Michał Ostaszewski

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Michał Ostaszewski
Herb
Ostoja
Rodzina Ostaszewscy herbu Ostoja
Data urodzenia ok. 1735
Data i miejsce śmierci 5 października 1816
Krościenko Wyżne
Ojciec Józef Ostaszewski
Matka Anna ze Skrzetuskich
Żona

Maria Krynicka
Maria Zielińska

Dzieci

1 z Marią Krynicką:
Sebastian Ostaszewski
Kazimierz Ostaszewski
2 z Marią Zielińską:
Józef Ostaszewski
Antonina Podoska
Anna Sikorska
Tekla Podoska
Elżbieta Gasperska

Michał Ostaszewski herbu Ostoja (ur. ok. 1735, zm. 5 października 1816) – organizator i jeden z przywódców konfederacji barskiej 1768-1772 na Podkarpaciu, zwolennik Konstytucji 3 maja, inicjator budowy uzdrowiska Iwonicz-Zdrój.

Życiorys[edytuj | edytuj kod]

Urodził się około 1735 r. Wziął udział w konfederacji barskiej – zbrojnym ruchu obrony przeciw despotyzmowi rosyjskiemu. Jego postać upamiętnił zbieracz tradycji barskich i pisarz, Szczęsny Morawski, w powieści "Pobitna pod Rzeszowem":

"Ostaszewski, obywatel sanockiej ziemi, wyskoczył na stół , wziął podane sobie pismo i czytał donośnym głosem: ‘Uniwersał Marszałka Konfederacyi […] Synowie! Łączcie się bronić praw waszych […] jeżeli iść nie chcemy w jarzmo potencyi rosyjskiej […]' My obywatele prześwietnej Ziemi Sanockiej nie damy się uprzedzić w obronie wiary świętej, którą ojcowie nasi od wieków bronili i wolności naszej szlacheckiej i praw swobodnie od przodków naszych ustanowionych, a teraz przez Moskwę haniebnie znieważonych i deptanych! Cała prześwietna Ziemia niechaj się łączy z nami, niechaj na koń wsiada i niechaj się wylaniem krwi swej szlacheckiej manifestuje przeciw zgwałceniu swobód ojczystych."[1]

Był właścicielem dóbr w ziemi sanockiej (włączonej w pierwszym rozbiorze 1772 r. do Austrii): w 1775 nabył od Magdaleny z Uniatyckich Orzechowskiej wieś Jabłonkę; w 1793 od Teresy z Ossolińskich Potockiej majątki Klimkówkę i Iwonicz, a w 1794 od tejże samej Teresy Potockiej dobra Wzdów i Sieniawę. W Iwoniczu, bogatym w wody mineralne, założył pierwsze instalacje zdrojowe i kąpielowe (potem znacznie rozbudowane przez kolejnych właścicieli Iwonicza, rodzinę Załuskich)[2].

Zmarł w 1816 w Krościenku Wyżnym. Pochowany został w Klimkówce.

Był dwukrotnie żonaty. Z pierwszej żony, Marii Krynickiej, miał synów Sebastiana (1755-1826) i Kazimierza (1756-1845), a z drugiej, Marii Zielińskiej, syna Józefa (1765-1854). Miał też cztery córki.

Zobacz też[edytuj | edytuj kod]

Bibliografia[edytuj | edytuj kod]

Galeria[edytuj | edytuj kod]

Przypisy[edytuj | edytuj kod]

