta rodziny natomiast woli pochować ją na najbliższym, nowym cmentarzu w Krótkim Mieście, ze względów czysto praktycznych. Młody postanawia więc w przeddzień pogrzebu wykraść ciało z kostnicy, zawieźć samochodem do Młynar i pochować zgodnie z jej wolą, za co trafia na dwa tygodnie na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Jest przekonany, że postępuje słusznie. Pnąc się po szczeblach kariery w Warszawie i powiększając sumę na koncie, co jakiś czas dostrzega u siebie „niewygodny bagaż sentymentów, przywiązań i nienowoczesnych przekonań”, jak choćby ta walka o zachowanie honoru rodziny – spełnienie ostatniego życzenia umierającej babci, mimo, że reszta rodziny zamierza podejść do sprawy bardziej praktycznie. Podróż z trupem babci pozwala na nowo odkryć świat uśpionych wartości, które musiał odrzucić, by przeżyć wyścig do kariery w wielkim mieście. Jedynie wtedy Młody używa takich słów jak: „przepraszam”, „wybacz”. Szkoda tylko, że mówi je do zmarłej. Główny bohater opowiadania jest pełen wewnętrznych sprzeczności. Chce „napychać kieszenie”, ale z drugiej strony ma również pewne sentymenty, źle czuję się w kraju, ale nie chce wyjechać. Zastanawia się, gdzie jest właściwie jego miejsce, jeśli nie czuję się „jak u siebie” ani w Krótkim Mieście, ani w Warszawie. Próbuje zarabiać pieniądze i jednocześnie odgrywa ofiarę zarabiania, jest przecież w pełni świadom, że coś mu umyka, coś traci. Jest rozdarty pomiędzy robieniem kariery a wartościami, które kiedyś miały dla niego znaczenie.

Tematem drugiego opowiadania pt. „Pieśń na wejście”, jest wywiad dziennikarza z dilerem narkotyków, który przez długi czas „bronił się” przed handlem narkotykami. („Siłuję się z nimi przez cały czas, raz ja jestem górą, raz one. Ciekawsze jest to, jak doszedłem do dilerki, bo ta profesja jest moim świadomym wyborem. Ja przez wiele lat broniłem się przed handlem, uważałem obracanie dragami za ostatnie skurwysyństwo. Teraz ostrość obrazu trochę się zmieniła, rogówka pewnie zwapniała i nie potrafię już zobaczyć tak wyraźnie jak kiedyś granicy pomiędzy złem i dobrem”.) Opowiada dziennikarzowi historię swojego „stoczenia się”. Swoje wynurzenia zaczyna od momentu szkoły średniej, kiedy to jego paczka znajomych miała łatwy dostęp do „hurtowych ilości różnych snów” i zaczynali dorabiać na handlu. Po skończeniu liceum poszedł do pracy w firmie przeprowadzkowej w Warszawie, ponieważ chciał zasmakować pracy fizycznej, poszerzyć horyzonty. W dzień pracować, wieczorami czytać literaturę – to był jego plan. Praca była ciężka, jednak postanowił wykonywać ją z pełnym zaangażowaniem. Pracował więc jak najlepiej, najwięcej i najszybciej jak potrafił. Z czasem stał się pośmiewiskiem u reszty załogi, która rozumiała wyzysk firmy i broniła się przed nim. Jako młody chłopak, nie znał jeszcze realiów pracy i miał w sobie pewne ideały. Po pewnym czasie, zaczyna jednak rozumieć swoją pozycję na drabinie hierarchii w pracy. („Po jednej stronie byłem ja i banda mi podobnych, gąbki do wyciśnięcia, nowy materiał energetyczny dla firmy, baterie, które można zużyć jak najprędzej. Po drugiej postawiłem sobie wszystkie białe kołnierzyki z biura”.) Zaczyna więc wykorzystywać okazję w pracy, by przysłowiowo, „robić tak, żeby się nie narobić”, czyli robi wszystko dużo wolniej i z mniejszym zaangażowaniem. Zdarza się, że podkrada różne rzeczy podczas przeprowadzek. Również z wcześniejszych planów czytania literatury nic nie wyszło. („Próbowałem coś czytać po powrocie do domu, ale bezskutecznie. Nie wchodziło. Przebiegałem mechanicznie kolejne linijki, prześlizgiwałem się po nich bez zadowolenia. Byłem zbyt zmęczony, chciałem tylko jeść, oglądać telewizję i pić wódę do zgonu. Zredukowałem się niechcący. Jakie kino? Jaki teatr? Jak wracasz po dwunastu godzinach zaiwaniania po schodach, to nie myślisz o pegazach”.) Coraz częściej sięga po alkohol, by odpocząć psychicznie od męczącej pracy i niczym nieróżniących się dni. W końcu zgorzkniały i pełen rozczarowania, odchodzi z firmy mszcząc się na brygadziście. Na studiach w Warszawie w akademiku, przeżywa swoje pierwsze spotkanie z heroiną, która w tym czasie jeszcze nie dotarła do prowincjonalnego Krótkiego Miasta. („W życiu nie czułem się tak dobrze. Wszystkie te akcje profilaktyczne, pogadanki w szkołach średnich i partnerskie rozmowy w zaciszu gabinetów terapeutycznych możesz o kant dupy potłuc, jeśli spróbujesz pierwszy raz. Bo dopiero wtedy jest dobrze. (…) Jak wypisany z rzeczywistości na chwilę, zupełnie poza nią”.) Coraz bardziej pogrąża się w świecie narkotyków i szybko wpada w uzależnienie. O studiach zapomina. By zdobyć pieniądze, zaczyna handlować narkotykami. Powoli stał się kimś, kim dawniej pogardzał. Czuje jednak, że w pewien sposób ludzie, których spotkał w swojej pierwszej, uczciwej pracy, wpłynęli na to, że teraz sprzedaje narkotyki. Nie oskarża ich, lecz uważa, że odcisnęli na nim pewne piętno, żeby „iść na łatwiznę”, podchodzić do życia w sposób konsumpcyjny.

