Sprawa połaniecka

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Kościół św. Marcina w Połańcu, przy którym rozpoczęła się sprawa połaniecka[1]

Sprawa połaniecka, zbrodnia połaniecka – potoczna nazwa jednej z głośniejszych zbrodni kryminalnych z okresu PRL. Jej motywem była zemsta, a sprawcy działali w przekonaniu, że z uwagi na swój stan majątkowy i specyfikę środowiska nie poniosą odpowiedzialności[2]. Zbrodnia miała miejsce na szosie z Połańca do pobliskiej wsi Zrębin (ówcześnie w województwie tarnobrzeskim, obecnie w województwie świętokrzyskim) w Boże Narodzenie (w nocy z 24 na 25 grudnia) 1976, a jej ofiarami byli: 18-letnia Krystyna Łukaszek (z d. Kalita) będąca w piątym miesiącu ciąży, 12-letni Mieczysław Kalita oraz 25-letni Stanisław Łukaszek. Sprawcami morderstw byli Jan Sojda i Józef Adaś (na których wykonano wyroki śmierci) oraz dwóch spokrewnionych z nimi mężczyzn, skazanych na wysokie wyroki pozbawienia wolności.

Historia konfliktu rodzin ofiar i sprawców[edytuj | edytuj kod]

Początkami niechęci wzajemnej pomiędzy rodzinami sprawców zbrodni połanieckiej a rodziną ofiar są wydarzenia powojenne. Według reportażu w podkarpackim pitawalu Janusza Klicha[3] w 1948 wówczas 20-letni Jan Sojda został zatrzymany za gwałt na pasterce krów i skazany prawomocnym wyrokiem na 8 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. W jego aresztowaniu brał udział jego dalszy krewny Jan Roj[4] (ojciec Zdzisławy Kality, a dziadek dwóch ofiar – Krystyny Łukaszek oraz Mieczysława Kality), aktywista PPR oraz członek ORMO. Sojda miał mieć o to ciągły żal do dalszego krewnego. Według innych relacji[5] konflikt miał powstać na tle wykorzystywania możliwości służbowych wobec m.in. rodziny Sojdów, co przejawiać się miało: zmuszaniem ich do głosowania „3 razy tak” w referendum na temat przemian politycznych i gospodarczych w 1946, w 1947 doprowadzali do ich aresztowania, a później zapędzali ich na pochody pierwszomajowe.

Trzy lata później w niewyjaśnionych okolicznościach na terenie gospodarstwa Jana Sojdy został zastrzelony syn Jana Roja – 10-letni Marian. Wystrzelić miał do niego znajomy Sojdy, który tłumaczył się, że strzelał do psa, a trafił chłopca przez przypadek. Zdarzenie to miało miejsce w obecności Jana Sojdy, po tym jak miał on załadować broń. Sprawca tego wypadku dostał wyrok w zawieszeniu i w niedługim czasie uległ śmiertelnemu wypadkowi samochodowemu.

Okoliczności zbrodni[edytuj | edytuj kod]

Charakterystyka głównego sprawcy[edytuj | edytuj kod]

Jan Sojda (ur. 20 lipca 1928 w Zrębinie) był dobrze sytuowanym właścicielem dużego gospodarstwa rolnego we wsi Zrębin. Jego silna pozycja społeczna była związana z jego możliwościami materialnymi (jako jedyny z mieszkańców wsi posiadał ciągnik i telefon), jak i zapewnieniami z jego strony o różnego rodzaju koneksjach. Po zatarciu się skazania za gwałt Jan Sojda był ławnikiem sądowym. Przez społeczność Zrębina był postrzegany jako osoba silna i zdecydowana w dążeniu do nieformalnego przywództwa we wsi[6]. Przez miejscowych zwany był „królem Zrębina”[2].

Wydarzenia bezpośrednio poprzedzające zbrodnię[edytuj | edytuj kod]

Na kilka miesięcy przed wydarzeniami określanymi jako „sprawa połaniecka”, w sierpniu 1976 odbyło się wesele dwóch z jej ofiar: Krystyny Kality i Stanisława Łukaszka. Na wesele został zaproszony Jan Sojda z rodziną, a jego siostra – Adasiowa (żona Józefa Adasia, jednego ze współsprawców) została poproszona o pomoc w kuchni w trakcie przyjęcia. Podczas zabawy weselnej inny pomocnik kuchenny zauważył, że wynosi ona wędliny i mięso w ilościach większych, niż było ustalone z gospodarzami wesela. Po zwróceniu uwagi przez Zdzisławę Kalitową na ten fakt siostra Jana Sojdy miała się obrazić i opuścić przyjęcie. Nazajutrz wymusiła ona od gospodyni wesela podarowanie jej wypożyczonej przez Zdzisławę Kalitową zastawy stołowej, natomiast zawzięty Jan Sojda poczuł się bardzo urażony wysuwanym wobec jego rodziny zarzutami złodziejstwa. Miał grozić rodzinie Kalitów, za rzekomą zniewagę i pomówienie dotyczące kradzieży żywności z wesela i wymuszenie zastawy, słowami, że wypleni Kalitowe plemię. I faktycznie zaplanował zemstę.