  1. “Pobitna pod Rzeszowem. Powieść prawdziwa z czasów konfederacyi barskiej z roku 1769 przez Szczęsnego Morawskiego”, Kraków 1864, s. 58 i nn.
  2. Z pobytem Michała Ostaszewskiego w Iwoniczu wiąże się następujące opowiadanie, spisane przez nieznanego z imienia kronikarza parafii w Iwoniczu: “Do roku pańskiego 1791 cała przestrzeń od Dukli aż za Lisko, nawet część Samborskiego, należała do familii Ossolińskich. Ostatni posiadacz Ossoliński – wojewoda, był ostatnim męskim potomkiem tej linii; umarł dość młodo, a dobra odziedziczyły siostry, p.p. Mniszchowa i Potocka. Przez zły zarząd plenipotentów przyszło do sprzedaży dóbr, z których jedną część, składającą się z Iwonicza, Klimkówki, Sieniawy i Wzdowa kupił Michał Ostaszewski i zamieszkał w Iwoniczu; opinia głosiła, że mimo kupionych dóbr posiadał kapitały. W onych czasach szlachta, również i magnaci, jak jeszcze i teraz, używała do robienia interesów Żydów – faktorów. Handel cały był w ręku tychże, trzeba było mieć z nimi zawsze jakąś styczność. Kupowali wszelkie produkta od posiadaczy ziemi, a gdy nie mieli gotówki, dawała im szlachta na kredyt. Tym sposobem i Ostaszewski miał dług u pewnego Żyda w Rymanowie wynoszący kilka tysięcy złp. Gdy nadszedł termin wypłaty przyjechał Żyd do Iwonicza, chcąc oddać parę tysięcy, lecz wierzyciel, mimo próśb i nalegań Żyda, przyjąć ich nie chciał, żądając całego kapitału. Żyd, nie mogąc uprosić odebrania części, odjechał z pieniędzmi. W parę tygodni rozchodzi się pogłoska, że inni Żydzi – kupcy najechali tego dłużnika i wszystko mu zabierają. Posyła Ostaszewski swego oficjalistę do Rymanowa, a ten dowiaduje się, że Żyd zbankrutował, zaś wszystko co miał wierzyciele rozszarpali. Żyd zaś, z żoną i całą familią, znikł bez śladu. Daremne były posyłania Ostaszewskiego na wszystkie strony, by się coś o nim dowiedzieć: przepadł Żyd, z nim dług. Niedaleko od Iwonicza leży miasto Krosno, w którym bywają często jarmarki, na które zjeżdżali się kupcy z odległych nawet stron z wszystkimi towarami, co ściągało i wielką ilość szlachty dla załatwienia wszelkich interesów kupna i sprzedaży, a nawet – jak wieść niesie – przyjeżdżali obywatele z całym domem, dawali obiadki, wieczorki, wywieszając w oknach dywany, co miało oznaczać przyjmowanie gości i że są panny na wydaniu. Tym sposobem robiła młodzież znajomości, zaręczyny… Na ten też jarmark przyjechał szlachcic dla uprowidowania apteczki kuchennej na czas dłuższy, dla ubrania siebie, żony i dzieci i sług etc. Na taki jarmark przyjechał i Ostaszewski, a poszedłszy do podcienia, gdzie rozkładano tak zwane tacze, kupował u rzeszowskiego kupca sukno. Ciśniony niezliczonym tłumem ludu, a bojąc się być okradzionym, co się często na takich jarmarkach zdarzało, obejrzał się poza siebie… aż tu widzi w tłumie Żyda tego, co mu był winien kilka tysięcy złp. Niewiele myśląc zatrzymuje go; Żyd przestraszony upokarza się i prosi przebaczenia tłumacząc się, że nie był w chęci zarwania go, lecz nieudana spekulacja wtrąciła go w to nieszczęście, dając na dowód rzetelności, że co miał tylko, chciał oddać, a że pan nie przyjął, to nie jego wina. Ostaszewski widząc, że Żyd był rzetelny i że prawdziwie tylko nieszczęście przyprowadziło go do bankructwa, puścił go mówiąc: - Nic ci złego nie zrobię, idź sobie! Żyd drżący z przestrachu ukłonił się nisko i odszedł. Ostaszewski targował dalej sukno. Wtem czuje, że go ktoś chwyta za nogi. Patrzy, a to ten Żyd wrócił. Pyta więc: - Czegóż ty chcesz jeszcze ode mnie?! – Wielmożny Panie, zimno, a ja taki obdarty nigdzie się pokazać nie mogę. Kup mi Wielmożny Pan 4 łokcie sukna na opończę. – Czy ty oszalałeś?! Nie dość, że mi przepadło 5.000 złp. u ciebie, jeszcze ci sukno mam kupić?! Żyd nie ustępował, ale ciągle prosił. Ostaszewski ulitował się nareszcie i uniesiony wspaniałomyślnością kazał kupcowi odmierzyć mu 4 łokcie sukna po 4 złote, a zatem za 16 złp. Żyd uradowany, wziąwszy sukno, wynurzywszy wdzięczność i uścisnąwszy nogi swego dobrodzieja znikł w tłumie i już odtąd nie było słychać o nim. W parę miesięcy