Wincenty Różański

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Portret Wincentego Różańskiego autorstwa Zbigniewa Kresowatego
Grób poety na poznańskim Miłostowie.

Wincenty Bolesław Różański, znany jako Witek (ur. 12 lipca 1938 w Mosinie, zm. 3 stycznia 2009 w Poznaniu) – polski poeta, outsider. Żył wyłącznie z pisania wierszy. Był przyjacielem Edwarda Stachury, który uczynił go również jednym z bohaterów powieści "Cała jaskrawość". Pochowany na Cmentarzu Miłostowo w Poznaniu.

Życiorys[edytuj | edytuj kod]

Lata dziecięce, młodość, studia[edytuj | edytuj kod]

Wincenty Różański urodził się 12 lipca 1938 w Mosinie, niewielkim mieście koło Poznania. Żył w Poznaniu, tam też zmarł na wskutek nieszczęśliwego wypadku w 2009 roku. Podczas rozmowy z Andrzejem Niziołkiem dla Gazety Wyborczej w 1998 roku wyznał, że nie jest specjalnie zżyty z miejscem, w którym spędził całe swoje dorosłe życie, że Poznań, tak jak wiele innych, jest po prostu miastem jego egzystencji i nie przywiązuje wyjątkowej uwagi do miejsca swojego urodzenia i pochówku. Jedyny emocjonalny związek, który posiadał z Poznaniem, było wspomnienie czasów studenckich. Jak zdradził, studiów polonistycznych nie ukończył, ale były udane, barwne, to czas, w którym pojawili się koledzy, kobiety, poezja. Oprócz tego przywołuje, że kolejnym takim okresem w jego życiu było „bycie” ze Stachurą, gdy pracował z nim na roli i na budowie podczas włóczęgi po Polsce[1].

Witek urodził się w rodzinie robotniczej. Jego ojciec Cezary, inwalida, który stracił rękę w powstaniu wielkopolskim, zajmował się ogrodnictwem w sanatorium w Ludowikowie. I jego żona Józefa z domu Frąckowiak, ukochana matka Witka, kobieta wychowana na wsi, opiekuńcza, wyrozumiała, była największym wsparciem dla swojego syna, z którą łączyła go bardzo silna więź. Różańscy mieli pięcioro dzieci. Najstarszy z synów został architektem i plastykiem, drugi profesorem elektroniki. Jedną z sióstr Wincentego jest Joanna Różańska, wciąż żyjąca, zajmująca się malarstwem, artystka. W jednym ze swoich listów wspomina swoich braci, Wincentego i Hieronima, dzięki którym w domu rodzinnym w Mosinie zawsze była obecna literatura i sztuka.

W swojej rodzinie, wśród braci i sióstr Witek czuł się wyobcowany. Jak wyznaje: „Żyłem wyalienowany. Oprócz jedynego brata i siostry nikt z mojego rodzeństwa nie znał się na literaturze, nie chciał o niej rozmawiać, nie chciał rozumieć. Nie trawił literatury mój ojciec. Dopiero pod koniec życia zorientował się chyba, że nie miał racji. Zawsze z drwiną wypowiadał słowo: poeta”.

Pomimo tego, dla Różańskiego dzieciństwo było szczęśliwym okresem życia. Gdy wspomina siebie, mówi: „Byłem radosnym dzieckiem, które zapamiętało coś niecoś z okupacji – mimo że miałem wówczas zaledwie parę lat”. Dla Witka życie w Mosinie, małej miejscowości, na której się wychował, było ważnym doświadczeniem. To tu poznał wartość pracy. Czysta, kojąca dla jego świadomości i ciężka dla ciała, wyrobiła w nim poczucie, czym i dlaczego żyje człowiek. Dzięki mozolnemu, ale dobremu wiejskiemu życiu poznał całe bogactwo natury, przeżył pierwsze, kluczowe w życiu każdego młodego człowieka chwile związane z miłością, strachem, radością, przyjaźnią i co najważniejsze – literaturą. To brat nauczył go czytać. Podczas okupacji odnaleźli zbiór książek przeznaczonych na spalenie przez hitlerowców: dzieła literatury pięknej, Goethego, Rilkego. Już wtedy poczuł, że za stronami książek kryje się coś niezwykłego. Od tamtej pory wszystko się zaczęło.

