Raport Gersteina

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Skocz do: nawigacja, szukaj

Raport Gersteina - stworzony przez Kurta Gersteina, oficera Waffen-SS, w 1945 roku. W raporcie Gerstein zawarł, prócz swego życiorysu, także szczegółową relację z wizytacji obozów zagłady w Bełżcu i Treblince, gdzie był świadkiem mordowania Żydów w komorach gazowych. Wspomniał także o akcjach eutanazji osób starych i chorych psychicznie.

Charakterystyka raportu[edytuj | edytuj kod]

Raport Gersteina powstał w sierpniu 1945 roku w Hotelu Mohren w Tybindze, gdzie Gerstein był przetrzymywany przez Francuzów jako jeniec wojenny. Gerstein przygotował jedną, odręczną francuskojęzyczną wersję raportu oraz dwie wersje po niemiecku, przygotowane na maszynie do pisania. W raporcie Gerstein zawarł życiorys, opis przebiegu wizytacji obozów w Bełżcu, Treblince i Majdanku, oraz opis prób poinformowania krajów neutralnych i aliantów o Holocauście. Większość doniesień Gersteina uznano wówczas za nieprawdopodobne lub za prowokację ze strony SS. Raport stał się jednym z kluczowych dowodów Holocaustu. Obok wspomnień Rudolfa Hessa, Raport Gersteina jest najdokładniejszą relacją z mordów dokonanych w hitlerowskich obozach zagłady. Raportu użyto również jako dowodu w procesach norymberskich przeciwko takim zbrodniarzom wojennym jak: Hermann Göring oraz Hans Frank. Raport został także użyty w sprawie przeciwko Adolfowi Eichmannowi przez sąd izraelski.

Raport Gersteina (fragment)[1][edytuj | edytuj kod]

"W Lublinie czekał na nas Gruppenführer SS Otto Globocnik, powiedział: "To jest jedna z największych tajemnic tutaj, a może nawet największa." Każdy kto o tym mówi zostaje natychmiast zastrzelony. Dwoje zbyt rozmownych ludzi rozstrzelano wczoraj. Później przedstawił nam sytuację na dzień 17 sierpnia 1942 roku na temat istniejących obozów:

  1. Belzec, na trasie Lublin-Lwów w Radzieckiej strefie demarkacyjnej. Maksymalna wydajność na dzień: 15000 osób (WIDZIAŁEM TO!)
  2. Sobibor, nie jestem zaznajomiony z obecną sytuacją, nie wizytowałem tego obozu. Maksymalna wydajność: 20000 osób na dzień
  3. Treblinka, 120 km na północny wschód od Warszawy. Maksymalna wydajność na dzień: 15000 osób (WIDZIAŁEM TO!)
  4. Majdanek, niedaleko Lublina, obóz widziałem w trakcie budowy

Globocnik powiedział: otrzymacie duże ilości odzieży do dezynfekcji, 10 lub 20 razy więcej jako tzw. "kolekcja tekstylna", która jest sprowadzana, aby zatuszować pochodzenie odzieży żydowskiej, polskiej, czeskiej, ... . Pana drugim zadaniem jest zmodyfikować komory gazowe w których stosujemy gazy wylotowe starego silnika dieslowskiego, tak aby można w nich było użyć gazu bardziej śmiercionośnego np. na bazie cyjanku. Adolf Hitler i Heinrich Himmler byli tutaj dwa dni temu tj. 15 sierpnia i wydali rozkaz abym towarzyszył na każdym kroku wszystkim osobom wizytującym instalacje."

Profesor Pfannenstiel zapytał: "A co powiedział Führer?" Globocnik który jest obecnie dowódcą SS i policji w Trieście na wybrzeżu Adriatyku, odpowiedział: "Cała akcja musi być realizowana szybciej!" Ministerialny dyrektor dr Herbert Lindner z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zasugerował: "Czy nie będzie lepiej palić ciała zamiast je grzebać? Czy następne pokolenia nie mogą mieć innego zdania w tej sprawie od nas?" Wtedy odpowiedział Globocnik: "Ależ Panowie, jeśli będziemy kiedykolwiek zastąpieni przez pokolenie tchórzliwe i słabe, które nie zrozumie naszej pracy, tak ważnej i jakże potrzebnej, wówczas Panowie, narodowy socjalizm będzie zbyteczny. W przeciwnym razie powinniśmy grzebać tablice z brązu (wraz z ciałami) na których przyznalibyśmy się że to my, my którzy mieliśmy odwagę zrealizować to ogromne zadanie." Hitler na to odpowiedział: "Globocnik, pan to powiedział, ale to jest też moje zdanie."

Następnego dnia pojechaliśmy do Bełżca. Jest tam mała stacyjka na uboczu z dwiema rampami u podnóża wzgórza, na północ od drogi i linii kolejowej Lublin-Lwów. Na południe od stacji niedaleko głównej drogi, znajduje się kilka budynków opatrzonych wspólnych szyldem "Biura Waffen-SS-Bełżec". Globocnik przedstawił mnie Hauptsturmführerowi SS Obermeyerowi, który pokazał mi instalacje.

