Incydent w Stodołach
Dawny niemiecki urząd celny w Stodołach | |
| Państwo | |
|---|---|
| Miejsce | |
| Data |
31 sierpnia 1939 |
| Typ ataku | |
Położenie na mapie Rzeszy Niemieckiej (Republiki Weimarskiej i III Rzeszy w granicach sprzed 1938) | |
Napad na urząd celny w Hochlinden, zwany też incydentem w Stodołach – upozorowany atak na niemiecki urząd celny w Hochlinden, dzisiejszych Stodołach przeprowadzony 31 sierpnia 1939 roku[1]. Był częścią akcji Himmler, będącej częścią większej „operacji Tannenberg”[2]. Atak w Hochlinden miał zwrócić uwagę polskich sił granicznych i – jak liczono – sprowokować ich do wkroczenia na terytorium Niemiec, co umożliwiłoby Niemcom pojmanie prawdziwych polskich jeńców. W rolę „niemieckich obrońców” wcielili się członkowie SS w mundurach Grenzpolizei oraz kadetów tej formacji, dostarczonych przez Trummlera z jego szkoły policyjnej Grenzpolizei-Schule w Pretzsch an der Elbe[3].
Lokalizacja
[edytuj | edytuj kod]Podczas rekonesansu wzdłuż granicy państwowej jako miejsce potencjalnej prowokacji wybrano niemiecki urząd celny pod wsią Stodoły, położony około 20 kilometrów na południe od Gliwic, przy głównej drodze prowadzącej do Raciborza[3]. Lokalizacja wsi Stodoły cechowała się topografią sprzyjającą inscenizacji fałszywych incydentów granicznych[3]. Ówczesna granica w rejonie Hochlinden przebiegała częściowo przez pola, a częściowo wzdłuż strumienia Ruda[3]. Na jej wschodnim brzegu, należącym wówczas do Niemiec, rozciągał się rozległy kompleks leśny znany jako Raudener Forst, którego nazwa pochodziła od pobliskiej miejscowości Groß Rauden (dziś: Rudy)[4]. Oznaczona była ona jedynie prostym ogrodzeniem z drutu i nie przebiegała w sposób regularny. Wąski klin niemieckiego terytorium wcinał się na tyle w głąb Polski, że budynek niemieckiego urzędu celnego można było ostrzelać z kierunku Polski, ale z pozycji położonych wciąż po stronie niemieckiej[3][4]. Sam urząd celny znajdował się w zagłębieniu terenu, co uniemożliwiało mieszkańcom Hochlinden obserwację wydarzeń. Polski urząd celny usytuowany był kilkaset metrów dalej, a najbliższa polska wieś, Chwałęcice (Chwallentzitz), leżała jeszcze dalej i znajdowała się zbyt daleko, aby jej mieszkańcy mogli przeszkodzić prowokatorom[3].
Według relacji Otto Hellwiga, podczas wizyty w urzędzie celnym w Stodołach grupa rekonesansowa została doprowadzona bezpośrednio na linię graniczną, gdzie prowadzono rozmowy z funkcjonariuszami celnymi. Wszyscy obecni nosili umundurowanie, co czyniło ich doskonale widocznymi z terytorium Polski. Taki sposób przeprowadzenia rozpoznania mógł sugerować działania o charakterze poufnym lub tajnej misji[5][6].