Więź z matką[edytuj | edytuj kod]

Bez wątpienia więź, która łączyła matkę i Witka była czymś niezwykłym. Jak sam powiedział: „Najbliższą osobą dla mnie była i jest moja matka”. Józefa była osobą bardzo dominującą w życiu swoich dzieci, bardzo religijną. W domu Różańskich dbano o piątkowy post, uczestniczenie w nabożeństwach, wieczorne modlitwy.

Matka Wincentego Różańskiego we wspomnieniach syna jest osobą ciepłą, dbającą o dom i ogród, ale jednocześnie bardzo silną, twardą jak na owe czasy kobietą, która niejednokrotnie ratuje go przed życiowym i moralnym upadkiem. To ona pierwsza czyta wszystkie napisane przez Witka wiersze i wydaje o nich opinię. Z matczynym zacięciem pilnuje, aby nie zabrakło chleba i jej syn nigdy nie chodził głodny. Nawet, gdy jest już starszy, szykuje mu zawsze coś na drogę, choćby miało to być tylko wyjście do urzędu. Sam Różański przyznaje, że jego matkę cechuje nadmierna nadopiekuńczość, zwykła, ślepa, macierzyńska miłość. Wspomina również o tym, jak była optymistyczna, lubiła śpiewać i pracować w ogrodzie. Witek twierdzi, że to po niej ma talent poetycki, ponieważ kochała rzeczy piękne.

W czasie ciężkich, psychicznych przeżyć matka W. Różańskiego zawsze towarzyszyła synowi. Skutecznie chroniła go nie tylko – w dzieciństwie – przed gniewem ojca, ale w dorosłości przed kobietami. Zabraniała synowi związku z dziewczynami, później małżeństwa. To ona chciała być najważniejszą kobietą w jego życiu. Zajmowała cały czas Wincentego i mieszkała z nim aż do śmierci. Różański, mimo swojej choroby zajmował się czule i cierpliwie matką pod koniec jej życia, mimo, że od zawsze jej nadopiekuńczość bardzo go denerwowała, jednak nigdy nie pomyślał o tym, aby zamieszkać osobno.

Życie w Poznaniu[edytuj | edytuj kod]

Po wyprowadzce z Mosiny Witek z rodzicami i siostrami zamieszkał w Poznaniu przy ulicy Ostrobramskiej, przy pętli na Górczynie, w domu, który znalazła dla nich matka. W rozmowach wyznaje, jak po przeprowadzce jego ojciec zapłacił mu 60 złotych w monetach. To dla niego bolesne wspomnienie, twierdzi, że został potraktowany jak ktoś nienależący do rodziny. Ten przykład doskonale pokazuje trudną więź, jaka łączyła ich oboje. Odtrącenie ze strony ojca mogło mieć późniejszy wpływ na usamodzielnienie się syna.

W. Różański najpierw ukończył technikum księgarskie i zdał maturę, a następnie rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, których niestety nie zamknął. Po tym, jak nie zdał egzaminów, wzięli go do wojska, co dla Witka było czymś traumatycznym. Nie potrafił się odnaleźć. Krótko po pobycie w wojsku ojciec odesłał go do szpitala z podejrzeniem choroby psychicznej, które okazało się słuszne: u Witka zdiagnozowano schizofrenię paranoidalną. Kolejne pobyty w szpitalach zostawiły trwały ślad w jego życiu, niestety, uważał, że przyczyniły się do pogłębienia jego choroby. Ciężko zniósł stan wojenny, a potem śmierć matki.