Potrójne morderstwo[edytuj | edytuj kod]

Autobus międzymiastowy San H100

Wiernych ze Zrębina podwieziono do kościoła w Połańcu dwoma wynajętymi od PKS na tę okazję autobusami. Wieczorem 24 grudnia 1976 przed kościołem został zaparkowany niebieski autobus marki San. W nim Jan Sojda i kilkadziesiąt innych osób z wioski piło alkohol. W libacji brali udział m.in. sołtys i ORMO-wiec. Ofiary zostały wywabione z pasterki w kościele:[4]Krycha, twój ojciec rozrabia w domu po pijaku, wracajcie szybko do chałupy[7]. Ciężarna Krystyna Łukaszek, jej mąż Stanisław Łukaszek oraz 12-letni brat Krystyny – Mieczysław Kalita myśleli, że wrócą do Zrębina autobusem, jednak Jan Sojda nie wpuścił ich do pojazdu. Udali się więc w 4-kilometrową drogę do domu pieszo, poboczem drogi. Po upływie pewnego czasu Jan Sojda wspólnie ze szwagrem, 34-letnim Józefem Adasiem oraz zięciem, 28-letnim Stanisławem Kulpińskim i innymi pasażerami ruszyli sprzed kościoła za przyszłymi ofiarami autobusem San. Razem z nimi jechał drugi autobus Autosan, a przed nimi taksówka Fiat 125p. Mieczysław Kalita został zaatakowany jako pierwszy, potrącony na szosie przez samochód osobowy, za którego kierownicą siedział drugi zięć Jana Sojdy – 27-letni Jerzy Socha, a który jechał zgodnie z umową z teściem przed Sanem. Gdy do rannego Mieczysława Kality podbiegli Krystyna i Stanisław, zostali zaatakowani przez Józefa Adasia oraz Jana Sojdę i zabici kluczem do kół autobusowych, a Miecio dobity przez przejechanie samochodem. Kierowcą fiata był nadal Jerzy Socha, a pasażerkami żony Sochy i Kulpińskiego[8]. Całe zdarzenie obserwowało około 30 świadków, którzy byli pasażerami autobusu kierowanego przez Józefa Adasia. Świadkowie ci byli w większości nietrzeźwi. Żaden z nich nie próbował przeciwstawić się zbrodni dokonywanej na zewnątrz. W drzwiach autobusu stanął Stanisław Kulpiński i oświadczył: „Kto wyjdzie, tego spotka ten sam los”. Następnie sprawcy nakazali wszystkim osobom z Sana przejść do drugiego autobusu. Zabójcy wciągnęli zwłoki do Sana i przewieźli półtora kilometra dalej. W pobliżu Zrębina autobusem przejechali ciała mężczyzny oraz dziecka i ułożyli w przydrożnym rowie, nieudolnie pozorując wypadek drogowy. Zwłoki Krystyny obnażyli i położyli za autobusem, dla upozorowania gwałtu. Na miejscu pozostawili również autobus[4].

W drugim autobusie Jan Sojda, trzymając w rękach różaniec, przyjął od obecnych wspólną przysięgę milczenia. Każdy pocałował krzyż oraz każdemu został agrafką przekłuty palec, a ślad krwi odbity na kartce papieru, aby przysięga nabrała mocy. Każdy również otrzymał pieniądze, zapłatę za milczenie. Następnie wszyscy wrócili na pasterkę, by mieć alibi[4]. Sojda chciał dokonać zbrodni na oczach świadków ze wsi, aby w ten sposób udowodnić im, że jest bezkarny[9]. Po zakończeniu mszy kierowca Sana wszczął alarm, że został mu skradziony autobus. Ostatecznie wszyscy wsiedli do drugiego autobusu i ruszyli do domów. Po drodze „odnaleźli” zaginiony autobus[10].