Przygotowanie
[edytuj | edytuj kod]Wykonanie zadania Hitler powierzył Reichsführerowi-SS i szefowi policji, Heinrichowi Himmlerowi, a także podległemu mu szefowi Policji Bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei) i Służby Bezpieczeństwa (SD), Grupenführerowi SS Reinhardowi Heydrichowi[7]. Za nadzór i kontrolę planów dotyczących tej akcji odpowiedzialny miał być Herbert Mehlhorn, jednak ze względu na jego niechęć do pełnej realizacji zadania jego rola została ograniczona. Bezpośrednie dowodzenie oraz instruowanie wyznaczonych dowódców zachował dla siebie Heydrich[8]. Bezpośrednie dowództwo nad „polskimi napastnikami” atakującymi urząd celny w Hochlinden powierzono Obersturmbannführerowi-SS Otto Hellwigowi, komendantowi Szkoły Oficerskiej Policji Bezpieczeństwa w Berlinie-Charlottenburgu, natomiast „obroną” tego punktu miał kierować Hans Trummler, dowódca Szkoły Policji Granicznej w Pretzsch[3].
Heydrich zdecydował o utworzeniu kompanii liczącej około 250 ludzi, którzy mieli być członkami SS w średnim wieku, z doświadczeniem wojskowym oraz znajomością języka polskiego. Rekrutacją ochotników, przeznaczonych do realizacji specjalnych zadań wymagających znajomości języka i zwyczajów polskich, zajął się Otto Hellwig. Polecenie znalezienia odpowiednich kandydatów zostało skierowane do okręgów SS przy granicy ze Śląskiem[9].
Zamierzeniem Heydricha było stworzenie wrażenia, że napaści dokonali żołnierze Wojska Polskiego, dlatego niezbędne było użycie autentycznych polskich mundurów oraz uzbrojenia. W celu ich zdobycia, Heydrich za pośrednictwem Heinricha Himmlera zwrócił się do Adolfa Hitlera o wydanie rozkazu zobowiązującego Abwehrę do ich przekazania. 17 sierpnia 1939 roku podczas spotkania w Obersalzberg Hitler wydał taki rozkaz, nakazując admirałowi Wilhelmowi Canarisowi dostarczenie 150 polskich mundurów dla „przedsięwzięcia Reichsführera SS Himmlera”[3][10]. Nie powiedziano mu natomiast czemu będą one służyły[10].
Choć Canaris próbował zaskarżyć decyzję u swojego przełożonego, Wilhelma Keitla, ten odmówił interwencji, wskazując na bezwzględność rozkazu Führera. Mundury wraz z dodatkami przekazano Wydziałowi III Służby Bezpieczeństwa (SD-Amt III (Ausland)), kierowanemu przez Heinza Josta, który następnie dostarczył je bezpośrednio organizatorom operacji[10]. Był to jedyny formalny udział Abwehry w prowokacjach poprzedzających atak na Polskę[3]. Mundury ostatecznie przekazane zostały 19 sierpnia[10].
20 sierpnia Heydrich i Hellwig udali się drogą lotniczą na Górny Śląsk, dokonując ostatecznego rozpoznania terenu w okolicach Stodół. Tego samego dnia na lotnisku w Gliwicach wylądował Reichsführer-SS Himmler w towarzystwie szefa sztabu, SS-Gruppenführera Karla Wolffa, aby osobiście przeprowadzić inspekcję Stodół — miejsca, gdzie miała mieć miejsce najbardziej dramatyczna część operacji. Towarzyszyli im Heydrich oraz szef Gestapo z Opola — Schaefer. Ten ostatni wspominał później, że widział Himmlera kiwającego głową ze zrozumieniem podczas rozmowy z Heydrichem; stopień tajności przedsięwzięcia był tak wysoki, że polecono mu zwracać się do Himmlera nie po stopniu, lecz jako do „doktora”[11].
Posterunkiem wspierającym operację w Hochlinden był punkt policyjny w Gross Rauden (ob. Rudy), w którym planowano przejąć tymczasowo biuro komisarza celnego. Wszelka komunikacja między dowództwem w Gliwicach a posterunkiem miała odbywać się telefonicznie, z całkowitym pominięciem radiostacji. W przypadku potrzeby dostarczenia rozkazów szyfrowych przewidziano wykorzystanie gońców motocyklowych[3].