Tego dnia jeszcze nie było zgonów, ale w całej okolicy, nawet na głównej drodze, smród był okropny. Za małą stacją stał barak sporej wielkości, z szyldem nad drzwiami "Przebieralnia". Było w nim okienko podpisane "Kosztowności" oraz obszerne pomieszczenie z około setką krzeseł na których strzyżono ludziom włosy. Za tym pomieszczeniem było przejście, długie na 150 m, prowadzące do innego budynku. Przejście to otoczono drutem kolczastym z obu stron. Tablica informowała, że przejście to prowadzi do łaźni i do pomieszczeń z inhalacją. Przed nami stał budynek łaźni. Po lewej i prawej stronie łaźni znajdowały się kwiaty zasadzone w dużych betonowych donicach.

Do budynku wchodziło się po kilku stopniach. Znajdowały się w nim trzy pomieszczenia po lewej i trzy pomieszczenia po prawej stronie. Pomieszczenia wyglądały niczym garaże o wymiarach 4 m na 5 m i wysokości 1,90 m. Z tyłu poza widokiem, były drewniane drzwi. Na dachu była namalowana węglem Gwiazda Dawida. Na przodzie budynku był napis Instytut Hackenholta. To było wszystko co widziałem tego dnia.

Następnego dnia, kilka minut przed siódmą, powiedziano mi, że w ciągu 10 minut powinien przyjechać pierwszy pociąg. Kilka minut później przyjechał pociąg ze Lwowa. W pociągu było 45 wagonów bydlęcych z załadowanymi 6700 osobami, z których 1450 zmarło w trakcie podróży. Przez małe okienka zakratowane drutem kolczastym widziałem żółte, przestraszone dzieci, mężczyzn i kobiety.

Pociąg się zatrzymał. 200 Ukraińców przydzielonych do pracy na rampie, zaczęło otwierać drzwi wagonów na oścież. Następnie zaczęli wyganiać ludzi z wagonów uderzeniami batów. Później usłyszałem instrukcje wydawane przez megafony. Większość ściągnęła całą odzież przed barakiem, jedynie kilka osób rozebrało się wewnątrz. Pozbywali się wszystkiego, łącznie z protezami kończyn i okularami. Buty musiały być związane w pary za pomocą krótkiego sznurka przydzielanego przez małego czteroletniego żydowskiego chłopca. Wszystkie kosztowności i pieniądze oddawano przy okienku podpisanym "Kosztowności" bez wydawania jakichkolwiek dokumentów lub pokwitowań. Kobiety i dziewczyny później musiały iść obciąć włosy. Włosy ścinano jednym lub dwoma ruchami nożyczek. Ścięte włosy pakowano do dużego worka po ziemniakach, "aby zrobić coś specjalnego dla łodzi podwodnych – uszczelniać je i takie tam", Unterscharführer SS tak mi to wyjaśnił.

Później rozpoczął się przemarsz: drut kolczasty z prawej i z lewej oraz dwa tuziny uzbrojonych w karabiny Ukraińców idących na tyłach. Szli, prowadzeni przez dziewczynę o ponadprzeciętnej urodzie. Stałem obok kapitana policji Wirtha przed komorami gazowymi. Mężczyźni, kobiety, dzieci, noworodki, ludzie z amputowanymi kończynami, całkiem nadzy, szli w naszą stronę. W rogu stał esesman, który monotonnym głosem przemawiał do tych biednych ludzi: "Nic się wam nie stanie. Musicie tylko głęboko oddychać, to wzmocni wasze płuca. Ta inhalacja jest konieczna z powodu różnych infekcji. Dezynfekcja jest dobra!"

Kiedy ktoś pytał jaki czeka ich los, on wyjaśniał, że mężczyźni będą musieli oczywiście pracować, budując ulice i domy. Kobiety nie będą musiały pracować. Jeśli będą chciały, mogą pomagać w domu lub kuchni. Mała iskierka nadziei raz jeszcze pojawiała się przed tymi biednymi ludźmi. To wystarczało aby ci ludzie bez oporów przeszli do komór gazowych.

Ale większość z nich rozumiała co się dzieje, przeczuwali przeznaczenie. Później wchodzili po kilku stopniach i zauważali prawdę. Opiekuńcze matki z noworodkami przy piersi, nagie; dzieci w różnym wieku, nagie. Wahali się, ale wchodzili do komór gazowych. Poruszali się naprzód w ciszy napierani przez ludzi z tyłu, którzy byli bici batem przez esesmanów.

Żydówka w wieku około 40 lat z płonącymi oczyma, poprzysięgła zemstę za krew jej dzieci na rękach oprawców. Kapitan policji Wirth osobiście uderzył ją pięciokrotnie swoim batem, po tym zajściu w ciszy zniknęła w komorze gazowej..."

Zobacz też[edytuj | edytuj kod]

Linki zewnętrzne (zagraniczne)[edytuj | edytuj kod]