Przejdź do zawartości

Prowokacja gliwicka

Dodaj temat
Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Prowokacja gliwicka
ilustracja
Państwo

 III Rzesza

Miejsce

Gliwice

Data

31 sierpnia 1939

Godzina

20:00

Liczba zabitych

1 osoba: Franciszek Honiok

Typ ataku

false flag

Sprawca

Alfred Naujocks i inni członkowie Sicherheitsdienst

Motyw

zdobycie alibi na zbrojną agresję Niemiec na Polskę

Położenie na mapie Rzeszy Niemieckiej (Republiki Weimarskiej i III Rzeszy w granicach sprzed 1938)
Mapa konturowa Rzeszy Niemieckiej (Republiki Weimarskiej i III Rzeszy w granicach sprzed 1938), po prawej nieco na dole znajduje się punkt z opisem „miejsce zdarzenia”
Ziemia50°18′48,20″N 18°41′20,27″E/50,313389 18,688964

Prowokacja gliwicka (niem. Überfall auf den Sender Gleiwitz) – niemiecka operacja dywersyjna typu false flag przeprowadzona 31 sierpnia 1939 roku o godz. 20:00 na niemiecką radiostację w Gliwicach (ówczesnych Gleiwitz)[1]. Atak, sfingowany przez Niemców, miał sprawiać wrażenie działań podjętych przez Polaków i został wykorzystany przez niemiecką propagandę jako główny „dowód polskich prowokacji”[2]. Wydarzenie to miało dostarczyć Hitlerowi pretekstu do inwazji na Polskę[3][4].

Berlińskie radio informowało ponadto o kilku innych atakach rzekomych powstańców. Wymienić tu można zajęcie tunelu kolejowego pod Mostami, mostu w Tczewie czy gdańskiego Westerplatte[5]. Podawano, że już na terytorium Niemiec atakujących wspierać miały regularne oddziały Wojska Polskiego, wyposażone w broń ciężką. W ten sposób nazistowska propaganda już 31 sierpnia o godz. 22:30 obwiniła Rzeczpospolitą o rozpoczęcie wojny, a III Rzeszę przedstawiła jako ofiarę polskiej agresji. Dla Hitlera incydenty graniczne przypisywane polskiej stronie stanowiły alibi do ataku na Polskę („od godziny 5:45 [sic] odpowiadamy ogniem”[a]), a dla zachodnich mocarstw mogły stanowić pretekst do nieudzielenia Polsce militarnej pomocy i w konsekwencji od wypowiedzenia wojny III Rzeszy[5][6][7]. Prowokacja gliwicka była jednym z serii przedsięwzięć Hitlera, mających zapobiec przekształceniu planowanej agresji III Rzeszy na Polskę w II wojnę światową, poprzez powstrzymanie sojuszników Rzeczypospolitej od wywiązania się z zobowiązań sojuszniczych wobec Polski, co by oznaczało dla Niemiec ryzykowną wojnę na dwa fronty.

Prolog

[edytuj | edytuj kod]

Podpisanie 23 sierpnia 1939 roku paktu Ribbentrop-Mołotow oraz ustalenie kolejnego podziału Polski kończyły dyplomatyczne przygotowania Niemiec do wojny z Polską. Pozostała jeszcze kwestia sojuszu Polski z Francją i Wielką Brytanią. Niemcy, obserwując rosnący serwilizm Zachodu, liczyły na to, że rządy francuskie i brytyjskie także w przypadku Polski zdecydują się na „pokój za wszelką cenę”. Niemniej jednak, aby te państwa mogły poczuć się usprawiedliwione z niewywiązania się z zobowiązań traktatowych wobec Polski, Niemcy wywoływały liczne incydenty, nie tylko graniczne, obarczając winą Polskę. Incydenty miały miejsce już w nocy z 23 na 24 sierpnia (w godz. od 0.30 do 1.45 oraz od 2.30 do 2.50). Niemieccy dywersanci ostrzeliwali z karabinu maszynowego posterunek straży granicznej w Gierałtowicach, kule utkwiły w murach budynku, 27 sierpnia niemieccy dywersanci obrzucili granatami polski budynek placówki celnej w Wilczy Dolnej, budynek spłonął[8][9]. 8/9 sierpnia 1939 na odcinku granicznym pod Ruda Śląska podczas nielegalnego przekroczenia granicy przez dwóch niemieckich dywersantów został ciężko ranny polski strażnik graniczny Władysław Pieczychlebek. 14 sierpnia 1939 r. na przejściu granicznym Szarlej Wschód (pradopodobnie to przejście graniczne Szarlej Biały), funkcjonariusz Policji Polskiej Wiktor Szwagiel aresztował osobę podejrzaną o przynależność do organizacji dywersyjnej. Inna osoba, zamachowiec zastrzelił policjanta w celu uwolnienia zatrzymanego, aresztowany zbiegł do Niemiec, zamachowiec został ujęty[10].

Kluczową rolę miały odegrać trzy zainscenizowane incydenty w rejonach nadgranicznych Górnego Śląska 31 sierpnia 1939 roku[11].