Witek we wspomnieniach[edytuj | edytuj kod]

Zaprzyjaźniony z poetą dziennikarz „Gazety Wielkopolskiej” Andrzej Niziołek wspomina pewną anegdotę dotyczącą wystąpień Witka. Otóż podczas jubileuszu Teatru Ósmego Dnia po przeczytaniu jednego wiersza uciekł ze sceny, nie czekając na pytania publiczności. W drogę wszedł mu Marcin Świetlicki, pragnący zamienić z nim kilka słów, lecz wtedy Różański wypalił: „Ale ja się spieszę, mam problemy w urzędzie skarbowym”. Przerażała go wizja publicznego ośmieszenia, jak mówi o sobie sam Witek, od zawsze miał „wrodzony kompleks niższości wobec innych”.

Poeta skarżył się Andrzejowi Sikorskiemu, że w swoim małym pokoiku przy Ostrobramskiej czuje się jak w więzieniu. Witek jest zagubiony, żyje w niepokoju, boi się samochodów, nieproszonych gości. Wszystko, co dla niego ważne, wisi na szafie: zdjęcie matki, żony, Edwarda Stachury, wycinki gazet. Napisane wiersze chowa do szafy, żeby potem je poprawić.

Wszystkich niezmiernie zaskoczył fakt małżeństwa Wincentego Różańskiego. Jerzy Szatkowski w Jasnej Kresce dokładnie opisał sytuację, w której Witek postanowił podzielić się tym ze światem: „Jurku… zakochałem się. W tej, no wiesz, Małgosi flecistce. Chyba się ożenię. I stało się”. Wybranką, wspomnianą flecistką jest Małgorzata Kasztelan. Małżeństwo nie mieszka razem, ale, jak twierdzi żona, w całości jej to odpowiada. Rozumie jego potrzebę odizolowania i szanuje jego wybór. Mówi o mężu z miłością. Ceni go za szczerość, za to, że zawsze najważniejsza była dla niego poezja i nigdy nie zboczył z tej ścieżki. Witek, po napisaniu wiersza, od razu daje jej do przeczytania, tak jak wcześniej dawał je swojej matce.

We wspomnieniach Dariusza Tomasza Lebiody Wincenty Różański przedstawia się jako poeta już dojrzały, tylko powierzchownie dający się postrzegać jako spokojny i ułożony. W środku toczył sam ze sobą nieustającą walkę. Często milczący, ze skoncentrowanym, niewidzącym wzrokiem poszukiwał w sobie zdań, rozmów, zdarzeń lub wręcz przeciwnie, wybuchał nagle z ożywieniem, opowiadając o przyjaźni z Edwardem Stachurą, życiem u Potęgowej, o podróżach. D. T. Lebioda zapamiętał go jako pogodnego człowieka z poetycką jasnością, która nie umknęła tym, którzy go kochali.

Z Jerzym Stasiukiem Witka połączyła miłość do desek teatru i problemy z kobietami. Poznali się przez Andrzeja Sikorskiego, na prośbę poety odwiedzili go w jego mieszkaniu przy Ostrobramskiej. Wspomina go jako rówieśnika o nieśmiałym, ujmującym uśmiechu, który przyjął ich przy stole pełnym rupieci, maszyny do pisania, stosów gazet i radia. Obok nich, nie odstępująca syna na krok - Pani Różańska. Jerzy od razu zauważył nić przywiązania, która łączyła ich oboje, przez długi czas sądził nawet, że Witek jest jej jedynym dzieckiem. Przywołuje również niezwykłą empatię poety, który bez zastanowienia potrafił oddać mu swoje nowe wiersze. Ciężka sytuacja w domu Różańskiego, matka cierpiąca na sklerozę i pogłębiający się jej coraz gorszy stan nie odsunęły go od przyjaciół, wręcz przeciwnie, regularnie przysyłał chaotyczne, ale niesamowicie serdeczne listy, często dzwonił, potrzebując pomocy przy najdrobniejszych, codziennych sprawach. Przyjaciela martwił fakt, że nie potrafi mu pomóc. Witek żył podporządkowany poezji i Matce, to one nadawały sens jego życiu.

