Młodość (opowiadanie)

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Młodość – opowiadanie Josepha Conrada z 1898 roku. Opowiada o heroicznej walce marynarzy z żywiołem morza. Od walki ze sztormem, poprzez gaszenie ognia na statku, aż po walkę na szalupach po zatonięciu statku. Oparte jest na prawdziwych przeżyciach przyszłego pisarza, Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego, który w latach 1882-83 kilkakrotnie wypływał z Anglii na starym żaglowcu "Palestine", wiozącym ładunek kilkuset ton brytyjskiego węgla do odbiorcy w Bangkoku. Był to pierwszy rejs Korzeniowskiego na stanowisku drugiego oficera i jedyna katastrofa, w której przyszły pisarz na pewno uczestniczył osobiście: w marcu 1883 roku bark "Palestine" spłonął na wodach Oceanu Indyjskiego po eksplozji wskutek samozapłonu mieszaniny pyłu węglowego i powietrza w ładowni.

Opowiadanie zaczyna się od prezentacji pięciu mężczyzn związanych w różny sposób z morzem, popijających clareta nad brzegiem Tamizy. Główna postać opowiadania, kapitan Charlie Marlow - alter ego Conrada - opowiada pozostałej czwórce dzieje swojej pierwszej podróży na Wschód na starym barku "Judea" w charakterze drugiego oficera. Rzecz dzieje się dwadzieścia dwa lata wcześniej, Marlow ma dwadzieścia lat i po raz pierwszy zostaje drugim - prawdziwie odpowiedzialnym - oficerem na żaglowcu. Ma ledwie dwa lata doświadczenia, właśnie zszedł z szykownego klipra, a z zamorskich portów zna jedynie Sydney i Melbourne. Trafiwszy na "Judeę" Marlow spotyka się z dwoma dużo starszymi od niego przełożonymi: kapitanem Johnem Beardem i pierwszym oficerem Mahonem. Kapitan Beard ma lat bez mała sześćdziesiąt i właśnie otrzymał pierwsze dowództwo. Bark "Judea" to statek stary i zapuszczony, od niepamiętnych czasów stojący w Shadwell basin. Ma 400 ton rejestrowych pojemności i nośność ok. 600 ton. Beard otrzymuje zlecenie przewiezienia kilkuset ton angielskiego węgla z Newcastle do Bangkoku. Dla Marlowa podróż w te rejony tchnie egzotyką; dodatkowo stary statek zdobywa jego serce dewizą "Czyń lub Giń!", wypisaną pracowicie w kartuszu na rufie. Podróż powinna zająć jakieś pięć miesięcy. Statek opuszcza Londyn pod balastem w postaci piasku, i obiera kurs na północ, by tam - na rzece Tyne - pobrać do ładowni wspomniany węgiel. Na pokładzie, oprócz załogi, znajduje się też wiecznie zakatarzony pilot nazwiskiem Jermyn, który obiera sobie za punkt honoru demaskowanie morskiej niewiedzy Marlowa, czym zaskarbia sobie jego dozgonną nienawiść. Po drodze balast przesuwa się w silnym sztormie na jedną z burt, zmuszając całą bez wyjątku załogę do pracy szuflami w ładowni w celu wyprostowania niebezpiecznie przechylonego statku. Cała podróż na północ - zwykle sprawa paru dni - zajmuje "Judei" dni szesnaście, a do portu [w lub koło Newcastle?] doprowadza skołatany statek holownik z Północy. "Judea" traci swoją kolejkę do ładowania i czeka na rzece Tyne. W końcu załadowana, oczekuje wyjścia z portu, gdy nagle zostaje staranowana przez parowiec o wdzięcznej nazwie - "Miranda", a może "Melissa". To oznacza kolejne tygodnie w "zakazanej dziurze". Wreszcie, po trzech miesiącach od opuszczenia Londynu, uparty żaglowiec z kolejną załogą opuszcza port, biorąc kurs na Bangkok.