Dwie godziny później na posterunku MO w Połańcu zjawił się kierowca Sana. Zgłosił, że ktoś ukradł mu sprzed kościoła autobus i w zamieci śnieżnej przejechał na śmierć troje pieszych idących w kierunku Zrębina, co odkryli, wracając do domu. Przed Nowym Rokiem odbył się pogrzeb ofiar[7].

Śledztwo i proces sądowy[edytuj | edytuj kod]

Podczas śledztwa popełnione zostały liczne błędy, polegające na: przeprowadzeniu w nieudolny sposób sekcji zwłok przez lekarza bez uprawnień, oddaniu do kasacji sprawnego autobusu (dwa tygodnie po zdarzeniu), zanim zabezpieczono na nim ślady zdarzenia, niezabezpieczeniu miejsca zdarzenia. Bagatelizowaniu dowodów sprzyjało bezpodstawne przekonanie prowadzących sprawę w pierwszym jej okresie, że miał miejsce wypadek drogowy, nie zaś zabójstwo, w którym samochody były jednym z narzędzi. Błędy te z trudem naprawiano w postępowaniu w prokuraturze i przed sądem. Pierwszy, pod zarzutem spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, został aresztowany Józef Adaś. Wszystko to, a także opór świadków, których zmowę milczenia złamano dopiero na sali sądowej, wydłużyło zarówno śledztwo, jak i proces. Wizja lokalna miejsca i przebiegu przestępstwa została utrwalona na taśmie filmowej.

26 maja 1977 odbyły się ekshumacje zwłok ofiar. Wykazały one między innymi, że uszkodzenia głów Krystyny i Stanisława wyglądają, jakby pochodziły od uderzeń zadanych podłużnym, twardym, tępym i ciężkim przedmiotem a nie zostały spowodowane w wyniku potrącenia..

Jedyną osobą, która zeznała, że miało miejsce morderstwo i podała nazwiska sprawców, był Leszek Brzdękiewicz. Jednak niedługo później jego ciało znaleziono w rzece Czarnej. Według oficjalnej wersji utopił się przypadkowo[4].

Cechą szczególną procesu była duża liczba zarzutów postawionych świadkom zbrodni za fałszywe zeznania. Świadkowie ci zostali zobowiązani przez Jana Sojdę zaraz po dokonanej zbrodni, do milczenia (przysięgi były składane pod krucyfiksem i na papierze). Dodatkowo otrzymali za swoje milczenie: każdy po medaliku i od 2 do 10 tys. zł (łącznie rodzina Sojdy wydała na łapówki ponad 200 tys. zł). Janusz Klich w pitawalu podkarpackim podaje kwotę 400 tys. zł. Łącznie świadkowie złożyli dwie przysięgi milczenia pierwszą na miejscu zabójstwa, a drugą w trakcie śledztwa. Zostali przez sprawców zawiezieni do Wolicy, gdzie przed ołtarzykiem z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej i krucyfiksem obok którego paliły się świece. W takiej scenerii przysięgli i złożyli podpis krwią że zachowają milczenie. Podobno zabójcy jeździli też na Jasną Górę aby się modlić o bezkarność[11]. Większość świadków do końca zachowała milczenie. Zadziałało połączenie gróźb, religii, łapówek i przeświadczenia o bezkarności sprawców. Także w czasie procesu miało miejsce zastraszanie lub przekupywanie świadków przez rodziny oskarżonych. Ostatecznie 18 świadków spędziło w więzieniu po kilka lat za fałszywe zeznania i zatajanie zbrodni.

Wyroki[edytuj | edytuj kod]

Prokuratorzy Jacek Świercz i Franciszek Bełczowski dla Sojdy, Sochy, Adasia i Kulpińskiego zażądali kary śmierci[12]. Sąd Wojewódzki w Tarnobrzegu z siedzibą w Sandomierzu skazał po ponad rocznym procesie (od 7 listopada 1978 do 10 listopada 1979) Jana Sojdę, Józefa Adasia, Jerzego Sochę i Stanisława Kulpińskiego na karę śmierci. Sąd Najwyższy utrzymał w mocy wyrok Sądu Wojewódzkiego. Rada Państwa skorzystała z prawa łaski, zamieniając karę śmierci orzeczoną wobec Jerzego Sochy i Stanisława Kulpińskiego[12] na kary odpowiednio 25 i 15 lat pozbawienia wolności. Karę śmierci wobec Jana Sojdy i Józefa Adasia utrzymano i wykonano przez powieszenie 23 listopada 1982 w krakowskim Areszcie Śledczym przy ulicy Montelupich. Jerzy Socha został zwolniony warunkowo przedterminowo z zakładu karnego po odsiedzeniu 14 lat i sześciu miesięcy, Stanisław Kulpiński spędził w więzieniu 11 lat i sześć miesięcy[4].