Jerzy Beniamin Zimny przez blisko piętnaście lat był sąsiadem Wincentego Różańskiego, mieszkali obaj przy Parku Górczyńskim. O wielkim przywiązaniu Witka do przyjaciół może mówić fakt, że wysyłał listy do każdego, nie pomijając mieszkającego obok Jerzego. Taka forma wyrażania uczuć wiele dla niego znaczyła, była świadectwem czasu, chimerycznej weny, nastroju.

Kolejnym ważnym punktem wszystkich znajomości poety, oprócz listów to ławka przed jego domem. Przesiadywali na niej wspólnie: Edward Stachura, Andrzej Sikorski, Andrzej Ogrodowczyk, Mariusz Rosiak, Róża Pisarczyk, Marek Obarski i wielu innych, serdecznych mu ludzi.

Duchowe braterstwo Edwarda Stachury i Wincentego Różańskiego[edytuj | edytuj kod]

Początek[edytuj | edytuj kod]

Edward Stachura i Wincenty Różański spotkali się po raz pierwszy w 1961 roku, na festiwalu młodej poezji w restauracji „Regionalna” w Poznaniu. Wincenty był wtedy początkującym poetą i rozmawiał z innymi o twórczości i filozofii, gdy Stachura po raz pierwszy zwrócił na niego uwagę. Witek rozbawił Edwarda swoim zachowaniem i zabawnymi anegdotami, ten śmiał się z niego do rozpuku. Tak zaczęła się ich przyjaźń, później wielokrotnie Różański mieszkał u Stachury w Warszawie, wspomina, jak Edward pracował w nocy, a on nocował w kuchni i też tworzył, Sted przychodził do niego, brał chleb ze smalcem i pytał, jak mu idzie, a potem pisali razem.

Z wielu przyjaciół, żaden nie odznaczył się w życiu Wincentego tak dobitnie, jak Edward Stachura. Cenił go jako poetę i wziął Różańskiego pod swoje skrzydła, ogarniając niemal ojcowską opieką. Śmiało można użyć stwierdzenia, że Stachura usynowił Witka, otaczając do nie tylko opieką duchową, ale również poprowadził go po ścieżce poezji, uchylając drzwi i poznając z wieloma przedstawicielami środowiska literackiego: m.in. Milczewskim, Babińskim, Szatkowskim.

Witek zapytany, co w jego życiu było najważniejsze, z powagą odpowiada: przyjaźń z Edwardem Stachurą. Zapewnia, że to on ukształtował go jako poetę i wprowadził do poetyckiego świata. Od niego uczył się formy i piękna. Dzięki niemu poznał wiele wpływowych osób ze Związku Literackiego, choć przyznaje, że na początku był nieco nieokrzesany, Stachura tłumaczył mu, że musi ochłonąć i panować nad swoimi emocjami.

Dla Witka Różańskiego Stachura był tym, kim on nigdy nie odważył się być. Ciągle w drodze, w ruchu, zapisujący wszystko: od wschodów słońca po ruch gwiazd, metafizyk i egzystencjalista, poeta kosmopolityczny i uniwersalny, zafascynowany innymi światami. Wspomina, że w Boga nie wierzył, ale często chodził do kościoła, aby posłuchać ciszy. Tak jak było po wypadku motocyklowym w którym zranił sobie nogę. W przychodni opatrzyli mu ranę niezbyt dokładnie, poszli później do poznańskiej fary, tam Stachura uspokoił się i wyciszył. Witek był dla Steda jego poznańskim przewodnikiem, odwiedzali wspólnie przyjaciół: Krystynę Orłow, Szczęsnego Górskiego, biofizyka, z którym rozmawiali o filozofii Wschodu, Barbarę Stawicką i malarza Ildefonsa Houwalta w jego pracowni przy ulicy Wronickiej. Edward Stachura w Poznaniu miał wieczory autorskie, najczęściej w akademikach Cicibór i Akumulatory. Każdy z nich kończył się w którymś z pokojów, studenci uwielbiali go, znali teksty piosenek, chociaż Stachura nie miał dobrego głosu, śpiewał dusząco, ochryple, ale wyraziście i za to go cenili.

