Wypadki nowohuckie 1960

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Skocz do: nawigacja, szukaj
Pomnik krzyża nowohuckiego
Dawne Kino Świt, nieopodal miejsca zamieszek

Wypadki nowohuckie, obrona krzyża w Nowej Hucie – zamieszki, jakie wybuchły w Nowej Hucie 27 kwietnia 1960 roku w związku z decyzją władz o usunięciu krzyża z Osiedla Teatralnego.

Tło wydarzeń[edytuj | edytuj kod]

W planach Nowej Huty, jako programowego miasta socjalistycznego, nie przewidziano miejsca na kościół. Szybko jednak okazało się, że poglądy mieszkańców na tę kwestię znacznie odbiegają od oficjalnych. W 1956 roku, jeszcze przed odwilżą, wysłano dwie petycje w tej sprawie (z odpowiednio 7 i 12 tysiącami podpisów)[1]. Nie uzyskały one żadnego efektu. Wkrótce jednak do władzy doszedł Władysław Gomułka, który na spotkaniu z delegacją parafian zapewnił, że dla partii budowa kościoła nie jest żadnym problemem. Utworzono Komitet Budowy Kościoła, a parafianie rozpoczęli zbieranie składek. W miejscu budowy (rozpoczęto już pierwsze wykopy) postawiono drewniany krzyż.

Stopniowo pogarszały się jednak stosunki między władzą a Kościołem. W październiku 1959 roku cofnięto pozwolenie na budowę. Wkrótce oskarżono Komitet o zagarnięcie gruntów, a pieniądze ze składek skonfiskowano. Dyrekcja Budowy Osiedli Robotniczych zadecydowała o budowie szkoły na terenie przeznaczonym pod kościół i skierowała pismo w tej sprawie do Kurii. W odpowiedzi z 22 kwietnia 1960 roku biskup Karol Wojtyła stwierdził, że krzyż stał się obiektem kultu i jego usunięcie byłoby złamaniem prawa kanonicznego, na dodatek obrażającym uczucia wiernych. Wobec tego na konferencjach w Komitecie Miejskim PZPR i w Dzielnicowej Radzie Narodowej postanowiono pozbyć się krzyża siłą[2].

Obrona krzyża[edytuj | edytuj kod]

Około 8.30 rano 27 kwietnia na Osiedle Teatralne przyjechała ekipa robotników z zadaniem usunięcia krzyża. Szybko rozeszła się wieść, że „jacyś ludzie zabierają krzyż”. Stojące nieopodal kobiety przepędziły robotników. Ludzie obstawili krzyż, aby nie dopuścić do zabrania go. Tłum wzrastał; według danych milicji o godzinie 11.00 pod krzyżem stało już około tysiąca osób. Śpiewano pieśni patriotyczne i religijne. Sytuację cały czas kontrolowali pracownicy MO, ZOMO i SB. Na plac przybywały też kolejne oddziały, m.in. z tresowanymi psami. Na razie zachowanie milicji było jednak bierne.

Około 14:00 milicjanci zaczęli atakować ludzi stojących pod krzyżem (było ich już około dwóch tysięcy). Rzucano w tłum pojemniki z gazem łzawiącym. Milicji nie udało się jednak rozproszyć obrońców krzyża, szczególnie, że o 14:00 w Kombinacie pracę skończyła druga zmiana. Wybuchły ostre walki, ludzie obrzucali oddziały ZOMO kamieniami i cegłami. Na jezdni stawiano barykady z ławek. Niektóre kobiety polewały nawet z okien milicjantów wrzątkiem. Starcia rozszerzały się poza Osiedle Teatralne. Napór tłumu zmusił ZOMO do wycofania pancerki z armatką wodną. Do Nowej Huty ściągano kolejne posiłki i odłączono telefony, a później też prąd dla linii tramwajowej Nowa Huta – Kraków. Światło zgasło w całej dzielnicy. Drogi zostały obstawione przez kordony wojskowe. Ludzie atakowali siedzibę Rady Narodowej i palili dokumenty. Mieszkańcy spontanicznie organizowali pomoc dla uczestników walk, m.in. zrzucając z okien opatrunki i kryjąc w mieszkaniach poszukiwanych.