Inicjatywa przeprowadzenia trzech incydentów pochodziła z Kancelarii Rzeszy. Wysłała ona polecenia do Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu (OKW), w których zobowiązała je do wycofania wojsk z ustalonych odcinków granicznych na czas przeprowadzenia akcji specjalnych. Rozkazano także odkomenderowanie niezbędnych osób do tych trzech akcji. Natomiast Abwehra (Wywiad Wojskowy) miała dostarczyć polskie uzbrojenie i wyposażenie dla 150-osobowego oddziału. Rozkaz zorganizowania tych akcji otrzymał szef Policji, SS-Reichsführer Heinrich Himmler[12], a nadzór nad ich realizacją powierzono szefowi Służby Bezpieczeństwa (SD) SS-Gruppenführerowi Reinhard Heydrichowi[12] oraz podległemu mu szefowi Gestapo SS-Oberführerowi Heinrich Müller. Intensywne przygotowania do trzech akcji rozpoczęły się na początku sierpnia. Miejscem pierwszej akcji miał być niemiecki urząd celny w miejscowości Stodoły. Placówka została zaatakowana przez „polski” oddział wojskowy, a dla uwiarygodnienia napadu, na miejscu pozostawiono martwych „napastników” w polskich mundurach. Druga akcja miała mieć miejsce w miejscowości Byczyna, gdzie oddział „polskich powstańców” w ubraniach cywilnych zaatakował nadgraniczną niemiecką leśniczówkę, po czym wycofał się bez strat[11].

Przygotowania

[edytuj | edytuj kod]
Naujocks podczas wizyty u Heynricha

Na początku sierpnia SD pod przewodnictwem Reinharda Heydricha (który inspirował się literaturą szpiegowską[5]) rozpoczęła intensywne przygotowania do przeprowadzenia trzech akcji na pograniczu polsko-niemieckim[5][13]. Nadano im wspólną nazwę "Akcja Tannenberg"[14].

W sierpniu 1939 roku prezydent rejencji opolskiej, oficer SS i funkcjonariusz Gestapo Herbert Mehlhorn, został wezwany do stawienia się u Reinharda Heydricha, szefa Sicherheitsdienstu (SD) w Berlinie[15]. Podczas spotkania 8 sierpnia Heydrich poinformował Mehlhorna o planowanym przeprowadzeniu prowokacji na granicy niemiecko-polskiej. Operacja miała zostać zorganizowana na bezpośredni rozkaz Adolfa Hitlera i polegać na upozorowaniu ataków ze strony rzekomych polskich oddziałów. Celem tych działań było stworzenie pretekstu do rozpoczęcia wojny z Polską[15]. Mehlhorn, po zapoznaniu się z planem, wyraził zastrzeżenia co do sensowności i skuteczności prowokacji[16]. Ostrzegał, że akcje z udziałem dużej liczby osób i prowadzone publicznie mogą zostać szybko zdekonspirowane, co zaszkodziłoby reputacji Niemiec na arenie międzynarodowej[16]. Podkreślał także, że przeprowadzanie takich operacji powinno należeć wyłącznie do Wehrmachtu, który dotąd konsekwentnie strzegł swojej wyłącznej roli w prowadzeniu działań wojskowych na terenach przygranicznych[15][16]. Mimo jego zastrzeżeń, Heydrich powoływał się na bezwzględny charakter rozkazu Hitlera, który nie podlegał dyskusji[17][16]. Zaproponował Mehlhornowi objęcie ogólnego kierownictwa nad operacją. Ten jednak, wykazując niechęć wobec planu, nie otrzymał ostatecznie tej funkcji[15][16][b].

9 sierpnia 1939 roku Reinhard Heydrich przyleciał samolotem Ju 52 na lotnisko polowe w Prudniku na Górnym Śląsku po czym oświadczył przybyłemu na spotkanie szefowi Gestapo w Opolu Emanuelowi Schäferowi, że Führer potrzebuje pretekstu do rozpętania wojny, po czym zaproponował omówienie sprawy w bardziej dyskretnym miejscu[18]. Wszyscy (t.j. Schäfer, Heydrich, oraz przybyli z nim adiutant Hauptsturmführer Hans-Hendrik Neumann(inne języki) oraz Obersturmbannführer Otto Hellwig) spotkali się w hotelu Haus Oberschlesin(inne języki) w Gliwicach, gdzie zatrzymały się również inne osoby zaangażowane w planowanie akcji[19]. Podczas wieczornego spotkania w hotelowym barze Heydrich ponownie wyraził przekonanie, że Hitler potrzebuje casus belli, który umożliwiłby rozwiązanie tzw. problemu wschodniej granicy. Przedstawiono plan uzgodniony rzekomo przez Hitlera, Heinricha Himmlera oraz Heydricha, który zakładał upozorowanie ataku polskich oddziałów na terytorium niemieckie[19]. Po zakończeniu rozmów uczestnicy udali się na granicę, by wybrać odpowiednie miejsca do przeprowadzenia planowanych ataków[20].

10 sierpnia Heydrich wezwał do swojego berlińskiego biura funkcjonariusza SD i oficera SS w stopniu Sturmbannführera Alfreda Naujocksa[21] i poinformował o planach napaści na Polskę. Wydał mu polecenia zainscenizowania na granicy polsko-niemieckiej kilku incydentów[22][3]. Pierwszym zadaniem było przebranie w polskie mundury kilku niemieckich więźniów z długoletnimi wyrokami i ich zamordowanie. Polskie mundury zdobyte zostały przez SS-Brigadeführera Hansa Josta[5]. Ciała następnie należało rozrzucić wzdłuż polsko-niemieckiej granicy, w taki sposób, by wyglądało to na atak polskich żołnierzy na posterunki niemieckie[23]. Heydrich podkreślił, że niemiecka prasa zagraniczna oraz propaganda potrzebują prawdziwego dowodu na polską agresję[24].