Niestety stary bark pokonuje ledwie jakieś trzysta mil na zachód od Lizards, gdy spada nań sztorm - "sławny swego czasu, zimowy sztorm sprzed 22 lat". Żywioł bezmyślnie niszczy stary statek; ogromne fale zabierają ze sobą m.in. pokładówkę, z której reszcie załogi udaje się cudem uratować kucharza Abrahama. Co gorsza, stary żaglowiec "wypluwa" z kadłuba wszystkie pakuły i cieknie jak sito, zmuszając załogę do bezustannej harówki przy pompach. Sztorm w końcu mija, lecz teraz załoga i statek, wracając zmaltretowani do kraju, muszą zmagać się ze złośliwym wiatrem który właśnie zmienił kierunek i wieje ze wschodu. Po szeregu dniach docierają do Falmouth, a na brzegu chmary okrętowych cieśli zaczynają ostrzyć dłuta na sam widok zewłoku "Judei". Przez następnych sześć miesięcy statek bezczynnie stoi w Falmouth; oficerowie wciąż otrzymują swoją płacę, co jest dla nich nie do wytrzymania. Wreszcie, za sprawą energicznego pełnomocnika władz z lądu, statek ożywa: najpierw trafia na dok stoczni, a potem - praktycznie zbudowany od nowa - wychodzi ze swoim ładunkiem i kolejną załogą (ściągniętą specjalnie aż z Liverpoolu!) do Bangkoku. Obok statku - swoje przygody przechodzi też i węgiel, a gdy wszystko już jest w porządku - Marlow i jego koledzy obserwują ucieczkę z pokładu wszystkich szczurów. "Judea" wypływa wreszcie do Bangkoku; kiedy robi osiem węzłów - wszyscy na pokładzie drżą o swój (i jej) los, ale najczęściej spokojnie płynie z prędkością trzech węzłów. Koło zachodniej Australii nieszczęsny, wielokrotnie i dość brutalnie traktowany ładunek "Judei" sam się zapala. Kapitan i załoga nie chcą już nigdzie zawijać po drodze; przystępują do walki z ogniem, próbując najpierw zdusić go przez brak powietrza, a potem zalać dno statku wodą. Około czterystu mil morskich od brzegów Jawy na "Judei" następuje eksplozja mieszaniny wybuchowej w ładowni. Drugi oficer statku zostaje wyrzucony w powietrze. Dowództwo statku wzywa pomocy i wkrótce pomoc nadpływa w postaci parowca "Sommerville" (kpt. Nash). Zapada decyzja o doholowaniu płonącego wraku do Anjer lub do Batawii, gdzie planuje się kadłub zatopić na redzie i w ten sposób pożar ugasić. Niestety - płynący całą naprzód parowiec rozdmuchuje ogień. Bark zaczyna płonąć jak pochodnia i wiadome jest, że "Judea" nie dopłynie już donikąd. Załoga "Judei" odcina hol i przygotowuje się do opuszczenia pokładu płonącego statku. Na polecenie kapitana marynarze ratują jak najwięcej z okrętowego mienia - dla ubezpieczycieli. W tajemnicy ten i ów wyrzuca mniej przydatne graty za burtę. Łodzie statku zostają opuszczone na wodę i załadowane okrętowym dobytkiem. Marlow zostaje kapitanem najmniejszej z nich. Uszczypliwy pierwszy oficer Mahon nie odmawia sobie ostrzeżenia "żółtodzioba", by ten "nie zapłynął czasem zbyt szybko tym swoim okrętem na dno". Reszta załogi posila się po raz ostatni na pokładzie skazanego na zagładę żaglowca, a kapitan Beard śpi jak dziecko. Wszystkie łodzie towarzyszą statkowi aż do zatonięcia, potem biorą kurs ku najbliższemu lądowi, który osiągają po wielu dniach mozolnej żeglugi. Na miejscu dowódca "Judei" uzgadnia zabranie jego i jego załogi na pokład parowca "Celestial" w podróż powrotną do Anglii. "Młodość" zajmuje w twórczości Conrada miejsce szczególne - po raz pierwszy występuje tu kapitan Charles Marlow, "alter ego" autora, a przy tym "nieposkromiony gaduła". Co najmniej jeden biograf Josepha Conrada - G. Jean Aubry - pisząc swoją biografię pisarza, wziął przedstawione w opowiadaniu okoliczności za ścisły opis katastrofy barku "Palestine" w 1883 roku, którą Conrad przeżył, jako drugi oficer tego statku. Katastrofa "Judei" w opowiadaniu różni się jednak niekiedy dość znacznie od tej, jakiej uległa "Palestine". Niektórzy bohaterowie opowiadania: - Charles Marlow - narrator, kapitan brytyjskiej marynarki handlowej, który dwadzieścia lat dowodził statkami; wspomina swój pierwszy rejs na Wschód; - John Beard - kapitan barku "Judea", który nigdy nie opłynął Przylądków, a pierwsze dowództwo otrzymał w wieku lat sześćdziesięciu; - Jenny Beard - żona kapitana Bearda; przebywa na pokładzie w chwili staranowania "Judei" przez parowiec w Newcastle; zdecydowanie różni się od żon kapitanów szykownych kliprów; - Mahon - pierwszy oficer barku "Judea"; potomek dobrej rodziny, który jednak nie miał szczęścia i kariery nie zrobił; nalega, aby jego nazwisko wymawiać jak "Mann"; nie dowierza marynarskim zdolnościom Marlowa.