W związku z zaogniającą się sytuacją władze do akcji rzuciły także wojsko. O 19:50 pułkownik Żmudziński zarządził alarm dla wszystkich komend MO w Krakowie. Aby złamać opór protestujących, milicja rozpoczęła masowe łapanki, aresztując wszystkich znajdujących się w pobliżu miejsca zdarzeń. Milicjanci z psami przeszukiwali bramy, piwnice, strychy i klatki schodowe. Psów używano także do rozpędzania tłumu. Strzelano do uciekających manifestantów. W obronie ludzie przewrócili i podpalili milicyjny gazik; atakowano też strażaków, którzy próbowali gasić płonącą Radę Narodową. Bito milicjantów i rozpoznanych „tajniaków”. O 22.45 postawiono w stan gotowości jednostki milicyjne w 12 miastach wojewódzkich. Do Krakowa przyleciał specjalny samolot z przedstawicielami PZPR, wysłano też posiłki milicji z Katowic, Kielc, Tarnowa i Rzeszowa. Dopiero po 23:00 ZOMO ostatecznie opanowało Nową Hutę. Walczący chwytali się krzyża; puszczali go odrywani siłą i bici po palcach tak mocno, że same się rozginały.

Około północy pod krzyżem ponownie zebrał się tłum, liczący nawet do 5 tysięcy ludzi. Tym razem jednak milicji szybko udało się go rozproszyć. Nocą w całej dzielnicy trwały aresztowania podejrzanych o udział w walkach. Milicja przeszukiwała mieszkania i legitymowała napotkanych ludzi. Znalezionych prowadzono przez ścieżki zdrowia. Jednak jeszcze w ciągu następnych dni pod krzyż podchodziły kolejne manifestacje.

Po wydarzeniach[edytuj | edytuj kod]

Do dziś nie wiadomo, ile osób zostało poszkodowanych w wyniku walk. Brakuje rzetelnych danych, na których można się oprzeć. Dyskusyjna jest również kwestia ofiar śmiertelnych. Na podstawie zeznań świadków można przypuszczać że były (a nawet wiele), nie jest to jednak pewna informacja. Do dziś nie wiadomo, kto wydał rozkaz strzelania do manifestantów, a także jaką odpowiedzialność za przebieg wydarzeń ponosi Zenon Kliszko, który przyleciał specjalnym samolotem z Warszawy.

Według danych milicyjnych w czasie wydarzeń 15 funkcjonariuszy zostało ciężko rannych, a 181 poturbowanych. Użyto dwóch armatek wodnych i 1200 sztuk środków chemicznych. W akcji między 20:00 a 24:00 brało udział 500 funkcjonariuszy. Podobno oddano 140 strzałów, informacja ta jest jednak mocno niepewna. Aresztowano około 500 osób (w tym 50 nieletnich), z czego 87 dostało wyroki więzienia a 119 ukarano grzywną. Do rachuby należy również doliczyć tych, którzy siedzieli w aresztach bez wyroku sądu. W następstwie wydarzeń wiele osób straciło pracę. Represje obejmowały nieraz nawet tych, którzy nie brali udziału w wydarzeniach, a np. tylko robili zdjęcia czy opatrywali rannych. Liczbę osób poszkodowanych ze strony demonstrantów szacuje się na kilkaset. Wielu ludzi z obawy przed konsekwencjami nie zgłosiło się do szpitali. Milicjanci bili brutalnie wszystkich, którzy znaleźli się w ich zasięgu, w tym gapiów, przypadkowych przechodniów, także kobiety czy matki z dziećmi.

Wydarzenia nowohuckie zostały przemilczane w prasie. Tylko niektóre gazety lokalne zamieściły informację o zamieszkach, określając ich uczestników jako grupy chuliganów lub też fanatyków religijnych. Przemilczano informacje o jakichkolwiek ofiarach zdarzeń. Po dwóch tygodniach do Nowej Huty przyjechał nagle Władysław Gomułka. Podczas przemówienia w Hucie Lenina określił uczestników zajść jako resztki antyspołecznych szumowin, które dały o sobie znać w gorszących chuligańskich ekscesach. Miał też krzyczeć: to cały kraj wypruwa sobie żyły, a wy urządzacie zamieszki i chcecie budować kościoły?!.

Pomimo brutalnej kampanii wszczętej przez władze, krzyż pozostał na swoim miejscu. Nie udało się też całkowicie zatrzeć pamięci o wypadkach. 27 kwietnia 1991 roku uchwałą Rady Miasta Krakowa nazwę ulicy W. Majakowskiego zmieniono na Obrońców Krzyża.

Przypisy

  1. Jerzy Ridan: Walka o krzyż w Nowej Hucie. w: Kwartalnik Historyczny Karta nr 21, Warszawa 1997, s. 119-141.
  2. NHpedia.

Bibliografia[edytuj | edytuj kod]

  • Jerzy Ridan: Walka o krzyż w Nowej Hucie. w: Kwartalnik Historyczny Karta nr 21, Warszawa 1997, s. 119-141
  • Walka o krzyż. Polskie Radio. [dostęp 2013-05-27].