"Konserwy"
[edytuj | edytuj kod]Do transportu ciał wyznaczono specjalny oddział. Ze względu na jawnie zbrodniczy charakter operacji szczególny nacisk położono na zachowanie absolutnej tajemnicy. Oddział ten działał w pełni samodzielnie, co umożliwiało znaczące ograniczenie liczby osób posiadających wiedzę o prowadzonych czynnościach, a także pozwalało na dobór osób uznanych za szczególnie „godne zaufania”[12]. W ramach realizacji planów przygotowano grupę więźniów z obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, z których znane są tylko cztery nazwiska więźniów wyselekcjonowanych: Ludwig W. i Harry von B. z Hamburga, Walter Sch. z Wuppertalu oraz Wilhelm B. ze Strausberga koło Berlina oraz imię piątego Max, pochodzący z Akwizgranu[13]. Selekcja więźniów w obozie była prowadzona przez funkcjonariuszy SS spoza stałego personelu obozowego, a kierownictwo obozu Sachsenhausen nie zostało poinformowane o rzeczywistych zamiarach wobec wyselekcjonowanych więźniów[14][15].
Przebieg
[edytuj | edytuj kod]Oddziałowi przypisano kryptonimy operacyjne: „Kleiner Auerhahn” („mały głuszec”) był sygnałem alarmowym wzywającym do gotowości; „Grosser Auerhahn” („duży głuszec”) oznaczał rozkaz zajęcia pozycji; natomiast komenda „Agathe” oznaczała rozpoczęcie ataku[3].
25 sierpnia
[edytuj | edytuj kod]23 sierpnia Hitler ustalił datę ataku na Polskę. Tego samego dnia po południu wydał rozkaz rozpoczęcia operacji na godzinę 4:30 26 sierpnia[16]. Natychmiast Heydrich przesłał polecenia Hellwigowi i Trummlerowi, nakazując im rozpoczęcie ostatecznych przygotowań do akcji[16][17].
Również celnicy i strażnicy graniczni w rejonie otrzymali rozkaz wstrzymania działalności na czas akcji. Personel posterunku celnego w Stodołach został zobowiązany do opuszczenia budynku, a rodziny mieszkające w pobliskim bloku ewakuowano na tyły. Pluton z miejscowej kompanii straży granicznej – Grenzwacht-Regiment 68, który właśnie objął pozycje w Stodołach – został odwołany[16].
O godzinie 5 rano 24 sierpnia, 220 ludzi z tzw. „oddziału samobójców”[a] załadowano do 20 zamkniętych ciężarówek SS. Pojazdy przewoziły także wojskową kuchnię polową oraz zaopatrzenie[16]. Żołnierze z oddziału Hellwiga mieli na sobie mundury Grenzpolizei, natomiast mundury i ekwipunek polski znajdowały się spakowane w pojazdach. Kolumna pokonała trasę 450 kilometrów, przejeżdżając przez Wrocław do Opola, a stamtąd kolejne 45 kilometrów na południowy wschód, do Sławęcic (wówczas był to niemiecki Ehrenforst), wioski oddalonej o około 30 kilometrów na północ od celu operacyjnego – Stodół. Grupa uderzeniowa przeznaczona została zakwaterowana w jednej z wiejskich gospód — Gasthof Bielitzer przy Hauptstrasse[16]. Dawna gospoda Bielitzera z 1939 roku nie zachowała się[16]. Żołnierze ulokowani zostali w sali gospody, natomiast oficerowie zatrzymali się w położonym po drugiej stronie drogi, w parku naprzeciwko, zamku, należącym do księcia Hohenlohe-Öhringen[16]. Cały obiekt został odcięty, a na wyjściach z gospody ustawiono straże. Wkrótce potem do wsi przybył także Trummler wraz z grupą kadetów Grenzpolizei ze swojej szkoły, którzy mieli odegrać rolę „niemieckich obrońców”[16].
