To jest dobry artykuł

Sowieckie naloty na Warszawę w czasie II wojny światowej

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Skocz do: nawigacja, szukaj
Sowieckie naloty na Warszawę
w czasie II wojny światowej
Front wschodni II wojny światowej
Czas 19411944
Miejsce Warszawa
Terytorium  Generalne Gubernatorstwo
Przyczyna bombardowanie przez sowieckie lotnictwo niemieckich obiektów wojskowych i węzłów komunikacyjnych
Wynik kilkanaście sowieckich nalotów, zginęło ok. 1000 osób, kilka tysięcy odniosło rany, wiele tysięcy straciło dach nad głową
300 budynków uległo doszczętnemu zniszczeniu, a kolejnych kilkaset zostało poważnie uszkodzonych

Sowieckie naloty na Warszawę w czasie II wojny światowej – seria nalotów lotniczych na okupowaną przez Niemców Warszawę, przeprowadzanych przez sowieckie lotnictwo w latach 1941–1944 (początkowo głównie przez Lotnictwo Dalekiego Zasięgu).

Pierwsze sowieckie naloty na okupowaną stolicę Polski nastąpiły pod koniec czerwca 1941 roku. W późniejszym okresie sowieckie lotnictwo jeszcze kilkanaście razy zbombardowało Warszawę, przy czym najwięcej ofiar i zniszczeń spowodowały naloty przeprowadzone latem 1942 roku oraz w maju 1943 roku. Oficjalnym celem ataków były niemieckie obiekty wojskowe i węzły komunikacyjne. Wielokrotnie sowieckie bomby spadały jednak na gęsto zaludnione dzielnice mieszkaniowe (w tym na getto warszawskie). W wyniku nalotów zginęło co najmniej 1000 warszawiaków, kolejnych kilka tysięcy odniosło rany, a kilkaset budynków uległo zburzeniu lub uszkodzeniu. W czasach Polski Ludowej temat ten był marginalizowany przez oficjalną historiografię[1][2].

Pierwsze bombardowania[edytuj]

Bombowiec Ił-4 (wcześniejsze oznaczenie DB-3F) wykorzystywany w nalotach na Warszawę

Pierwszy nalot sowieckiego lotnictwa na Warszawę miał miejsce wieczorem 23 czerwca 1941 roku, tj. już w drugim dniu niemieckiej inwazji na ZSRR[a]. O godzinie 19:17 bombowce DB-3F z 212. samodzielnego pułku lotnictwa bombowego dalekiego zasięgu zaatakowały mosty na Wiśle oraz niemieckie obiekty na terenie miasta. Celem ataku była także fabryka amunicji „Pocisk” w Rembertowie. Zrzucone z wysokości 8000 metrów bomby nie zdołały uszkodzić żadnego z mostów, a część ładunku trafiła w nurt Wisły[3][4]. Niemniej nalot spowodował spore zniszczenia w obrębie miasta. Bomby spadły m.in. na ruiny Teatru Wielkiego (zbombardowanego przez Niemców w 1939 roku) oraz na domy przy ul. Focha 6 i Krakowskim Przedmieściu 55. Zbombardowano także jeden z hangarów na lotnisku Okęcie oraz stanowiska niemieckiej artylerii przeciwlotniczej na torze wyścigów konnych na Służewcu[4][5]. Niemieckie straty szacowano niekiedy na ok. 50 ofiar śmiertelnych[4], lecz zdaniem Krzysztofa Dunina-Wąsowicza pierwsze dwa sowieckie naloty na Warszawę kosztowały Niemców utratę jedynie sześciu zabitych i dwóch rannych[6]. O wiele większe straty – szacowane na kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych – poniosła cywilna ludność Warszawy. Krzysztof Dunin-Wąsowicz oceniał, że w wyniku pierwszych nalotów zginęło 42 warszawiaków, a 55 odniosło rany[6]. Na Pradze sowiecka bomba trafiła w wypełniony ludźmi tramwaj, który mijał akurat kościół św. Floriana. Zginęły wówczas 34 osoby, co do dnia dzisiejszego stanowi największą katastrofę w dziejach komunikacji miejskiej w Polsce[3]. Słaba niemiecka artyleria przeciwlotnicza nie sprawiła sowieckim pilotom większych problemów, co nie przeszkodziło jednak goebbelsowskiej propagandzie ogłosić później zestrzelenie 48 samolotów. Z kolei sowiecka propaganda opublikowała znacznie przesadzone doniesienia na temat rezultatów nalotu, w których znalazły się m.in. informacje o rzekomym zniszczeniu w Warszawie wielkich magazynów z paliwem i materiałami pędnymi[3][4].