Chcąc zacząć wszystko od nowa i odbić się od dna, zrywa stare kontakty ze znajomymi narkomanami, wygrzebując się z dawnych kłopotów. Zamierza zacząć robić coś ważnego, ciekawego. Dostaje pracę jako dziennikarz w warszawskiej gazecie. Jego zadaniem jest poszukiwanie sensacji i „nieoklepanych” tematów. Początkowo miał w sobie poczucie dziennikarskiej misji. Szybko jednak okazuje się, że wcale nie jest łatwo wybić się ze swoimi propozycjami, a redakcja pełna jest młodych, ambitnych, utalentowanych ludzi opisujących poczytne afery. Nie poddaje się jednak i jeździ po stolicy, rozmawia, szuka, „klepie dziennikarską biedę”, by tylko nie rozstać się z marzeniami o robieniu czegoś ważnego. Niestety spotyka dawną znajomą narkomankę i będąc przypadkowo zatrzymanym przez policję z narkotykami w kieszeni, kończy szybko „karierę” dziennikarską”. Wraca na swoją prowincję, gdzie, jak sam mówi, zajmuje się ogrodnictwem, czyli po prostu uprawia marihuanę. Na pytanie, „dlaczego?” odpowiada cynicznie: „Nic nie rozumiesz. Pewnie, że mógłby paprotki, jak znajdziesz kupca, to i paprotki będę sadził”.