Po południu 25 sierpnia dowódcy jednostek uczestniczących w operacji „Tannenberg” otrzymali pierwszą wskazówkę o nadchodzącym ataku. Z centrali Heydricha kurierzy motocyklowi dostarczyli im zapieczętowane koperty zawierające list z hasłem Mały głuszec sygnałem do rozpoczęcia przygotowań. W liście zaznaczono również: Duży głuszec prawdopodobnie spodziewany od godz. 14:00). Drugie hasło – Grosser Auerhahn, oznaczające moment zajmowania wyznaczonych pozycji – nadeszło wieczorem. Dowódca grupy, Otto Hellwig, przypomniał uczestnikom, że atak pozorowany na polską komorę celną w Stodołach ma nastąpić tuż przed świtem, około godziny czwartej, i że otwarcie ognia będzie dozwolone wyłącznie na jego rozkaz.
Grupy Trummlera i Hellwiga, których punkt startowy – Sławięcice – dzieliło jeszcze 30 kilometrów od docelowych Stodół. O godzinie 22:00 Hellwig wraz z podoficerami zebrał się w pałacu Ehrenforst, gdzie Trummler ogłosił, że mają być gotowi do wymarszu w ciągu pół godziny. Operacja „Hochlinden” została uruchomiona[18].
Około godziny 4 rano uczestnicy akcji zajęli miejsca w pojazdach. Ludzie Trummlera, odgrywający rolę „niemieckich obrońców”, mieli już na sobie mundury straży granicznej. Grupa Hellwiga, wcielająca się w „polskich napastników”, była już przebrana w odpowiednie „zbójeckie” stroje (Freischärlerkostüm), natomiast 40 udających żołnierzy Wojska Polskiego miało polskie mundury spakowane w torbach załadowanych na pojazdy. Nie mogąc widzieć drogi, jechali dosłownie „po ciemku” w stronę granicy, w okolice Stodół. Po dotarciu na miejsce wartownik skierował ich ciężarówki z drogi do pobliskiego lasu. Trummler już tam był i wydał rozkaz, by jego ludzie przebrali się w polskie mundury[18].
Kiedy pojazdy zjeżdżały z drogi, ich pasażerowie zdążyli zauważyć sznur luksusowych samochodów marki Mercedes, stojących przy leśnej drodze, jeden za drugim z zasłoniętymi firankami, zaparkowane przy drodze w kierunku Stodół. Widok ten wzbudził wśród esesmanów spekulacje, że w operacji może uczestniczyć nawet sam Führer lub że wydarzenie będzie filmowane w celach propagandowych[19]. W rzeczywistości auta nie wiozły ani Hitlera, ani żadnego innego dygnitarza, lecz tzw. konserwy – więźniów obozów koncentracyjnych, których ciała miały zostać pozostawione na miejscu upozorowanego ataku w polskich mundurach. Aby ułatwić manipulację ciałami, ofiary wcześniej odurzono do stanu półprzytomności przez lekarza osobistego Heydricha, doktora Strassburgera (za co później otrzymał Krzyż Żelazny za „zasługi” na granicy z Polską). Dostarczeniem „ładunku” osobiście zajął się szef Gestapo Heinrich Müller[18].
Według relacji dowódcy plutonu Georga Kernbacha, oddział przewieziono ciężarówkami ze Sławięcic do Stodół. Na miejscu, jeszcze po stronie niemieckiej, żołnierze musieli opuścić pojazdy i oczekiwać dalszych rozkazów. Dopiero wówczas poinformowano ich, że będą mogli otworzyć ogień jedynie na wyraźny sygnał dowództwa[20]. Oddział wyruszył w kierunku celu, przemieszczając się doliną w stronę Stodół, aż dotarł w okolice polskiego urzędu celnego[19].