Kolejne naloty na Warszawę nastąpiły 24 czerwca, a zdaniem Szymona Kazimierskiego również 25 czerwca. Sowieckie lotnictwo atakowało przede wszystkim obiekty wokół miasta. Z kolei w samej stolicy zbombardowano okolice ul. Towarowej i most kolejowy. Celność ataków była niewielka[4][6]. Owe pierwsze sowieckie naloty na Warszawę wywołały duże zaniepokojenie wśród przebywających w mieście Niemców[7]. Dopiero po dwóch dniach od pierwszego bombardowania gadzinowyNowy Kurier Warszawski” zamieścił niewielką notkę na temat nalotu[5]. 30 czerwca 1941 gubernator dystryktu warszawskiego Ludwig Fischer wydał zarządzenie zabraniające fotografowania obiektów uszkodzonych podczas bombardowania[8]. Od tego momentu niemiecka propaganda konsekwentnie starała się bagatelizować skutki sowieckich nalotów.

Klęski poniesione przez Armię Czerwoną w początkowej fazie wojny spowodowały, że kolejny nalot sowieckiego lotnictwa na Warszawę nastąpił dopiero 13 listopada 1941. Tego dnia, około godziny 11:00, kilka samolotów Jer-2 z 421. pułku lotnictwa bombowego zaatakowało węzeł kolejowy w rejonie dzisiejszego pl. Zawiszy. Osiem bomb zrzuconych z dużej wysokości spadło na tory kolejowe i bocznicę przy ul. Towarowej, a także na domy mieszkalne w rejonie ulic Srebrnej i Miedzianej[1][4][9]. Władysław Bartoszewski podawał, iż zniszczenia spowodowane bombardowaniem zablokowały na blisko dobę ruch pociągów na tym odcinku torów[9]. Zdaniem Tymoteusza Pawłowskiego infrastruktura kolejowa nie odniosła jednak poważniejszych uszkodzeń[3]. W wyniku nalotu zginęło 54 cywilów, a kolejnych 100 odniosło rany. Niemcy prawdopodobnie nie ponieśli żadnych strat[4]. Wybuchy bomb wybiły szyby w setkach okien, na skutek czego w mieście gwałtownie wzrosły ceny usług szklarskich[9].

Przez blisko rok sowieckie lotnictwo nie przeprowadzało kolejnych nalotów na Warszawę. Jedynie co pewien czas sowieckie samoloty wykonywały nocne loty rozpoznawcze nad okupowanym miastem. W stolicy często ogłaszano wówczas alarmy lotnicze[1].

Naloty w lecie 1942 roku[edytuj]

Bombowiec Jer-2 wykorzystywany w nalotach na Warszawę
Bombowiec Pe-8 wykorzystywany w nalotach na Warszawę

