Ruffian

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ruffian z dżokejem Jacinto Vasquezem

Ruffian (ur. 17 kwietnia 1972, uśpiona 7 lipca 1975) –Ruffian urodziła się w 1972 r. i trafiła do Stanów Zjednoczonych w transporcie roczniaków z Anglii. Debiutowała jako dwulatka i w swej karierze startowała 11 razy – przegrała tylko ostatni wyścig, ten w którym straciła życie. Była skarogniada, choć przypominała maścią karego konia.

Życie i śmierć

Pierwsze treningi zaczęła z trenerem Frankiem Y. Whiteley'em. Wygrała 11 razy, a przegrała swój ostatni wyścig, w którym straciła tragicznie życie. Była niesamowicie szybka, nazywano ją boginią toru. Odnosiła druzgoczące zwycięstwa, nie miała litości dla przeciwników. To co robiła, było pokazem magii. Jej trener mawiał, że z jej miłością do biegu nie zawahałaby się wyhodować sobie skrzydeł, choć już i tak biega jak uskrzydlony pegaz. Ruffian, w swej niestety krótkiej karierze, okazała się koniem-legendą – nie umiała przegrywać, znała tylko wygraną. Jej fani płacili na jej zwycięstwo takie stawki, że tor został zmuszony do wypłacenia większej kwoty niż otrzymał – takiego ewenementu nie było nawet w przypadku Sekretariata. Trener Ruffian mówił, że „Soffie” jest najlepszym koniem wyścigowym, jakiego kiedykolwiek widział. Ta miłość do biegu, którą kara klacz afiszowała stała się jej zgubą.

Właściciele zdecydowali się wystawić ją przeciwko ogierowi Foolish Pleasure – wówczas najlepszemu ogierowi w Stanach. Ruffian do tej pory ścigała się tylko z klaczami, jej trener był przeciwny forsowaniu klaczy w walce z rosłym ogierem. Już przy starcie bogini toru uderzyła się w bramce w kolano, ale kontynuowała bieg szybko wyrównując to, co straciła przy starcie. Oba konie szły łeb w łeb, walcząc desperacko i zaciekle. Ruffian wysunęła się na prowadzenie, ale po chwili sforsowane nogi klaczy (Ruffian miała już za sobą pęknięcie kończyny, które rehabilitowano przez kilka miesięcy poprzedzających wyścig) nie wytrzymały obciążenia. Klacz złamała obie kości trzeszczkowe w przedniej nodze. Ruffian, która nigdy jeszcze nie przegrała, lekceważąc ogromny ból kontynuowała bieg. Dżokejowi udało się ją zatrzymać dopiero po prawie 50 metrach, a noga klaczy przedstawiała tragiczny wygląd – złamana kość przebiła skórę, a koń biegł po piaszczystym torze pogarszając tylko już i tak beznadziejną sytuację. Ruffian została uśpiona na torze do operacji, która po przetransportowaniu klaczy do kliniki trwała ponad 12 godzin. Po wybudzeniu z narkozy klacz, która przecież nie ukończyła swojego wyścigu tracąc przytomność na torze, kontynuowała walkę. Dla niej wyścig nadal trwał – założonym gipsem uderzała podczas swego „biegu” o własne kolana, połamała tylne nogi, a z operowanej zerwała gips i otworzyła zoperowane kości. Jej stan był już nie do naprawienia i właściciele zdecydowali się uśpić swoją championkę. Wielu ludzi widzi w jej zachowaniu ogromną miłość do wyścigów i wolę walki na torze; nie wiem na ile był to obłęd konia, zaszczutego i wytrenowanego do morderczych biegów. Faktem jest jednak, że w podobny sposób życie zakończyli jej rodzice – to „szaleństwo wygrywania” miała w genach. Ruffian została pochowana na torze, chrapami w stronę mety, a jej trener przez wiele lat przychodził na tor i stawał w boksie startowym nr 9. Gdy ludzie pytali dlaczego tam stoi odpowiadał: „Ja ją widzę, ona biegnie po tym torze. Słyszę tętent jej kopyt, oddech, bicie serca. Ruffian ciągle tu biegnie”.