Ponadto osiemnaście osób-świadków spędziło po kilka lat w zakładach karnych za zatajenie zbrodni i fałszowanie zeznań[2].

Odniesienia do „sprawy połanieckiej” w kulturze[edytuj | edytuj kod]

W oparciu o tę sprawę, zwaną „sprawą połaniecką”, powstała książka Wiesława Łuki, reportażysty tygodnika „Prawo i Życie”, Nie oświadczam się[13]. Autor przez półtora roku trwania procesu sądowego publikował na łamach tygodnika serię reportaży z sali sądowej i kilku wsi pod Połańcem, z których pochodzili świadkowie zbrodni. Powstał także film (Zmowa) na podstawie scenariusza Wiesława Łuki, a w reżyserii Janusza Petelskiego, natomiast Roman Bratny napisał powieść pod tytułem Wśród nocnej ciszy, a także przedstawienie teatralne. O sprawie pisali też inni dziennikarze, m.in. Hanna Krall. Sprawa została przedstawiona w serialu dokumentalnym Paragraf 148 - Kara śmierci, w odcinku Wśród nocnej ciszy. Wzmianka o tej sprawie pojawia się także w kryminałach Zygmunta Miłoszewskiego Ziarno prawdy oraz Mariusza Czubaja R.I.P.

O zbrodni traktuje utwór polskiego zespołu metalowego Voidhanger zatytułowany „Silent Night, Deadly Night (25.12.1976)” z albumu The Antagonist (2012)[14].

Zobacz też[edytuj | edytuj kod]

Przypisy[edytuj | edytuj kod]

  1. Kolekcja Kronika PRL 1944-1989, tom 32. Kryminalna PRL, wyd. 2017, s. 108-109
  2. a b c Zbrodnia połaniecka i zmowa milczenia. "Polska kryminalistyka nie zna straszliwszej", tvn24.pl, 27 stycznia 2018 [dostęp 2018-01-28].
  3. Janusz Klich: Parada złoczyńców. Rzeszów: Agencja Wydawnicza JOTA, 2006, s. 14–15. ISBN 83-88174-23-1.
  4. a b c d e f Historia Do Rzeczy Marcin Bartnicki Masakra po pasterce, nr 4(50)/2017 kwiecień 2017, s. 48-50
  5. Bartłomiej Kozłowski, Historia zbrodni połanieckiej [w:] Podkarpacka historia – pierwszy regionalny portal historyczny. podkarpackahistoria.pl [online], Podkarpacka historia [dostęp 2015-09-17].
  6. Janusz Klich: Parada złoczyńców. Rzeszów: Agencja Wydawnicza JOTA, 2006, s. 15. ISBN 83-88174-23-1.
  7. a b Wśród nocnej ciszy, reportaze-sadowe.wprost.pl, 14 grudnia 2014 [dostęp 2014-12-14].
  8. Kazimierz Kunicki, Tomasz Ławecki Zagadki kryminalne PRL, wyd. 2017, s. 254
  9. Kolekcja Kronika PRL 1944-1989, tom 32. Kryminalna PRL, wyd. 2017, s. 113
  10. Kolekcja Kronika PRL 1944-1989, tom 32. Kryminalna PRL, wyd. 2017, s. 116
  11. Kazimierz Kunicki, Tomasz Ławecki, Zagadki kryminalne PRL. Bellona Warszawa 2017, s.258.
  12. a b Bogusław Sygit, Kto zabija człowieka... Najgłośniejsze procesy o morderstwa w powojennej Polsce, Warszawa: Wydawnictwo Prawnicze, 1989, ISBN 83-219-0469-6, OCLC 830081043.
  13. Wiesław Łuka, Nie oświadczam się, Warszawa: „Iskry”, 1981, ISBN 83-207-0332-8, OCLC 751050460.
  14. Arek Lerch, Michał Spryszak: VOIDHANGER – robienie muzyki to nie koncert życzeń... (wywiad z Herr Warcrimerem – wokalistą zespołu). W: Portal Violence Magazine. violence-online.pl > Wywiady [on-line]. Violence Magazine, 2012-11-06. [dostęp 2015-09-17].

Bibliografia[edytuj | edytuj kod]

  • Janusz Klich: Parada złoczyńców. Agencja Wydawnicza JOTA, 2006, s. 11–21. ISBN 83-88174-23-1.

Linki zewnętrzne[edytuj | edytuj kod]