Pod koniec lata 1942 roku sowieckie lotnictwo zintensyfikowało działania bojowe nad Warszawą. Okupowana stolica Polski padła wówczas ofiarą serii niszczycielskich nalotów. Pierwszy z nich miał miejsce w nocy z 20 na 21 sierpnia. Samoloty Pe-8 i Jer-2 z 45. Dywizji Lotnictwa Bombowego Dalekiego Zasięgu zrzuciły nad miastem oświetlające flary na spadochronach, po czym rozpoczęły kilkugodzinny nalot przy użyciu bomb burzących i zapalających. Ofiarą ataku padły przede wszystkim dzielnice mieszkaniowe – Grochów, Mokotów, Wola i Żoliborz. Tylko nieliczne bomby spadły w pobliżu celów wojskowych lub w obrębie dzielnic niemieckich[3][4]. W wyniku nalotu zginęło ok. 60 Niemców, a ok. 300 odniosło rany[6][10]. O wiele poważniejsze straty poniosła ludność cywilna. Konspiracyjny „Biuletyn Informacyjny” szacował, że liczba zabitych narodowości polskiej wyniosła ok. 200 osób, podczas gdy liczba rannych miała sięgnąć 800. Jedną z ofiar śmiertelnych był prof. Józef Patkowski – fizyk, były rektor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie (1887-1937), wykładowca na tajnym Uniwersytecie Warszawskim. „Biuletyn Informacyjny” podawał, że sowieckie bomby trafiły blisko 130 budynków mieszkalnych i wznieciły 40 pożarów (zdaniem Władysława Bartoszewskiego sowieckie bomby trafiły ok. 50 budynków)[3][10]. Poważnie uszkodzono warsztaty tramwajowe przy ul. Młynarskiej na Woli, co spowodowało długotrwałe utrudnienia w działaniu komunikacji miejskiej[11]. Nastąpiła także przerwa w działalności sieci elektroenergetycznej[6]. Oceniano, że liczba pożarów była większa niż w „lany poniedziałek” 25 września 1939 roku, kiedy to miał miejsce najcięższy niemiecki nalot na stolicę[3]. W związku z uszkodzeniem jednego z pawilonów Domu ks. Boduena przy ul. Nowogrodzkiej 75 około 200 dzieci musiano ewakuować do przytułku w Górze Kalwarii[10].

Kolejny nalot – znacznie silniejszy i skuteczniejszy od poprzedniego[12] – nastąpił dziewięć dni później. W nocy z 1 na 2 września kilkadziesiąt bombowców należących do 3. gwardyjskiego pułku lotnictwa bombowego dalekiego zasięgu nadleciało falami nad miasto i zrzuciło łącznie ok. 300 bomb[3][4]. Celem ataku były w pierwszym rzędzie Wola, Praga oraz Powiśle (na całym odcinku od Mostu Poniatowskiego po Nowy Zjazd). Tej nocy bomby uszkodziły m.in. tory i tabor kolejowy przy Dworcu Wileńskim na Pradze. W celnie trafionych niemieckich garażach wojskowych na tyłach Sejmu spłonęło 45 samochodów[12]. Na skutek nalotu ucierpiał również Dworzec Pocztowy oraz zajęty przez Niemców gmach dawnego Ministerstwa Komunikacji[4][12]. Tej nocy bomby ponownie spadły także na cele cywilne. Około 100 budynków zostało zniszczonych lub poważnie uszkodzonych[3][4][12]. Kolejny raz zbombardowano zajezdnię tramwajową na Woli[11]. Bomby spadły także na getto warszawskie, cmentarz powązkowski oraz w okolicach Szpitala pw. Przemienienia Pańskiego i Szpitala Dzieciątka Jezus[1][3]. Częściowemu zniszczeniu uległo popularne targowisko „Kercelak”, gdzie spłonęło blisko 1000 straganów i towary o czarnorynkowej wartości 500 tys. dolarów[1][13]. Zbombardowanie „Kercelaka” spowodowało kryzys zaopatrzeniowy w mieście i doprowadziło do gwałtownego zwiększenia cen żywności[3]. Dokładna liczba ofiar nie jest znana, szacunkowe obliczenia mówią o ok. 200[3] – 400[1] zabitych. W szczególności niemożliwe jest oszacowanie liczby zabitych w warszawskim getcie, gdzie dobiegała właśnie końca wielka deportacja ludności żydowskiej do obozu zagłady w Treblince. Jedną z ofiar śmiertelnych nalotu był pułkownik Leopold Rudke (weteran Legionów Polskich, lekarz w Szpitalu Ujazdowskim)[12]. Podobnie jak to miało miejsce w 1941 roku niemiecka propaganda bagatelizowała skutki nalotów. Dopiero 4 września „Nowy Kurier Warszawski” zamieścił pierwszą wzmiankę na ten temat[1].