Jednocześnie wydał mu polecenia, że podczas organizowania akcji nie było wolno nawiązywać żadnego kontaktu z władzami niemieckimi w Gliwicach[25]. Nikt z członków oddziału nie mógł mieć przy sobie żadnych dokumentów, które mogłyby świadczyć o przynależności do SS, SD, policji lub potwierdzać obywatelstwo niemieckie[21][24][25][26].

Naujocks otrzymał polecenie udania się do Gliwic wraz z pięcio- lub sześcioosobową grupą funkcjonariuszy SD i pozostania tam do momentu, gdy Reinhard Heydrich przekaże mu hasło do rozpoczęcia akcji[25]. Zgodnie z rozkazem dwa dni po spotkaniu z Heydrichem, Naujocks skompletował sześcioosobowy zespół. Osobiście wybrał czterech ludzi ze swojego oddziału SD, a dwóch pozostałych - radiotelegrafistę doktora Sch.[27] oraz osobę władającą językiem polskim - wyznaczył Heydrich[28]. Jeden był specjalistą radiowym z Berlina, drugi – spikerem mówiącym po polsku[21][3][c]. 12 sierpnia Naujocks i jego pięcioosobowa grupa udała się do Gliwic dwoma samochodami[24] (niektóre źródła podają datę 15 sierpnia[1]). Aby nie wzbudzać podejrzeń, rozdzielili się i zamieszkali w dwóch różnych hotelach[28]. Naujocks zdecydował się na bardziej luksusowy obiekt Haus Oberschlesien(inne języki) przy Wilhelmstraße (obecnie w tym miejscu znajduje się siedziba władz miejskich przy ulicy Zwycięstwa)[21]. Członkowie grupy zarejestrowali się pod fałszywymi tożsamościami i podawali się za przedsiębiorców prowadzących interesy na Górnym Śląsku oraz inżynierów i geologów prowadzących badania terenowe w rejonie radiostacji[28]. Na miejscu dokonali szczegółowego rozpoznania terenu. Naujocks przeprowadził nawet jeden rekonesans terenu udając domokrążcę[28]. Następnie oczekiwali na sygnał do rozpoczęcia akcji, którym było hasło: „Babcia umarła”[24][26]. Prawdopodobnie się nudzili, ponieważ po czternastu dniach Naujocks zwrócił się do Heydricha z prośbą o zgodę na powrót do Berlina. Zamiast tego otrzymał rozkaz dalszego oczekiwania. 12 sierpnia Hitler wyznaczył termin ataku na Polskę na 26 sierpnia[1], jednak 25 sierpnia termin ten przesunięto na 1 września na 4:30[29].

29 sierpnia straż pocztowa, która ochraniała budynek i wieżę przy ul. Tarnogórskiej, została wycofana i zastąpiona ochroną policyjną z 4 rewiru w Gliwicach[30]. Zmiana ta nie wzbudziła większego zaskoczenia, ponieważ obiekt nadal pozostawał pod ochroną. Powszechnie przypuszczano, że rotacja była związana z mobilizacją oraz napiętą sytuacją przed zbliżającą się wojną. 31 sierpnia major policji 4 rewiru Karl Luban dostał polecenie, by policyjna ochrona radiostacji została zluzowana[31], a liczebność straży zredukowano do zaledwie trzech[21] lub czterech osób: podoficera i trzech policjantów[30][32].

W południe 31 sierpnia 1939 roku zapadła ostateczna decyzja o rozpoczęciu inwazji na Polskę[33]. Tuż przed godziną 13.00 naczelne dowództwo Wehrmachtu przekazało jednostkom rozkaz Hitlera, wyznaczający godzinę uderzenia na 4.45 następnego dnia. Informacja ta szybko rozeszła się wśród kierownictwa aparatu bezpieczeństwa, docierając także do Reinharda Heydricha[33].

Naujocks i jego ludzie, którzy w dalszym ciągu oczekiwali na znak do rozpoczęcia operacji otrzymali telefon w hotelowym pokoju około godziny 16[29][33]. Heydrich polecił, aby oddzwonić na umówiony numer. Po oddzwonieniu, Naujocks usłyszał tylko dwa słowa Großmutter gestorben – (pol. „Babcia umarła”), które były hasłem do rozpoczęcia akcji[21][29]. Dopiero potem, pół godziny (inne źródła mówią o dwóch godzinach[31]) przed rozpoczęciem akcji w hotelu zorganizowano krótką odprawę podczas której, Naujocks wyjaśnił, że zadaniem grupy jest upozorowanie polskiego ataku na gliwicką radiostację oraz przedstawił jej szczegółowy plan[21][29].

Przebieg

[edytuj | edytuj kod]
Stąd nadano komunikat, w głębi – nadajnik Lorenz

Zgodnie z uprzednio przygotowanym planem, oddział Naujocksa złożony z siedmiu osób opuścił hotel (bez dokumentów i wszelkich osobistych przedmiotów, które mogłyby naprowadzić na faktyczne personalia[24][31]) i udał się w stronę radiostacji przy ul. Tarnogórskiej w cywilnych zniszczonych ubraniach[29] dwoma samochodami około 19.30[34] (19-20[29]). Podróż trwała nie dłużej niż kwadrans[21]. Udawali oni cywilnych powstańców śląskich[29]. Na miejscu mieli się pojawić dopiero około godziny 20.00[35]. Dokładny czas rozpoczęcia operacji ustalono około trzech dni wcześniej, a godzinę akcji określono z góry. Godzina 20.00 miała znaczenie praktyczne: o tej porze już zapadł zmrok, a większość ludzi była w domach, słuchając wieczornych wiadomości nadawanych przez radio[21], a jednocześnie pora nie była na tyle późna, by obecność pojedynczych osób na ulicach zwracała uwagę[29].