później cóż się okazuje… Szlachta mieszkająca na wsi a trudniąca się gospodarstwem miała zwyczaj klucze do spichlerza wieszać na kołku w swej sypialni. Dlatego zwykle wstając do dnia ekonom musiał się meldować Panu, odebrać dyspozycje czynności, wziąć klucze, jeśli mu były potrzebna, zdać raport nocny i pytać o rozkazy. Ddy wszedł ekonom do Ostaszewskiego, pierwsze było pytanie jego: - Czy nie wiesz Wać Pan, dlaczego tej nocy tak psy ujadały? Może to złodzieje, a może wilki przechodziły? – Jużci zapewne wilki Panie, bo dwa razy wychodziłem, a nic dostrzec nie mogłem. Po pogadance i odebranej dyspozycji wyszedł. Tymczasem zaczęło świtać. Wraca powtórnie ekonom i melduje, że Żyd jakiś wisi obok dworu pod mostem. Ostaszewski już był wstał, bo dawniej i majętna szlachta nie rozlegała się tak jak teraz do późna w dzień, wyszedł dla obejścia gospodarstwa, przytem przyszła mu ciekawość zobaczyć Żyda. Przychodzi do wskazanego miejsca i widzi, że wisielcem jest ten sam Żyd, któremu kupił sukna i w tej opończy ubrany. Kazał więc dać znać do Rymanowa, skąd Żydzi przyjechali i jako swego zabrali ze sobą. W tym samym czasie utworzyła się banda rozbójników w okolicy, która wszędzie postrach rozsiewała, pod dowództwem Żyda Wulfa. Napadała dwory, rabiowała, męczyła, zabijała. Jednym razem napadła na dworek zamożniejszego szlachcica nazwiskiem Kitajgrodzki i chciała go zrabować. Szlachcic ten był dobrze uzbrojony, strzelił kilka razy i tak szczęśliwie, że ranił samego Wulfa. Zbójcy oddalili się uniósłszy go, a ten miał powiedzieć: -Odwiedzę ja cię jeszcze! Odpowiesz mi za zranienie mnie! Będę pasy z ciebie darł! Kusa rada, Kitajgrodzki siada na konia, dobiera sobie dwóch szlachty oczajduszów, hulaków ale odważnych, w celu śledzenia Wulfa, by go uchwycić. Jadąc trop w trop za nim śledził go aż ku Dynowowi, miasteczku zamieszkałym przez samych prawie Żydów. Tu zgubił całkiem ślad i nadzieję uchwycenia Wulfa. Jednakowoż puścił się jeszcze dalej uważając na jadących Żydów. Nareszcie spotyka Żyda, wiozącego jednym koniem dość dużą beczkę. Zatrzymuje go i pyta, a spostrzegłszy pomieszanie woźnicy zsiada z konia z towarzyszami, by przetrząść wózek. Rusza beczkę, dno opada i znajduje w niej zranionego Wulfa. Oczywiście wiąże go i oddaje do sądu. Wzięty do indagacji Wulf wydał wspólników, pochwytano ich, osądzono i skończyło się na karze śmieci dla Wulfa i kilku główniejszych współników i rozbiciu całej bandy. Lecz cóż się pokazało przy indagacji! Oto że Żyd ten, któremu Ostaszewski kupił sukna, zbankrutowawszy przyłączył się do tej bandy i z nią rabował, a że Ostaszewskiego miano za kapitalistę, powziął Wulf zamiar zrabowania go w Iwoniczu. Banda nachodziła parę razy na dwór, ale ten Żyd przez wdzięczność nie chciał dopuścić napadu. A gdy trzeci raz chciano koniecznie dopiąć zamiaru, groził bandzie by odstąpiła, bo sam narobi gwałtu i rabować nie da. Wulf, rozgniewany, kazał go za to powiesić pod mostem. Jednakowoż dłuższe bawienie blisko dworu obudziło psy, a wychodzenie ekonoma, nareszcie bliskość dnia, zmusiły bandę opuścić bez łupu dwór iwonicki. I tak 16 złotymi Ostaszewski okupił sobie mienie, a może życie, Żyd zaś wdzięczność swoją przepłacił życiem. Piękny dla myślących można by z tego wysnuć obrazek, jak w jednej i tej samej osobistości, dwa tak sprzeczne przymioty złączone być mogły: rozbójnik – łotr, z tak silnym uczuciem wdzięczności. W parę lat po tym zdarzeniu Ostaszewski, z przyczyny iż rozkazów rządów by budować koniecznie łazienki, grożąc w razie przeciwnym odebraniem tychże przez rząd, szlachcic już wiekowy, wierzący tylko w korzyści z roli i gospodarstwa, a nie rozumiejący takowych zakładów zdrojowych, postawił dla zakrycia się przed rządem mały domek z dwiema wannami. A gdy tym rządu nie zadowolił, sprzedał tę majętność Teofilowi hrabiemu Załuskiemu, który to majątek od 1796 roku zostaje w posiadaniu tego imienia, słynny teraz z wód mineralnych i pięknie zbudowanego zakładu kąpielowego.” ("Historia Ostaszewskich w Iwoniczu", Archiwum Diecezjalne w Przemyślu, s. 47-52)