13 września miał miejsce ostatni w 1942 roku sowiecki nalot na Warszawę. Tego dnia samotny bombowiec celnie zrzucił serię bomb na warszawski most średnicowy[3].

Sowieckie naloty z lata 1942 roku wywołały w mieście panikę, silniejszą nawet niż niemieckie bombardowania w 1939 roku (przypisywano to psychicznemu wyczerpaniu społeczeństwa po trzech latach wojny i okupacji). Delegatura Rządu na Kraj donosiła władzom w Londynie, że „tysiące osób opuściło na stałe Warszawę i zameldowało w jej okolicach. Tysiące innych wyjeżdża co wieczór na noc poza miasto, lub też przenosi na jego peryferia, uważane za bezpieczniejsze od gęsto zabudowanych dzielnic”. Ulicami Warszawy ciągnęły kolumny furmanek i wózków naładowanych dobytkiem uciekinierów[14]. Na stołecznych dworcach tłumy ludności próbowały znaleźć miejsce w nielicznych pociągach. Wśród niemieckiej ludności i funkcjonariuszy aparatu okupacyjnego także zapanowały paniczne nastroje, czego przejawem była m.in. tendencja do odsyłania rodzin w głąb III Rzeszy[3][4].

Nalot dywanowy w nocy z 12 na 13 maja 1943[edytuj]

Amerykański bombowiec B-25 „Mitchell” dostarczany ZSRR w ramach umowy Lend-Lease i wykorzystywany w nalotach na Warszawę

Najsilniejszy nalot sowieckiego lotnictwa na Warszawę miał miejsce w nocy z 12 na 13 maja 1943[b][2]. Atak przeprowadziły 108. i 421. pułki lotnictwa bombowego dalekiego zasięgu, wyposażone w amerykańskie bombowce B-25 „Mitchell” (dostarczone w ramach umowy Lend-Lease). Kilkadziesiąt sowieckich maszyn pojawiło się nad miastem ok. godziny 23:30. Piloci najpierw zrzucili oświetlające flary na spadochronach, po czym rozpoczęli bombardowanie, które trwało do godz. 1:30[15][16]. Tej nocy na stolicę spadły bomby o łącznym wagomiarze ok. 100 ton, w tym wiele 500-kilogramowych bomb służących do niszczenia budynków[3]. Razem z bombami sowieccy piloci zrzucili także setki ulotek propagandowych, na których znalazła się odezwa wzywająca Polaków do walki z Niemcami oraz przedruk listu Stalina dotyczącego stosunków polsko-sowieckich (wystosowanego do korespondenta „New York Timesa” w dniu 4 maja 1943)[16].

Oficjalnym celem nalotu było lotnisko na Okęciu oraz warszawski węzeł kolejowy[6]. Kronikarz okupacyjnej Warszawy, Ludwik Landau, oceniał jednak, że uszkodzenia obiektów o charakterze wojskowym były „dość niewielkie, niewspółmierne z rozmiarami nalotu”. Już 13 maja w godzinach popołudniowych przywrócono normalny ruch pociągów[15]. Niemieckie straty w ludziach były szacowane na 17 zabitych i 17 rannych[6]. Ponownie najbardziej ucierpiała ludność cywilna. W Śródmieściu sowieckie bomby spadły m.in. na kamienice przy ul. Marszałkowskiej i pl. Zbawiciela oraz w rejonie ulic Emilii Plater i 6 Sierpnia. Zbombardowano także domy mieszkalne przy ul. Grójeckiej na Ochocie oraz gęsto zamieszkałe kwartały Woli i Pragi. Kilka bomb spadło na ruiny getta, gdzie dogasało żydowskie powstanie[3][15][16]. Kilkadziesiąt domów zostało zburzonych, wiele innych odniosło poważne uszkodzenia. Częściowemu zniszczeniu uległa hala targowa na Koszykach[13]. Spłonęły także stragany targowiska na pl. Kazimierza Wielkiego[16]. Ponadto sowieckie bomby uszkodziły warszawskie Filtry, co na pewien czas pozbawiło warszawiaków dostępu do bieżącej wody. Gaszenie wywołanych nalotem pożarów trwało do 14 maja[3][17].