Pojazdy pozostawiono na ulicy, po czym tuż przed godziną 20, Naujocks wraz z czterema mężczyznami bez trudności wszedł na teren obiektu przez niezamkniętą furtkę obok bramy wjazdowej, podczas gdy dwóch pozostałych czekało przy furtce[21]. Mężczyźni skierowali się pieszo do głównego budynku rozgłośni[34][21]. Według samego Naujocksa wejście do budynku nastąpiło punktualnie o godzinie 20.00.

Policjanci pełniący służbę przy radiostacji (dwóch pilnowało teren pomiędzy radiostacją a bramą, a dwóch było w budce wartowniczej) wiedzieli o rzekomym napadzie, dlatego Naujocks bez problemu dostał się na teren[32]. Również portier nie znajdował się na swoim stanowisku, co umożliwiło swobodne wtargnięcie do wnętrza obiektu[34]. Po telefonie – na osobisty telefoniczny rozkaz Himmlera – usunięto częściowo ochronę radiostacji. Ówczesny pułkownik Karl Lubau, kierujący I rewirem policyjnym w Gliwicach, wspominał, że 31 sierpnia 1939 roku wezwano go do komendanta Schutzpolizei, który polecił natychmiastowe zastąpienie dotychczasowej warty funkcjonariuszami policji bezpieczeństwa. Decyzję tę uzasadniono rozkazem Heinricha Himmlera, nie podając żadnych dodatkowych wyjaśnień[36]. O godz. 18.00 skierowano tam dwóch funkcjonariuszy policji, z których jeden miał wpuścić napastników przez furtkę w ogrodzeniu, a drugi wszedł do środka, sfraternizował się z załogą i w czasie napadu – jako zaaresztowany towarzysz niedoli pracowników – pilnował, by ci nie postąpili „nierozważnie”.

O godzinie 20 członkowie grupy uzbrojeni w pistolety maszynowe i rewolwery. Weszli przez tylne drzwi do budynku radiostacji gliwickiej[37] i bez przeszkód dotarli do sali nadajnika, gdzie było trzech ludzi: telegrafista Erich Nawroth, dyżurny maszynista Kotz oraz dozorca budynku Foitzik w asyście policjanta[29][21][34][38]). Wszyscy słuchali wiadomości wieczornych, nadawanych i retransmitowanych z Wrocławia o 20.00[29]. Napastnicy byli uzbrojeni w pistolety maszynowe i rewolwery. Gdy w budynku pojawiła się grupa pięciu cywilów, którzy weszli do studia Foitzik wyszedł im naprzeciw i zapytał o cel wizyty, lecz w odpowiedzi napastnicy wyjęli broń i oddali kilka ostrzegawczych strzałów w sufit. Zastraszenie strzałami i krzykiem pracownicy nie podjęli próby oporu[34]. Natychmiast wydano im rozkaz podniesienia rąk[38]. Jako pierwszy podporządkował się dyżurny policjant, a dopiero po nim zdezorientowani pracownicy radiostacji. Wszystkich spędzono do piwnicy, gdzie cała czwórka została skrępowana mocnym sznurem, którym związano im ręce na plecach, a dodatkowo na szyje założono pętle – bezpośrednio na gołą skórę pracowników, natomiast policjantowi na kołnierz munduru[38]. Związanych ustawiono w piwnicy, twarzą do ściany, pod strażą uzbrojonego esesmana[21][29][39][40][38].

Zasięgi niemieckich stacji radiowych na Śląsku. 09.1939
Alfred Naujocks

W tym czasie specjalista radiotechniczny z grupy napastników, dr Sch., napotkał nieprzewidziane problemy[41]. Usiłował on uruchomić mikrofon, jednak bezskutecznie[38]. Okazało się, że grupa trafiła do stacji nadawczej przy Tarnowitzer Landstraße 131 (dzisiejsza ulica Tarnogórska) w której były urządzenia przekaźnikowe i wzmacniające, a powinni udać się do oddalonego o jakieś cztery kilometry studia nagraniowego przy ulicy Radiowej gdzie były pomieszczenia redakcji, sala koncertowa i studio nadawcze[21][31]. Dopiero później ujawniono, że radiostacja od 1935 roku nie nadawała regularnego programu, a jedynie sporadyczne komunikaty ostrzegawcze przez tzw. „mikrofon burzowy”[41]. Nie był przez to w stanie uruchomić urządzeń nadawczych i wyemitować sygnału[29]. Był on zagłuszany przez silniejszy nadajnik położony 150 kilometrów dalej, we Wrocławiu[29]. Po trwających ponad 10 minut poszukiwaniach kolejno przyprowadzano do studia pracowników radiostacji, żądając od nich wyjaśnień co do obsługi urządzeń[40][42]. Jako pierwszego wprowadzono telegrafistę Nawrotha, któremu, grożąc pistoletem i uderzając w plecy, zadawano pytania o techniczne warunki emisji. Nawroth wyjaśnił, że nadawanie możliwe jest wyłącznie za pośrednictwem przewodów należących do urzędu telefonicznego[42].