Wincenty Różański zawdzięcza Stachurze prawie wszystko na poetyckiej drodze. Od niego czerpał poczucie wartości. A Edward? Uczył się od Witka prostoty i wrażliwości.

Syn bogini[edytuj | edytuj kod]

Dla Edwarda Stachury Witek był, jak to poetycko określił: synem bogini. Stał się nim w momencie zetknięcia się z jego twórczością i pozostał przez cały czas. Stachura wziął na siebie odpowiedzialność drukowania jego wierszy, to on zanosił je do Twórczości, przekazywał i prosił o kolejne lub pisał podania o stypendium dla niego ze Związku Literatów Polskich. Pod jego wpływem Witek tworzył i poprawiał utwory. E. Stachura był jego mentorem, utrzymywał, że W. Różański jest twórcą o niebanalnej wyobraźni, potrafi zebrać ze sobą proste i na pierwszy rzut oka niepasujące elementy w malowniczą całość. Według E. Stachury W. Różański pisał mało i od niechcenia, nie dbał o to, aby zostać wydrukowanym. Dzięki przyjaźni Wincenty pozostawał w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej, przyjaciel napędzał go do działania, obniżając tym samym symptomy chorób, na które cierpiał.

W listach obserwujemy niewiarygodną zażyłość tych dwóch postaci, niejednokrotnie E. Stachura używa takich stwierdzeń, jak: „tęsknię za tobą bardzo” i odwieczne: „kochany…” lub „całuję cię i ściskam”. Wskazuje to wprost na szczerą bezinteresowną przyjaźń, która przetrwa przez długie lata. Nie można nie zauważyć, że W. Różański jest jedną z niewielu osób, które E. Stachura obdarzył tak gwałtowną i trwałą miłością, którą naznaczone było jego całe „życiopisanie”. Tą zażyłość oddaje szczególnie jeden z listów E. Stachury do W. Różańskiego, napisany w czasie, gdy kończył pisanie Całej Jaskrawości:

Kochany mój Witku! Wybacz, że nie pisałem przez jakiś czas. To nieładnie, ja wiem. Ale byłem i jestem jeszcze oddany i poddany i pijany Całą Jaskrawością. Straszliwa to robota. Nie pisałem do Ciebie może dlatego, że bez przerwy mam Cię przed oczami. Razem przecież mieszkamy na kwaterze u Potęgowej, razem kopiemy w mule tej epoki, razem łazimy wszędzie, razem przewracamy stodołę i tak dalej i tak dalej. Kończę powoli Całą Jaskrawość, kochany, i na pewno będziesz zadowolony. Niesamowicie tam sobie żyjemy. Uroczyście. Solennie. Wszystko, co robimy tam, jest niesamowicie uroczyste. Najdrobniejsza rzecz. W natchnieniu tam sobie żyjemy nieustającym, tak jak powinno być. Jak dwóch milordów sobie tam żyjemy. Bezbłędnie. Jak dwa razy jeden i jeden razy dwa. Po prostu. Cudownie. Niewymownie. Koronnie. Po prostu. Kończę, bo nie mam sił. Idę spać. Napiszę za parę dni. Przyucz się tej logiki. Niczym innym się nie zajmuj. Ucz się logiki i odpoczywaj sobie ładnie. Jutro wyślę Ci 50 zł. Całuję Cię Kochany. Zyta jak najserdeczniej pozdrawia Cię. Napiszę za parę dni. Twój Sted.

Istota bycia E. Stachury przejawia się wobec wyborów, które dokonuje jako człowiek wolny, rości wobec życia pragnienie miłości totalnej, która obejmuje wszystkie byty: duchowe i materialne. Jego przyjaciel różnił się od niego dystansem i dyscypliną, w swoich utworach budował alternatywny świat i cierpliwie oczekiwał, co przyniesie mu życie.