Pierwsze szacunki mówiły o ponad tysiącu zabitych cywilów[17]. Prasa gadzinowa utrzymywała, że liczba ofiar wyniosła 149 zabitych, 11 zaginionych i 223 rannych[16]. Prawdopodobnie na skutek nalotu zginęło jednak ok. 300 osób, a kolejnych 1000 odniosło rany[c][3]. Setki rodzin straciły dach nad głową. W jednej z piwnic wszyscy ukrywający się ludzie utonęli, gdy eksplozje bomb uszkodziły wodociąg, zasypując jednocześnie drogę wyjścia[2].

Bombardowania w 1944 roku[edytuj]

Po dywanowym nalocie w maju 1943 roku sowieckie lotnictwo na kilkanaście miesięcy zrezygnowało z prowadzenia działań bojowych nad Warszawą. Sytuacja zmieniła się dopiero w ostatniej dekadzie lipca 1944 roku, gdy sowieckie armie znalazły się na przedpolach polskiej stolicy. Lotnictwo taktyczne Armii Czerwonej przeprowadzało loty rozpoznawcze nad miastem oraz atakowało wycofujące się na zachód niemieckie kolumny (zazwyczaj ataki miały miejsce w godzinach wieczornych i nocnych)[18]. W nocy z 27 na 28 lipca (ok. godziny 22:00) sowieckie lotnictwo przeprowadziło silny nalot na prawobrzeżną Warszawę, wymierzony przede wszystkim w tamtejszą sieć kolejową i tramwajową. Bomby spadły m.in. w okolicach Dworca Wileńskiego (krążące w mieście plotki o jego „spaleniu” były jednak przesadzone), a także na Bródno i Grochów – zwłaszcza rejon ul. Wiatracznej. Na skutek nalotu poważne uszkodzenia odniosła sieć tramwajowa w rejonie ulic Waszyngtona, Grenadierów i Zygmuntowskiej. Bombardowane były także Wola, Okęcie i Ursus[19]. Następnej nocy sowieckie samoloty bombowe i szturmowe ponownie zbombardowały Pragę, a także warszawski Dworzec Zachodni[6][20]. Z kolei między 29 a 31 lipca sowieckie myśliwce atakowały z lotu koszącego stanowiska niemieckiej artylerii przeciwlotniczej na terenie miasta[6][21].

Po wybuchu powstania warszawskiego (1 sierpnia 1944) Armia Czerwona z przyczyn politycznych wstrzymała ofensywę w kierunku Warszawy. Przez blisko sześć tygodni sowieckie lotnictwo obowiązywał zakaz prowadzenia lotów bojowych nad Warszawą (dozwolone były wyłącznie loty rozpoznawcze). Sytuacja zmieniła się dopiero po 10 września, gdy wojska radzieckie wznowiły działania ofensywne na kierunku warszawskim. Podczas szturmu na Pragę blisko 40 samolotów bombardowało okolicę al. Waszyngtona (13 września)[22]. W kolejnych dniach sowieckie lotnictwo przeprowadziło szereg lotów bojowych nad ogarniętą powstaniem lewobrzeżną Warszawą. Celem nalotów były przede wszystkim silnie umocnione obiekty niemieckie – m.in. Cytadela, budynki Sejmu, okolice siedziby Gestapo w al. Szucha, koszary przy ul. Rakowieckiej, koszary szwoleżerów przy ul. 29 Listopada, gmach Muzeum Narodowego, okolice Ogrodu Saskiego. Bombardowano także stołeczne dworce kolejowe (Główny, Gdański i Zachodni). Najsilniejsze, trwające cały dzień naloty miały miejsce 19 i 21 września[23]. Działania sowieckiego lotnictwa nie miały jednak większego wpływu na przebieg walk powstańczych, ani też nie zapewniły dostatecznej osłony żołnierzom 1. Armii Wojska Polskiego, którzy próbowali w tym czasie uchwycić przyczółki na lewym brzegu Wisły.