Ostatecznie po groźbach pobicia zmuszono załogę do wydania tzw. mikrofonu burzowego[29][43][31]. Znaleziono go w szafie z narzędziami i podłączono do instalacji[44]. Był to zwykły mikrofon radiowy, służący kilka razy w roku do zawiadamiania radiosłuchaczy o nadciągającej burzy[31]. Nie były to ostrzeżenia, ale informacje, że za chwilę radiostacja przerwie nadawanie ze względu na wyładowania atmosferyczne. Chodziło o to, żeby radiosłuchacze poczekali na zakończenie burzy i nie regulowali w tym czasie częstotliwości szukając sygnału stacji (na tanich odbiornikach w ciągu dnia na Górnym Śląsku można było słuchać tylko niemieckiej radiostacji z Gliwic i polskiej – z Katowic)[d]. Jeden z pracowników wydał i podłączył ten mikrofon. Dzięki niemu udało się przerwać sygnał z Wrocławia i wyemitować wiadomość, że radiostacja została przejęta przez Polaków[41] i odezwę nawołującą do powstania śląskiego[45][46]. Inne źródła ([21]) mówią, że podejmowano nieudane próby uruchomienia urządzeń tzw. studia awaryjnego, aby nadać w eter komunikat w języku polskim[21]. W ostateczności postanowiono skorzystać z mikrofonu połączonego bezpośrednio z urządzeniami w sali nadajnika[21]. Kiedy mikrofon został w końcu podłączony, odczytano tekst odezwy[21][44]. Wchodzący w skład grupy Naujocksa lektor[c] zaczął czytać po polsku[37][45][3] (lub w dwóch językach[41][47]) kilkuminutowy (w swoich zeznaniach Naujocks twierdził że trwał 3 – 4 minuty[48][49]) komunikat z którego miało wynikać, że nadszedł czas wojny Polski przeciwko Niemcom[37], kończący się słowami Niech żyje Polska![41][47]. Po zakończeniu na polecenie Naujocksa oddano strzały w powietrze w celu spotęgowania wrażenia ataku[44]. Treść samego wystąpienia nie została dokładnie ustalona[44]. Do radiosłuchaczy dotarło jednak tylko 9 wyrazów: Uwaga, tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskich rękach…[50] Następnie radio zamilkło z przyczyn, których dotąd nie wyjaśniono[51]. Ponieważ sygnał radiowy docierał tylko lokalnie w okolice Gliwic[41][48], mocodawcy Naujocksa, siedzący przy odbiornikach radiowych w Berlinie, nie usłyszeli żadnego sygnału, a cała starannie zaplanowana operacja zakończyła się niepowodzeniem w tym momencie[21][52]. Nie jest jasne, czy Naujocks nie zweryfikował, że w budynku przy ul. Tarnogórskiej nie znajdowała się stacja nadawcza, a jedynie przekaźnik oraz urządzenia wzmacniające, czy też mógł zostać wprowadzony w błąd przez kompanów z jego zespołu[21]. Kierownik techniczny rozgłośni, przebywający w tym czasie w mieszkaniu służbowym, zwrócił uwagę na zakłócenia w odbiorze i krótką przerwę w transmisji, po której usłyszał komunikat informujący o rzekomym opanowaniu stacji przez Polaków. Natychmiast udał się do budynku radiostacji, gdzie w studiu zobaczył obcych mężczyzn zajętych obsługą aparatury; jeden z nich skierował w jego stronę broń palną[44]. Kierownik techniczny Klose zdołał uderzyć jednego z napastników, po czym zbiegł do mieszkania służbowego i zawiadomił naczelnika urzędu telefonicznego[44].

W tym czasie, gdy oddział Naujocksa próbował nadać komunikat funkcjonariusze gestapo przywieźli pod radiostację czterdziestoletniego mieszkańca Łubia, Franciszka (Franza) Honioka, zatrzymanego dzień wcześniej[31][53]. Był to obywatel niemiecki narodowości polskiej, uczestnik powstań śląskich. Zaaresztowano go dzień wcześniej, przywieziono odurzonego zastrzykiem, gdzie, przy bramie, dwóch ludzi Naujocksa odebrało go z rąk gestapo[21]. Naujocks po wojnie zeznawał, że otrzymał człowieka i kazał położyć przy wejściu do budynku[48]. Według jego zeznań był żywy, ale nieprzytomny[48][53]. Naujocks próbował otworzyć mu oczy, ale nie mógł ocenić, czy żyje na podstawie jego oczu, lecz jedynie po oddechu[48][49]. Nie zauważył też ran postrzałowych, jedynie trochę krwi na całej twarzy[48][49][53]. Przy opuszczaniu budynku kierowca Naujocksa zauważył leżącego przy drzwiach mężczyznę, nie wykazującego oznak życia; nie dostrzegł jednak przy nim śladów krwi[53]. Po zakończeniu akcji uczestnicy nie zatrzymywali się przy ciele ofiary, dążąc do jak najszybszego opuszczenia budynku. Naujocks, wychodząc z rozgłośni, zauważył mężczyznę leżącego w pobliżu wejścia; przy słabym oświetleniu dochodzącym z wnętrza dostrzegł obrażenia głowy i ślady krwi[54]. Dodaje, że miał na sobie cywilne ubranie[48]. Po niedługim czasie na miejsce dotarli także policjanci Schutzpolizei z pobliskiego rewiru. Wówczas ciało zostało już przetransportowane go do budynku nadajnika i położone w maszynowni, tuż przy drzwiach, jako dowód, że napastnikami byli polscy powstańcy[21]. Tam najprawdopodobniej go zastrzelono[21]. Zadbano przy tym, żeby przy sobie miał prawdziwe dokumenty. Uznaje się go za pierwszą ofiarę II wojny światowej[21].