Tematem kolejnego opowiadania pt. „Koncert na trzy głosy” również są narkotyki. Bohaterowie to: Szczur, Pompka i pan Stefan. Szczur to diler narkotyków, który pobił Pompkę za długi. Pompka, to narkoman, który głęboko wierzy w to, że kiedyś się zmieni i odgryzie na Szczurze za pobicie. Ciekawą postacią jest natomiast pan Stefan - starszy człowiek, który mieszka na przeciętnym osiedlu miejskim, jakich w Polsce tysiące. Boi się wychodzić wieczorami z domu. Nie rozumie zachowania młodzieży spod sklepu. Nie lubi mijać się z nimi na ulicy, a gdy już musi, wtedy odwraca głowę w drugą stronę i garbi się, by przejść jak najbardziej niezauważonym. Jest w młodych jednak coś, co go fascynuje. Często więc obserwuje ich zza firanki. Zna nawet ich pseudonimy. Marzeniem jego jest przeprowadzka do osiedla zamkniętego, czystego, wolnego od patologii, jakie widzi na co dzień, gdzie „nikt nie krzyczy pod domem i nie pije wina. Sami kulturalni ludzie.” Jest świadkiem bójki między Szczurem a Pompką. Widząc pobitego chłopaka, kierowany współczuciem, chce udzielić mu pomocy. Szybko jednak przekonuje się, że Pompka wyraźnie sobie tego nie życzy. Kolejne opowiadania: „Przed świtem” i „Końcówka”, opisują wygląd Krótkiego Miasta: ulice, ludzi oraz to, co dzieje się w nim pod koniec tygodnia, czyli… praktycznie nic. Dlatego właśnie młodzież postanawia uciekać z tego miejsca. A uciec można albo do innego miasta, albo po prostu w uzależnienia. Przykładem osoby, która zmieniła miejsce zamieszkania jest Dudek, bohater opowiadania „Czekolada”. Wyjazd jednak nie pomógł mu stać się szczęśliwszym, ponieważ z braku pieniędzy, na co dzień kradnie w niemieckim supermarkecie. Inną bohaterką jest Miłka z „Listu z tamtego świata”, która pisze list z Brukseli do Pawła. Poczuł on „zew domatora” i wrócił do Polski, co było przyczyną kłótni pomiędzy nimi. Zatęsknił za domem, nie mogąc odnaleźć się na emigracji. Miłka jednak nie chciała wrócić do „polskiej szarzyzny”, gdyż jak sama mówi, nie widzi dla siebie perspektyw w kraju. („Bo co mogłam robić w Krótkim Mieście? Każdego wieczoru wybierać pomiędzy wódką i trawką, pracą w sklepie i pozorami nauki na jakiejś szemranej uczelni regionalnej? Przez dziesięć miesięcy w roku czekać na lipiec i sierpień, na to, że się w końcu ociepli i słonko wyjdzie zza chmur? (…) Czuję się tu obco, ale tę obcość akceptuję”.) Problem prowincji polega więc na tym, że pozornie nie daje możliwości wyboru. Miłka swój pobyt za granicą odbiera jako swego rodzaju wyzwanie, możliwość sprawdzenia się. Do Pawła pisze list, by przekonać go, do ponownego wyjazdu za granicę. Chce wyrwać go z szarej rzeczywistości Krótkiego Miasta, gdzie chłopak tylko pije i coraz bardziej pogrąża się w uzależnieniu od narkotyków.

Ostatnie opowiadanie dało tytuł całej książce. Poza narkotykami głównym bohaterem jest tutaj Dudek, do którego w Boże Narodzenie przychodzi Grubas, informując, że Szopa gdzieś zniknął. Razem idą więc poszukać go na Banderozę, czyli „metę do wąchania kleju”. Dudek odwiedza również dom, gdzie rozmawia ze zrozpaczoną matką kolegi oraz pub, w którym Komarek informuje go, że Szopa poprzedniego dnia zarzekał się, iż wyjeżdża do Amsterdamu. W końcu zostaje odnaleziony przez Dudka na obrzeżach Krótkiego Miasta, ale jest pod wpływem narkotyków, ma halucynacje, mówi całkiem nieskładnie i nielogicznie. Próbuje na przykład udowodnić, że właśnie zobaczył piękną zorzę polarną, która go woła. Namawia nawet Pawła, by poszedł razem z nim, ale ten pragnie jak najszybciej wrócić do domu, by nie musieć dłużej patrzeć na stan, w jakim jest Szopa. Po kilku dniach, Grubas przynosi Dudkowi gazetę z informacją o makabrycznym znalezisku pracowników elektrowni miejskiej. Okazuje się, że Szopa wpadł do komina. Można przypuszczać, że w narkotycznym transie popełnił samobójstwo.

