Zajęcie polskiej ambasady w Bernie w 1982 roku

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Zajęcie polskiej ambasady w Bernie w 1982 − wtargnięcie terrorystów do ambasady Polski w Bernie, przeprowadzone przez grupę Polaków 6 września 1982 roku.

Do ambasady 6 września wtargnęło czterech mężczyzn, którzy personel ambasady sterroryzowali bronią i uwięzili jako zakładników. Terroryści wydali oświadczenie, że należą do konspiracyjnej, zbrojnej organizacji o nazwie Powstańcza Armia Krajowa, która działa zarówno w Polsce, jak i za granicą, a jej celem jest zniesienie stanu wojennego w Polsce. Porywacze grozili wysadzeniem budynku w razie niespełnienia żądań, zapowiedzieli też, że ich akcja jest pierwszą z serii. Z czasem żądania zaczęły zmieniać charakter z politycznych na finansowe, terroryści zaczęli domagać się kilku milionów franków szwajcarskich oraz samolotu do Chin lub Albanii. Terroryści mieli też zaoferować Szwajcarii sprzedaż materiałów tajnych z ambasady[1].

Władze szwajcarskie rozpoczęły próby rozmów z terrorystami, które zaowocowały zwolnieniem części zakładników, jeszcze tego samego dnia wypuszczona została ciężarna kobieta, a następnego dnia inne kobiety oraz jeden z pracowników ambasady, który chorował[1].

Reakcja władz w Warszawie była natychmiastowa, powołano zespół ds. sytuacji kryzysowej i podjęto próbę wyjaśnienia sprawy. Szybko udało się zidentyfikować szefa grupy, którego oświadczenie radiowe odsłuchano w Polsce i połączono głos z osobą Floriana Kruszyka, byłego żołnierza, poszukiwanego za liczne przestępstwa. Pozostali trzej terroryści byli emigrantami zarobkowymi, których kilka miesięcy wcześniej Kruszyk zwerbował w prowadzonej przez siebie restauracji. Ponieważ Szwajcaria była przez władze polskie podejrzewana o współpracę z terrorystami w dziedzinie przeglądania tajnych dokumentów, Polska postanowiła wysłać zespół komandosów pod dowództwem Jerzego Dziewulskiego, ale Szwajcaria nie wyraziła na to zgody[1].

W planowanie operacji zaangażowany był gen. Edwin Rozłubirski, będący ówcześnie komisarzem z ramienia KOK w MSW odpowiedzialnym za walkę z terroryzmem. Doradzał funkcjonariuszom Wydziału Zabezpieczenia KSMO oraz drugiej grupie specjalnej MO ulokowanej przy CPL "Okęcie" w zakresie taktyki i uzbrojenia. Miał też brać udział w operacji w Bernie, gdzie planowano dotrzeć helikopterami, przy użyciu ładunków wybuchowych opuszczonych ze śmigłowca na dach utorować wejście do środka i odbić ambasadę - kolejna grupa MO miała staranować ciężarówką jedno z wejść lub fragment ściany. W operacji miały wziąć udział kobiety, co miało dawać pewne atuty w przeprowadzeniu i maskowaniu działań (skądinąd wiadomo, że w samym WZ KSMO przez pewien czas istniał pluton kobiecy do działań szturmowych, po pewnym czasie został jednak rozwiązany). Następnie planowano przebrać pojmanych terrorystów w mundury komandosów MO i przemycić do PRL. Ostatecznie Szwajcaria nie wyraziła zgody na użycie sił polskich, słusznie obawiając się, że zechcą one jedynie za wszelką cenę odbić obiekt. Natomiast użyto kantonalnej grupy antyterrorystycznej "Stern", która z sukcesem przeprowadziła operację uwolnienia zakładników. Generał Rozłubirski twierdził później, że szef MSW gen. Kiszczak wyraził zgodę na operację, zaś Niemcy dały zgodę na przelot Polaków, a Szwajcarzy zaaprobowali polską operację, z czego jednak ostatecznie wycofali się pod naciskiem USA.

Ostatecznie szturm na ambasadę podjęły oddziały szwajcarskie, które zajęły budynek 9 września i uwolniły zakładników. Po eliminacji terrorystów doszło do spięcia pomiędzy Polską i Szwajcarią, ponieważ władze szwajcarskie rozpoczęły przeszukiwanie ambasady polskiej w celu przejęcia dokumentów, a pracownicy placówki nie zostali natomiast na jej teren wpuszczeni przez kilka następnych godzin. Jednocześnie przesłuchano wszystkich pracowników, nie chciano jednocześnie zwolnić attaché wojskowego, płk. Zygmunta Dobruszewskiego. Szwajcarzy przejęli ostatecznie część dokumentów oraz kodów używanych m.in. przez II Oddział Sztabu Generalnego WP[1].

Jednocześnie władze RFN starały się przekonać Polskę, że terroryści, którzy zorganizowali się w Niemczech, nie współpracują z niemieckimi służbami. Niemcy kierowali oskarżenie o inspirację na Amerykanów, ku czemu skłaniała się także strona polska[1].

Proces terrorystów odbył się 3-6 października 1983 roku przed szwajcarskim Trybunałem Federalnym w Lozannie, polskie wnioski o ekstradycję stanowczo odrzucono. W czasie procesu główny oskarżony utrzymywał, że organizacja konspiracyjna faktycznie istnieje, ale odrzucono tę tezę. Zapadły wyroki od dwóch i pół roku do sześciu lat więzienia[1].

W 1984 roku powstał film fabularny „Ultimatum” w reżyserii Janusza Kidawy, którego scenariusz oparto o powyższe wydarzenia.

Przypisy[edytuj | edytuj kod]

  1. a b c d e f Tomasz Kozłowski: Terroryści z PRL (pol.). Newsweek Polska, 2 listopada 2010, 10:22. s. 1. [dostęp 2010-11-05].