Lokalnej policji nie włączono w śledztwo, by uniknąć komplikacji[52]. Dowody obciążające Polaków zostały sfabrykowane przez Gestapo, które na miejsce prowokacji przywiozło również odurzonych niemieckich więźniów (tzw. „konserwy”)[37][52] przebranych w polskie mundury jako polskich partyzantów[37][47][55][56]. W odpowiednim momencie esesmani, którzy ich pilnowali, zastrzelili wszystkich więźniów, a potem pozostawili zwłoki zamordowanych przedstawiając ich ciała jako grupę polskich napastników[22]. Ich ciała odpowiednio upozorowano i sfotografowano, a zdjęcia przedstawiono zagranicznym korespondentom akredytowanym w III Rzeszy 1 września 1939 roku[52][57].

Po wydarzeniach w radiostacji Naujocks spędził w Gliwicach jeszcze jedną noc po czym udał się do Berlina gdzie tłumaczył się Heydrichowi z tego, że polskiego apelu nie można było usłyszeć w radiu. Twierdził, że nie wynikało to z nieudolności grupy Naujocksa, tylko z warunków technicznych i braku anteny do nadawania[51].

Odbiór w mediach

[edytuj | edytuj kod]
Radiostacja gliwicka – część budynku, przez którą weszli napastnicy

Już około godziny 22:30, 31 sierpnia 1939 roku, niemieckie radio po raz pierwszy podało informację o „incydentach granicznych” i rzekomym rajdzie uzbrojonych „Polaków” na radiostację w Gliwicach. Rankiem 1 września niemiecka prasa szeroko opisywała napad na niemiecką stację nadawczą, który miał być przeprowadzony przez uzbrojonych i umundurowanych polskich żołnierzy[43]. W niemieckiej prasie z 1 września 1939 roku incydent w Gliwicach określono jako „poważny incydent graniczny”[52], lecz Hitler, przemawiając w Reichstagu, wspomniał ogólnie o 14 rzekomych „okrutnych czynach” popełnionych przez Polaków na granicy, unikając szczegółów[52]. Dowody przygotowane przez SS nie wytrzymałyby krytyki niezależnej komisji, ale szybki rozwój wydarzeń wojennych uniemożliwił jej powołanie[52]. Mimo nieudanej transmisji następnego dnia Das 12 Uhr Blatt(inne języki) podawał:

polscy powstańcy śląscy zameldowali się przy mikrofonie jako polska radiostacja gliwicka (...). Ogłosili, że miasto Gliwice i radiostacja (...) znajdują się w polskich rękach oraz ogłosili podłą i oszczerczą mowę względem Niemiec (...).

Das 12 Uhr Blatt (1.09.1939), Altenhöner 2019 ↓, s. 93

Jeszcze 31 sierpnia 1939 roku hitlerowska agencja prasowa Deutsches Nachrichtenbüro(inne języki) (DNB) opublikowała oficjalny komunikat dotyczący wydarzeń w Gliwicach:

Dzisiaj wieczorem, około godziny 20:00, radiostacja w Gliwicach została zaatakowana przez polskich napastników. Polacy siłą wtargnęli do studia i zdołali nadać odezwę w języku polskim oraz częściowo po niemiecku. Po kilku minutach zostali jednak obezwładnieni przez funkcjonariuszy policji, których zaalarmowali miejscowi słuchacze. W trakcie akcji musiano użyć broni palnej, w wyniku czego napastnicy ponieśli straty w ludziach”

.

Radiostacja widziana ze szczytu wieży antenowej

Dalsza część komunikatu przedstawiała atak na rozgłośnię w Gliwicach jako część szerszej ofensywy: Napad na gliwicką radiostację był prawdopodobnie sygnałem do ogólnego ataku polskich powstańców na terytorium Niemiec. Mniej więcej o tej samej porze – jak dotąd ustalono – oddziały powstańcze przekroczyły granicę w dwóch innych miejscach. Były to silnie uzbrojone grupy, najpewniej wspierane przez regularne jednostki Wojska Polskiego[58]. Komunikat kończyła informacja o dalszych walkach: Oddziały niemieckiej granicznej policji bezpieczeństwa stawiały zacięty opór. Walki nadal trwają[58].

1 września 1939 roku, na łamach „Völkischer Beobachter”, oficjalnego organu NSDAP, pojawiły się informacje o rzekomych polskich powstańcach i członkach „polskiego korpusu ochotniczego powstańców górnośląskich”. W relacjach medialnych przedstawiano rzekome ataki jako działania zbrojne przeprowadzane przez „polskich powstańców”, mające stanowić początek szerszej ofensywy przeciwko Niemcom. Media ograniczyły się jedynie do potępienia „polskich prowokacji” i wskazania na radiostację w Gliwicach oraz urząd celny w Stodołach w powiecie raciborskim oraz leśniczówkę w pobliżu Byczyny (powiat kluczborski) jako miejscowości związane z rzekomymi zdarzeniami[59]. Szczególną uwagę mediów nazistowskich skupiała rzekoma napaść na gliwicką radiostację[60]. W kolejnych dniach informowano, że napad na radiostację w Gliwicach miał być wspierany przez żołnierzy regularnych Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej[61]. Nie przedstawiono jednak żadnych dowodów na potwierdzenie tych doniesień – ani zdjęć, ani nazwisk.