Duchowe braterstwo[edytuj | edytuj kod]

Bez wątpienia E. Stachura jest nieodłącznym elementem życia W. Różańskiego, jego niezachwiana przyjaźń i obecność wpływała na zmniejszenie lęków i samotności Witka, wywoływaną przez chorobę nerwową, co nie oznacza, że poeta całkowicie się ich pozbył, co uwydatnia w wierszach naszpikowanych metafizycznym i egzystencjalnym lękiem. Edward Stachura oswoił Witka z lękami i nauczył go posługiwać się nimi jako narzędziem literackim.

Choć podobieństwa w utworach obu postaci daje się zauważyć na pierwszy rzut oka, nie można wprost powiedzieć, że poznański poeta jest naśladowcą E. Stachury. Podobni do siebie ze względu na dolegające obu choroby nerwowe żyli, pokonując wewnętrzne lęki i dramaty. Wydawało się, że Edward Stachura, jako mocniejsze ogniwo więzi napędzające ich przyjaźń przetrwa znacznie dłużej, jednak podjął decyzję o własnej śmierci zaledwie po czterdziestu dwóch latach życia, natomiast Witek Różański zmarł na skutek nieszczęśliwego przypadku, kilka dni po swoich sześćdziesiątych urodzinach. Po samobójczej śmierci Steda u Wincentego nastąpiło nasilenie objawów, wzmożony lęk i niepewna sytuacja polityczna sprawiły, że prawie nie wychodził z domu, cierpiał na bezsenność i palił, czytając książki medyczne na temat swojej choroby. W tym trudnym okresie życia pomogła mu obecność niezastąpionej matki.

Obydwaj pragnęli miłości, która nie tylko będzie dotyczyć ich samych, ale również miłości wszechogarniającej, z tą różnicą, że Różański czekał na nią cierpliwie, zawierzony opiece Opatrzności. Dla Stachury miłość była ideą, po którą można sięgnąć dopiero po śmierci. Ich wizje życia również były podobne, to „życiopisanie”, z tym że Różański patrzył na nie przez pryzmat świętości i lęku, a Stachura świętości, gry i roszczenia. Poeci odmiennie wyrażali swoją religijność w twórczości. Różański przedstawiał się jako ten, który szuka i w końcu odnajduje wiarę, Stachura przedstawia religijność jako transcendentalno-metafizyczny projekt postawiony na franciszkańskiej obsesji miłości, z nawiązaniami do gnozy i buddyzmu. Dla obu funkcjonowanie w rzeczywistości jest wyzwaniem, Witek, z wiecznie towarzyszącymi mu lękami i Edward, który nie odnalazł w sobie chęci pozostania przy życiu.

Wincenty Różański przejął język, którym posługuje się Edward Stachura. W niektórych momentach jest to na tyle widoczne, że wygląda na świadomy zabieg, jednak wynika to z równoległego doświadczania rzeczywistości. Obaj są własnymi odbiciami, które uzupełniają się na zasadzie przeciwieństw, przyzwyczajeń, potrzeby miłości i ucieczki przed nią, pokory, sławy czy religijności. Ma na uwadze zależność od E. Stachury, która pojawia się w wierszach „Synku synogarlicy (…) Ty zawsze przy mnie stój” już na stałe zakorzenioną w duszy i osobowości.

Różański posiadał uznanie dla twórczości E. Stachury, zachwycał się szczególnie prozą i piosenkami. Zapytany, jaki właściwie był jego przyjaciel, odpowiedział: „On był prosty. Nie był facetem o dużej głębi, ale miał duże przejścia i miał przemyślenia. Zawsze w kurtce, z niedużą torbą na ramieniu. Pytał: No i co, co robimy? Gdzie idziemy, Jak się czujesz? Masz forsę? Ja mówiłem: Mało mam. To przyślę ci stówę zaraz, jak będę miał. I tak żyliśmy, od stówy do stówy.” W latach siedemdziesiątych ich drogi się rozeszły, ale pozostała przyjaźń listowna. Aż do tragicznej śmierci Stachury. Witek na pogrzeb nie pojechał, jak twierdził, nie mógł. Każdy z nich trafnie wyczuwał twórczość, którą uprawiali. Po wydaniu pierwszego tomiku Różańskiego Dziecko idące jak włócznia śpiewało Stachura napisał: „to była kometa, która zniknęła w bezwietrznej próżni”. Jako jeden z jego pierwszych krytyków odkrył w Wincentym Różańskim poetycką inteligencję, który potrafi połączyć „zgodne niezgodności” i niepasujące, odległe od siebie elementy.