Kolumna „polskich” napastników ruszyła pod wodzą Hellwiga, który był przebrany za kapitana Wojska Polskiego. Towarzyszył im Hoffmann, dyrektor szkoły SS w Bernau. W zupełnej ciszy, w całkowitych ciemnościach, przeszli przez las i dolinę Rudy, zatrzymując się w zaroślach około 500 metrów od polskiej placówki celnej. Równocześnie grupa Trummlera – „niemieccy obrońcy” – zajęła pozycje na północ od niemieckiego urzędu celnego[18].
Karl Hoffmann przedstawił plan prowokacji następująco: część oddziału, przebrana w polskie mundury, miała symulować atak, wykrzykując polskie rozkazy i komendy, by sprawić wrażenie prawdziwego starcia. W chwili największego zamieszania do akcji mieli wkroczyć funkcjonariusze przebrani w niemieckie uniformy, „odbijając” posterunek i biorąc do niewoli „polskich napastników”. Cała inscenizacja miała przebiec bez ofiar – zabroniono użycia ostrej amunicji[20].
Trummler, wraz ze swoją grupą „obrońców”, oczekiwał w napięciu na rozpoczęcie akcji[20]. Żaden z uczestników prowokacji nie był świadomy, że Hitler w międzyczasie odwołał atak. Już o 20:30, 25 sierpnia, Führer wstrzymał rozpoczęcie wojny. Zadecydowały o tym dwa wydarzenia: Wielka Brytania podpisała układ o wzajemnej pomocy z Polską, a Mussolini poinformował Hitlera, że nie może wesprzeć szerokiego konfliktu zbrojnego – jego siły były wyczerpane kampaniami w Etiopii i Hiszpanii[18].
W ostatniej chwili, dzięki kurierowi na motocyklu, udało się odwołać działania oddziału SS dowodzonego przez Ottona Hellwiga. Nie zważając już na zachowanie tajemnicy, przekazano mu rozkaz przerwania akcji i wycofania się na terytorium Niemiec[21]. Hellwig początkowo nie zrozumiał jednak w pełni sytuacji. Choć nakazał swoim ludziom odwrót, po chwili polecił im ponownie przygotować się do walki w polskich mundurach. Dopiero interwencja Mehlhorna zmusiła go do ostatecznego wycofania. Podczas odwrotu ponownie zauważono przy szosie zaparkowane samochody. Przy jednym z nich stał oficer SS, którego Karl Hoffmann rozpoznał jako Müllera, szefa Tajnej Policji Państwowej[21]. Tym samym pierwszy etap operacji zakończył się całkowitą kompromitacją[21].
Po fiasku działań Heydrich wezwał swoich podkomendnych do Berlina, gdzie ostro skrytykował ich za brak skuteczności. Z funkcji usunięto Hellwiga, a także Mehlhorna, któremu zarzucono przekroczenie uprawnień – w noc z 25 na 26 sierpnia wysłał on bowiem grupę szturmową Sturmbann na terytorium Polski bez zgody zwierzchników[22].
Po nieudanej próbie przeprowadzenia prowokacji w nocy z 25 na 26 sierpnia 1939 roku Reinhard Heydrich oraz Heinrich Müller dokonali modyfikacji wcześniejszego planu. Postanowiono ograniczyć liczbę zaangażowanych funkcjonariuszy SS i całkowicie zrezygnować z działań po stronie polskiej. W efekcie operacja miała zostać przeprowadzona wyłącznie na obszarze kontrolowanym przez Niemców[23].
31 sierpnia
[edytuj | edytuj kod]W rejonie Stodół dowództwo przejął Karl Hoffmann, którego skierowano na lotnisko w Gliwicach na spotkanie z Müllerem. Na miejscu usłyszał, że ma zastąpić Hellwiga i pokierować operacją, co potraktował jako rozkaz. Müller przedstawił mu skrócony plan działań, a Hoffmann zaznaczył, że zna teren wyznaczony do akcji[23].
