Witam wszystkich, których spotkało, że tak rzekę, szczęście zabłądzić na tę stronę. Wypada przedstawić się kilku choć słowy - oznajmiam więc na wstępie, że ochrzczono mię imionami męczennika i archanioła, niemniéj jednak nie czuję się godzien stwierdzić, czy odziedziczyłem po nich jakieś szczególne cnoty. Urodziłem się i wzrosłem w Grodzie Przemysława nad mętnemi wodami Matki-Warty, któréj to uroki odkryłem w pełni dopiero w ostatnich latach, gdy moi zdrożni kommilitoni wywiedli mię na ścieżkę zguby i jąłem towarzyszyć bezeceństwom, jakich się nad ową rzeką dopuszczają.
Żywot mój jest dość pogmatwany i pełen wszelakiego rodzaju wątpliwości oraz refleksyj, przeplatanych regularnie chandrą i depresyjkami. Zazwyczaj stoję na rozdrożu, u skraju przepaści, każdego dnia wchodząc na szlak bez powrotu. Ani ze mnie całkowity introwertyk, ani ekstrawertyk, choć uwidaczniają się liczne cechy świadczące o przynależności do téj drugiéj kategorii. Boję się panicznie czasu, posiadłszy przytém rzadką zdolność materialnego odczuwania jego biegu we własnych trzewiach. Z pewnością filologia włoska nie jest mojém powołaniem - chyba, że Włochom zdarzyłoby się wynaleźć wehikuł czasu, o którém to urządzeniu marzę bezskutecznie odkąd zacząłem obejmować rozumem fakt, że świat istniał - o, zgrozo! - już przed rokiem moich narodzin. Nie tracę jednak przekonania, że jakiś uczony towarzysz skonstruuje tak wspaniały pojazd i umożliwi mi tém samém sprostowanie karygodnéj omyłki boskiéj Klotho, która - bez wątpienia przejadłszy się wykradzioną z hesperyskiego ogrodu ambrozją - w leniwém otępieniu wyznaczyła mi przyjście na ten padół o jakieś 170 lat za późno. W oczekiwaniu więc na utęskniony powrót do swoich czasów (na rodzinną plantację w Alabamie), zajmuję się wieloma pouczającemi rzeczami, exempli gratia historią (głównie ojczystą, Stanów Zjednoczonych i Skandynawii), przeróżnymi językami obcymi, operą, muzyką i literaturą piękną (a przynajmniéj piękniejszą niż wiele przykrych elementów codzienności).
Dodam jeszcze, że wierzę niewzruszenie w Boga będącego źródłem prawdy, dobra i piękna, a także w fundamentalną wartość Tradycji i Honoru, jako przymiotów zagubionych w morzu degeneracji tych czasów, ale przecież wymagających rychłego wskrzeszenia dla dobra nas samych i naszéj cywilizacji. Także dlatego uważam m.in., że morderców należy bezwzględnie śmiercią karać.
A jako iż w tym miejscu niebezpiecznie zaczynam już dryfować ku manifestowi politycznemu, kończę oto tę prezentację - nie wiadomo komu i na jaki pożytek wysmażoną, jednak absolutnie szczerą i obrazową.
Wszystkim czytającym życzę zdrowia i pomyślności, a także wzywam do chwili zamyślenia nad imponderabiliami tudzież kierunkiem, w którym zdąża ludzkość.
Post scriptum
Korzystając ze sposobności pragnę w tém miejscu wyrazić rozgoryczenie faktem, że urzędy administracji publicznéj nie wykazują zrozumienia, gdy podaję swoję prawdziwą datę urodzenia, tj. 26 VIII 1820 roku. Jest to oburzający przejaw nietolerancji.