Dwadzieścia lat później pewien mieszkaniec Gliwic śledzący zajścia w radiu wspominał:

Zamieszanie, przerwa w nadawaniu, (...) polskie slogany, później znów zamieszanie (...) i komunikat, że Polacy napadli na radiostację i ją zajęli. (...) Słuchało się tego jak słuchowiska (...), a niektórzy z Gliwic myśleli, że ktoś pijany pozwolił sobie na głupi żart.

Wnioski

[edytuj | edytuj kod]

Pod względem technicznym napad na radiostację w Gliwicach skończył się niewypałem i kompromitacją organizatorów, którzy popełnili jeszcze wiele innych błędów. Radiostacja w Gliwicach znajdowała się pięć kilometrów w głąb niemieckiego terytorium, co sprawiało, że trudno było wyjaśnić, jak polski oddział zdołał przedostać się tak daleko za linie wroga, nie zostając zauważonym[62]. Incydent ten okazał się tak mało wiarygodny jako pretekst do wojny, że nie przekonał nie tylko międzynarodowej opinii publicznej, ale również komisji Wehrmachtu, która miała zbadać rzekome zbrodnie wojenne[62]. Jedynie wcześniej przygotowana niemiecka opinia publiczna była skłonna uwierzyć w oficjalną wersję wydarzeń i uznać, że Niemcy zostały zaatakowane[62]. Hitler był jednak na to przygotowany. Wcześniejsze o rok doświadczenia z licznych prowokacji w czeskim Kraju Sudetów, własny udział w puczu monachijskim i kilka zamachów na Hitlera miało jedną wspólną cechę: wszystkie były w jakimś aspekcie nieudane. Należało więc cały zamysł przeprowadzić tak, by spodziewane trudności techniczne nie zniweczyły celu napadu. Dla propagandy niemieckiej była on dużym sukcesem szeroko opisywanym w mediach. Przygotowano obszerny komunikat o „polskich prowokacjach”, który dwie godziny później został nadany przez wszystkie nadajniki państwowej rozgłośni Deutschlandsender(inne języki) (31 sierpnia 1939, godz. 22.30). W ten sposób Hitler zyskał pewność, że wieść o rzekomym naruszeniu niemieckiej granicy przez Polskę na pewno dotrze do Wielkiej Brytanii i Francji. Dzięki temu „sukcesowi” Naujocks umocnił swoją pozycję w szeregach SD, a wraz z utworzeniem 27 września 1939 Reichssicherheitshauptamt (Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy) (RSHA) został szefem wywiadu zagranicznego SD, a jego bezpośrednim przełożonym został Heydrich[51].

To znów posłużyło do ostatecznego wzmocnienia trwającego już wiele miesięcy procesu wielopiętrowej psychomanipulacji politycznej, którego ostatecznym efektem miała być bierność Francji i Anglii wobec niemieckiej agresji na Polskę. Założenia Hitlera i Ribbentropa co do możliwości ograniczonego terytorialnie konfliktu z Polską okazały się iluzją 3 września 1939, z chwilą wypowiedzenia wojny III Rzeszy przez Wielką Brytanię i Francję. W konsekwencji III Rzeszę czekał nie Blitzkrieg, czy seria Blitzkriegów, lecz długa, umiędzynarodowiona wojna na wyczerpanie.

Dochodzenie

[edytuj | edytuj kod]

Na skutek nadanej w eterze audycji pojawili się natomiast policjanci z rewiru czwartego, znajdującego się w odległości około 700 metrów od radiostacji[63]. Zostali oni jednak zatrzymani przez funkcjonariusza SD uzbrojonego w pistolet, który nakazał mu natychmiastowe odejście. Zanim przybyli członkowie „oddziału konserw” zdążyli już opuścić miejsce akcji. Grupa Naujocksa również bez przeszkód odjechała. Wkrótce potem na miejsce przybyło pięciu funkcjonariuszy Schutzpolizei pod dowództwem Oberleutnanta. Ubrani po cywilnemu agenci poinformowali ich, że dochodzenie przejęło gliwickie gestapo, a policja ochronna nie ma już nic do zrobienia. Analogiczny komunikat otrzymała również miejscowa policja kryminalna[64]. Gestapo pojawiło się na miejscu bezpośrednio po napadzie, co świadczy o tym, że jego udział był przewidziany i zsynchronizowany z całą operacją[65]. Oznaczało to, że zarówno Schutzpolizei, jak i Kriminalpolizei zostały całkowicie odsunięte od śledztwa w sprawie radiostacji.

Pierwsze czynności dochodzeniowe przeprowadzili funkcjonariusze gestapo. Jako jeden z pierwszych na miejscu pojawił się Arkadius Solms, ówczesny sekretarz kryminalny pracujący zarówno w policji kryminalnej, jak i w gestapo. Wchodząc do studia nadawczego, zobaczył przed sobą pulpit rozdzielczy, a po jego lewej stronie leżącego na podłodze człowieka[65]. Następnie przystąpił do dokumentowania zdarzenia. Solms, wykonując swoje obowiązki służbowe, sporządził serię około dziesięciu–dwunastu fotografii zwłok znalezionych w studiu nadawczym. Fotografował ciało z różnych ujęć, zarówno z bliska, jak i z pewnej odległości używając lampy błyskowej, a następnie zabezpieczył liczne odbicia palców[66] z przedmiotów znalezionych na miejscu[67].