Śmierć przyjaciela zmusiła Witka Różańskiego do samodzielności w poezji i w życiu. Pisał, bo czuł się zobowiązany wobec tego, jak wysoko cenił go E. Stachura, ponieważ to dzięki niemu zaistniał i pozostając pod wpływem charyzmy przyjaciela poezję zrobił swoim przeznaczeniem.

Dzieła (chronologicznie)[edytuj | edytuj kod]

  • Wiersze o nauce nawigacji między kamieniami (1968; arkusz)
  • Dziecko idące jak włócznia śpiewało (1970)
  • A brzoza kwitnie (1973; arkusz)
  • Przed czerwonymi słońca drzwiami (1976)
  • Mieszkam w pogodzie (1979)
  • Zakole (1981)
  • Frente A La Puerta Roja Del Sol (1983; meksykański wybór wierszy w przekładzie na hiszpański, tłum. Barbara Stawicka – Muñoz)
  • Światłolubne (1984)
  • Wiersze – dzieci (1985)
  • Nam ciszy nam wiatru potrzeba (1986)
  • Bądź pozdrowiona chwilo... (1989; wybór wierszy)
  • Będziemy piękniejsi (1990)
  • Oddech i gest (1990)
  • Córeczka poezja (1993)
  • Wszystko nie to (1998)
  • Została pusta karta dań tego świata (1998)
  • Chciałem zmienić świat (1999)
  • Ręce Marii Magdaleny (2000)
  • Wędrujemy do Szeol (2001; wybór wierszy)
  • Posrebrzane pola słów (2001; wydanie limitowane wydane razem z wierszami Krzysztofa Wiśniewskiego).
  • Posrebrzane pola słów (2008; wydanie drugie w większym nakładzie)

O poecie pisali

  • Któż to opisze, któż to uciszy (1997; rozmowy z Wincentym Różańskim) autorzy Piotr Kępiński i Andrzej Sikorski

Filmy o poecie

  • Będziemy piękniejsi (2003; film dokumentalny) reż. Tadeusz Żukowski

Nagrody i wyróżnienia[edytuj | edytuj kod]

Linki zewnętrzne[edytuj | edytuj kod]

Przypisy[edytuj | edytuj kod]

  1. Andrzej Niziołek, On był prosty, „Gazeta Wyborcza”, nr 171, 2001.

Bibliografia[edytuj | edytuj kod]

Andrzej Niziołek, Elementarz zgody i zwady, „Gazeta Wyborcza”, 1998, nr 161, s. 7.

Andrzej Niziołek, On był prosty, „Gazeta Wyborcza”, 2001, nr 171, s. 6.

Dariusz Lebioda, „Jasna kreska.” [w:] W. Różański, Jasna Kreska. Warszawa, 2013.

Marian. Buchowski, Buty Ikara. Biografia Edwarda Stachury,Warszawa 2014.

Piotr Kępiński, Andrzej Sikorski, Któż to opisze, któż to uciszy. Rozmowy z Wincentym Różańskim, Poznań 1997.

Tadeusz Żukowski, Posłowie [w] W. Różański, Wędrujemy do Szeol, Poznań 2001.

Tadeusz Kobierzycki, Wyzwania samotności. „Albo – albo. Inspiracje Jungowskie” 1992, nr 2.

Michał Januszkiewicz, Edward Stachura. Od buntu do mistyki [w:] Tropami egzystencjalizmu w literaturze polskiej XX wieku, Poznań 1998.

Marek Obarski, Za wielkim uspokojeniem. Rozmowa z Wincentym Różańskim, „Nurt” 1986, s. 16.

Wiesław Setlak, Marek Nalepa, Syn Bogini. Wincenty „Witek” Różański, Poznań 2015.