Podsumowanie[edytuj]

Między 22 czerwca 1941 a 31 lipca 1944 ogłoszono w Warszawie blisko 100 alarmów lotniczych. W tym okresie lotnictwo sowieckie przeprowadziło kilkanaście nalotów, w tym trzy o szczególnie silnym natężeniu (20/21 sierpnia i 1/2 września 1942 oraz 12/13 maja 1943)[3]. Liczba ofiar oraz straty materialne spowodowane tymi atakami nie zostały nigdy dokładnie oszacowane. Najbardziej ostrożne szacunki mówią, że w wyniku sowieckich nalotów zginęło ok. 1000 warszawiaków, kilka tysięcy odniosło rany, a wiele tysięcy straciło dach nad głową. Powyższe liczby odnoszą się przy tym wyłącznie do ofiar narodowości polskiej i nie uwzględniają strat poniesionych przez zamkniętą w getcie ludność żydowską. Co najmniej 300 budynków uległo doszczętnemu zniszczeniu, a kolejnych kilkaset zostało poważnie uszkodzonych. W ten sposób na skutek sowieckich bombardowań ucierpiało ok. 3 proc. przedpowstaniowej zabudowy Warszawy[1][3]. Lęk przed nalotami był jedną z przyczyn, dla których okupanci musieli odłożyć plany stworzenia zwartej niemieckiej dzielnicy mieszkaniowej w Warszawie (niemiecka ludność obawiała się osiedlać w jej obrębie)[24].

Sowieckie bombardowania znalazły odzwierciedlenie w warszawskim folklorze. Wspomina o nich chociażby słynna okupacyjna piosenka „Siekiera, motyka”, a dokładnie jej drugi wers: „w nocy nalot, w dzień łapanka[2]. W niszczących nalotach upatrywano także jednego ze źródeł gwałtownego wzrostu religijności w okupowanej Warszawie, którego przejawem była m.in. budowa podwórzowych kapliczek przy setkach warszawskich kamienic[2].

Naloty sowieckiego lotnictwa na Warszawę stanowią jeden z najbardziej zapomnianych epizodów II wojny światowej[1][3]. Niemiecka propaganda konsekwentnie bagatelizowała bowiem ich skutki, a w czasach PRL był to de facto temat zakazany. Do 1989 roku o sowieckich bombardowaniach można było wspominać co najwyżej na marginesie szerszych opracowań dotyczących wojennej historii Warszawy. Ofiary nalotów nie zostały w jakikolwiek sposób upamiętnione[1][2].

Opracowania historyczne wydawane w czasach PRL starały się podkreślać, że ludność Warszawy przyjmowała bombardowania „ze zrozumieniem”, ciesząc się przede wszystkim ze strat niemieckich[6][25]. Ocenę tę potwierdzają także zapiski Ludwika Landau[15]. Potężne naloty przeprowadzone latem 1942 roku i w maju 1943 wywołały jednak w stolicy o wiele większą nerwowość niż niemieckie bombardowania podczas kampanii wrześniowej 1939 roku (przechodziła ona momentami w panikę)[2][14][15]. Ponadto już w czasie wojny pojawiły się wątpliwości, czy bombardowanie przez sowieckie lotnictwo niewojskowych celów w Warszawie było rzeczywiście dziełem przypadku. Owe nastroje wyrażał m.in. podziemny „Biuletyn Informacyjny”, gdzie artykuł opisujący dywanowy nalot z maja 1943 opatrzono nagłówkiem „Nieudolność czy zbrodnia?”. Tymoteusz Pawłowski i Szymon Kazimierski zwracali uwagę, że najcięższe sowieckie naloty na Warszawę miały miejsce przy okazji momentów kryzysowych w stosunkach polsko-sowieckich – tj. po wyprowadzeniu z ZSRR armii generała Andersa (sierpień 1942) oraz po odkryciu grobów katyńskich i zerwaniu przez ZSRR stosunków dyplomatycznych z rządem RP na uchodźstwie (koniec kwietnia 1943)[3][4]. Brakuje jednak jednoznacznych dowodów, które potwierdzałyby tezę, że celem owych nalotów było sterroryzowanie polskiej ludności.