Wszystkim bohaterom książki nie udało się w jakiś sensie, gdyż albo „wessała” ich stolica, albo zrobił to nałóg. Brak perspektyw, poszukiwanie wrażeń oraz narkotyki, należą do kluczowych składników życiorysu głównych postaci. Narkotyk, był dla roczników siedemdziesiątych tym samym, czym dla pokolenia BruLionu alkohol - zabójcze lekarstwo na nudę, walkę z niespełnionymi marzeniami i złudzeniami. Rzeczywistość nie dawała satysfakcji, spełnienia, więc zamieniali ją na inną. Autor przedstawia jak łatwo sprzedać własne wartości, a razem z nimi samego siebie. Szukali drogi do Amsterdamu, który jest tutaj ucieleśnieniem tego, z czym Holandia kojarzy się przede wszystkim, czyli z tolerancją na narkotyki, ogromną wolnością poglądów, także tych najbardziej ekscentrycznych. Miasto to, staje się symbolem ucieczki, kończącej się najczęściej popadnięciem w jeszcze większą beznadzieję, gdyż ucieczka ma sens, o ile przewiduje powrót.

"Bohaterowie Olszewskiego doskonale wpasowują się w schemat stratyfikacji społecznej opisanej przez Zygmunta Baumana, dzielącego ponowoczesnych ludzi na turystów i włóczęgów. Ci pierwsi są beneficjentami zglobalizowanego świata, wiodąc beztroskie życie konsumentów, drudzy zaś – wyrzuceni na jego margines – skazani są na wegetację, jałowe marzenia o lepszej posadzie i zagłuszanie rozczarowań alkoholem. Często poddają się iluzji narkotycznego spełnienia. Turysta irytuje się, gdy w alkoholowej zadumie odzywa się w nim <niewygodny bagaż sentymentów i nienowoczesnych przekonań, będących zagrożeniem dla pragmatycznych celów życiowych.> Powrót do miejsca dzieciństwa wyzwala w nim aberrację. W ten sposób Olszewski zaprzecza niejako tradycyjnemu toposowi literackiemu, w którym powrót z wielkiego świata do domu rodzinnego jest równoznaczny z odzyskaniem ładu i niewinności"[2]. Ważne jest również to, że brak w książce bohatera, który pozostałby na miejscu i byłby z tym szczęśliwy. W zasadzie w ogóle nie ma tu postaci pogodzonej z sobą, gdyż jedni wyjechali, inni chcą wyjechać, jeszcze inni urozmaicają życie narkotykami, ale nikt tak naprawdę nie jest zadowolony z tego, co ma i gdzie jest. Wszyscy tęsknią za innym życiem, ponieważ obecne nie daje im spokoju i spełnienia.

Wikiquote-logo.svg
Zobacz w Wikicytatach kolekcję cytatów
z Michała Olszewskigo

Przypisy

  1. Zespół redakcyjny Tygodnika Powszechnego
  2. 2,0 2,1 Urszula Glensk, Zrozumieć Krótkie Miasto, "Kresy" 1-2/2004, nr 57-58 s. 154-156.
  3. P. Ciemniewski, Uciec, ale dokąd?, "Dekada Literacka" 2003, nr 9/10 s. 110-112.

Bibliografia[edytuj | edytuj kod]

  • Ciemniewski P.: Uciec, ale dokąd?, „Dekada Literacka” 2003, nr 9/10 s. 110-112.
  • Glensk U.: Zrozumieć Krótkie Miasto, „Kresy” 1-2/2004, nr 57-58 s. 154-156.
  • Nowacki D., Nie ma dokąd uciec, „Gazeta Wyborcza” 2003, nr 249 s. 19.
  • Orski M.: Greps potocznej mentalności, „Nowe Książki” 2004, nr 3 s. 60-61.
  • Wolski J.: Do Amsterdamu i z powrotem, „Fraza” 2003, nr 3(41) s. 242-244.
  • Dagmara Pędrak: recenzja książki Do Amsterdamu