Rozkaz przewidywał napad polskiej policji granicznej i powstańców na urząd celny w rejonie Stodół, po czym niemiecka policja graniczna miała odeprzeć atak i wziąć do niewoli rzekomych polskich napastników, w rzeczywistości stanowionych przez Niemców w polskich mundurach[24]. Zgodnie z wydanymi wytycznymi oddział przebranych za polskich żołnierzy napastników[2] wybiegł z pobliskiego lasu z terytorium Polski i otworzył ogień w kierunku niemieckiego urzędu celnego podejmując pozorowaną walkę z niemiecką strażą graniczną[1]. W odpowiedzi niemiecka kompania dowodzona przez dr. Trummlera prowadziła ogień pośredni, kierowany ponad głowami własnych żołnierzy, aby uniknąć strat, a następnie zajęła pozycję na wzgórzu na północ od budynku urzędu[24]. Trummler objął zadanie „obrony przed polskim atakiem”. Do jego oddziału przydzielono także esesmanów ubranych w mundury Szkoły Policji Granicznej w Pretzsch.
Upozorowany atak na niemiecki urząd celny zakończył się wyłącznie „pokonaniem” fikcyjnych polskich agresorów, bez przeniesienia działań na obszar Polski[24]. Na miejscu pozostawiono ciała ludzi w polskich mundurach – w rzeczywistości więźniów obozów koncentracyjnych, zamordowanych uprzednio zastrzykami i brutalnie okaleczonych, aby uniemożliwić ich identyfikację[1][2].
Uwagi
[edytuj | edytuj kod]Przypisy
[edytuj | edytuj kod]- ↑ a b c Kozaczuk 1990 ↓, s. 5.
- ↑ a b c Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 5.
- ↑ a b c d e f g h i j k Whitehead 2008 ↓, s. 6.
- ↑ a b Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 23.
- ↑ Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 18.
- ↑ Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 19.
- ↑ Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 15.
- ↑ Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 17.
- ↑ Whitehead 2008 ↓, s. 4.
- ↑ a b c d Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 32.
- ↑ a b Whitehead 2008 ↓, s. 8.
- ↑ Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 51.
- ↑ Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 52.
- ↑ Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 53.
- ↑ Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 54.
- ↑ a b c d e f g h Whitehead 2008 ↓, s. 10.
- ↑ Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 66.
- ↑ a b c d e Whitehead 2008 ↓, s. 11.
- ↑ a b Szefer 1983 ↓, s. 45.
- ↑ a b c Szefer 1983 ↓, s. 46.
- ↑ a b c Szefer 1983 ↓, s. 48.
- ↑ Szefer 1983 ↓, s. 52.
- ↑ a b Szefer 1983 ↓, s. 53.
- ↑ a b c Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 25.
Bibliografia
[edytuj | edytuj kod]- Władysław Kozaczuk: Przedmowa do książki. W: Alfred Spiess, Heiner Lichtenstein: Akcja "Tannenberg": pretekst do rozpętania II wojny światowej. Barbara Floriańczyk (tłum.). Wyd. Wydanie I. Warszawa: "Bellona", 1990. ISBN 978-83-11-07845-1.
- Andrzej Szefer: Akcja "Tannenberg": prowokacje hitlerowskie w Gliwicach, Stodołach i Byczynie 31 sierpnia 1939 roku. Cz. Śląskie Epizody Historyczne. Katowice: Śląski Instytut Naukowy, 1983. ISBN 978-83-00-00643-4.
- Alfred Spiess, Heiner Lichtenstein: Akcja "Tannenberg": pretekst do rozpętania II wojny światowej. Barbara Floriańczyk (tłum.). Wyd. Wydanie I. Warszawa: "Bellona", 1990. ISBN 978-83-11-07845-1.
- Dennis Whitehead. The Gleiwitz Incident. „After the Battle”, s. 2–23, 2008. Old Harlow: Battle of Britain International Ltd. ISSN 0306-1540. (ang.).