Uwagi

  1. Po rozpoczęciu niemieckiej inwazji na ZSRR sowieckie lotnictwo zbombardowało również kilka innych polskich miast – m.in. Kraków, Lublin i Katowice.
  2. W noc poprzedzającą dywanowy nalot na Warszawę sowieckie lotnictwo silnie zbombardowało Lublin (11/12 maja 1943). Zginęło wówczas ok. 200 Polaków. Patrz: Szymon Kazimierski, op.cit.
  3. Krzysztof Dunin-Wąsowicz szacował liczbę cywilnych ofiar nalotu na 49 zabitych i 146 rannych. Patrz: Krzysztof Dunin-Wąsowicz op.cit., s. 121.

Przypisy

  1. a b c d e f g h i j Rafał Jabłoński: Sowieckie bomby na stolicę. zw.com.pl, 26 lutego 2009. [dostęp 1 lipca 2013].
  2. a b c d e f g Dominik Kaźmierski. Matko Boża chroń nas od nieba!. „Uważam Rze Historia”. 5 (14), s. 68–69, maj 2013. 
  3. a b c d e f g h i j k l m n o p q r s t u v Tymoteusz Pawłowski: Sokoły Stalina nad Warszawą. focus.pl, 22 maja 2011. [dostęp 1 lipca 2013].
  4. a b c d e f g h i j k l m Szymon Kazimierski. Nieudolność czy zbrodnia?. „Kurier Galicyjski”. 1 (173), 18-28 stycznia 2013. 
  5. a b Władysław Bartoszewski: 1859 dni Warszawy. Kraków: Wydawnictwo „Znak”, 2008, s. 258. ISBN 978-83-240-1057-8.
  6. a b c d e f g h i j Krzysztof Dunin-Wąsowicz: Warszawa w latach 1939–1945. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1984, s. 121. ISBN 83-01-04207-9.
  7. Tomasz Szarota: Okupowanej Warszawy dzień powszedni. Warszawa: Czytelnik, 2010, s. 361. ISBN 978-83-07-03239-9.
  8. Władysław Bartoszewski: op.cit. s. 259.
  9. a b c Władysław Bartoszewski: op.cit. s. 292.
  10. a b c Władysław Bartoszewski: op.cit. s. 370–371.
  11. a b Tomasz Szarota: op.cit. s. 250.
  12. a b c d e Władysław Bartoszewski: op.cit. s. 374–375.
  13. a b Tomasz Szarota: op.cit. s. 201.
  14. a b Tomasz Szarota: op.cit. s. 411.
  15. a b c d e Ludwik Landau: Kronika lat wojny i okupacji. T. II. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1962, s. 410–411.
  16. a b c d e Władysław Bartoszewski: op.cit. s. 488–489.
  17. a b Ludwik Landau: op.cit. s. 413-414.
  18. Władysław Bartoszewski: op.cit. s. 699.
  19. Władysław Bartoszewski: op.cit. s. 701.
  20. Władysław Bartoszewski: op.cit. s. 702.
  21. Władysław Bartoszewski: op.cit. s. 703.
  22. Adam Borkiewicz: Powstanie warszawskie. Zarys działań natury wojskowej. Warszawa: Instytut Wydawniczy „Pax”, 1969, s. 407.
  23. Adam Borkiewicz: op.cit. s. 418, 468, 476, 487 i 489.
  24. Tomasz Szarota: op.cit. s. 372–373.
  25. Tomasz Szarota: op.cit. s. 361 i 409–410.

Bibliografia[edytuj]