Po zakończeniu działań w radiostacji przekazał zabezpieczone ślady inspektorowi kryminalnemu, a sam udał się do laboratorium, aby wywołać negatywy. Po około godzinie otrzymał telefoniczny nakaz natychmiastowego przerwania pracy oraz zapakowania zarówno szklanych płyt, jak i wywołanych już negatywów. Zażądano ich niezwłocznego przekazania i przesłania do Berlina[66]. W tym celu zorganizowano pilny transport lotniczy, by fotografie mogły jak najszybciej trafić do centrali[67]. Funkcjonariusz Gestapo Fritz H., będący tymczasowo w Rudach został wezwany nocą z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku do Gliwic. Dotarł tam około 22 i około godziny 1 w nocy został wysłany na lotnisko z zapieczętowaną kopertą zawierającą fotografie. Zdjęcia te musiały zostać niezwłocznie przesłane do Berlina[68], gdzie planowano ich wykorzystanie w propagandowych publikacjach. Ostatecznie jednak zdjęcia nie zostały zatwierdzone do użytku, ponieważ nie przedstawiały ciała Franciszka Honioka w sposób, jaki oczekiwano w Berlinie — Solms skupił się głównie na detalach technicznych, takich jak ślady krwi i odciski palców[67], nie pokazując Honioka w kontekście gliwickiej radiostacji, co sprawiało, że zdjęcia były bezużyteczne propagandowo[69].

Ówczesny funkcjonariusz kryminalny przy gliwickiej placówce gestapo, Bernhard Meyer, zeznał, że otrzymał polecenie przygotowania się do wyjazdu[70]. Dopiero w samochodzie dowiedział się, iż celem podróży była radiostacja. Podróżował w towarzystwie dwóch innych funkcjonariuszy i z rozmów w drodze wywnioskował, że Solms wcześniej wykonał dokumentację fotograficzną. Bernhard Meyer zeznał, że nie poinformowano go o celu wyjazdu, a do udziału w akcji wybrano go prawdopodobnie ze względu na jego umiejętności fotograficzne. Po szybkim przyjeździe do radiostacji drzwi otworzył im starszy mężczyzna w cywilnym ubraniu, który zaprowadził ich do studia nadawczego[70]. W pomieszczeniu znajdowały się urządzenia techniczne i duży stół z mikrofonem. Przed stołem leżało ciało mężczyzny w znoszonym drelichu, a kilka metrów dalej — drugie, podobne z wyglądu. Meyer nie zauważył śladów krwi ani ran; ciała wyglądały na martwe, lecz nie został tego pewien. Wykonał dwa zdjęcia obejmujące obie postaci i, jak wspominał, funkcjonariusze Gestapo bardzo się spieszyli. Po krótkiej wizycie ekipa natychmiast wróciła do placówki[70]. Bernhard Meyer wspominał, że już w samochodzie funkcjonariusz Gestapo odebrał mu aparat fotograficzny, którego nigdy nie odzyskał[71]. Tego samego dnia dowiedział się, iż zdjęcia wysłano samolotem do Berlina. Fotografie wykonane wcześniej przez Solmsa prawdopodobnie nie zostały zaakceptowane w centrali. Potrzebowano ujęć z widocznymi „powstańcami”, więc przypuszczalnie rankiem następnego dnia przywieziono do radiostacji dwóch więźniów z Sachsenhausen, którzy po sesji zostali zabici[71].

lata 40.

[edytuj | edytuj kod]
pułkownik John Amen, amerykański przesłuchujący w procesach norymberskich
Wilhelm Canaris (1940)
Feldmarszałek Wilhelm Keitel

Temat ataku na radiostację przez okres wojny nie był specjalnie podnoszony. Powrócił po zakończeniu II wojny światowej, a po raz pierwszy szerzej omówiono go podczas procesów norymberskich w latach 1945–1946. Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze oskarżył Służbę Bezpieczeństwa (SD) o bezpośrednią odpowiedzialność za przeprowadzenie prowokacji gliwickiej[61].

W trakcie dziewiątego i dziesiątego dnia procesu norymberskiego przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym zeznania złożył były generał major Erwin von Lahousen, oficer Abwehry, pracujący w jej wydziale odpowiedzialnym za działania zagraniczne (Abteilung Ausland). Przesłuchiwał go pułkownik John Amen(inne języki), reprezentujący oskarżycieli ze strony Stanów Zjednoczonych[72]. Na pytanie dotyczące ewentualnego zaangażowania Wehrmachtu w działania dywersyjne poprzedzające planowaną agresję na Polskę, Lahousen udzielił odpowiedzi twierdzącej. Wskazał przy tym kryptonim operacji mającej zostać przeprowadzoną bezpośrednio przed rozpoczęciem działań wojennych – „Unternehmen Himmler”. Świadek zeznał również, że w połowie sierpnia 1939 roku zarówno kierowana przez niego sekcja II wywiadu wojskowego, jak i sekcja I, podlegająca pułkownikowi Piepenbrockowi[e], otrzymały rozkaz przygotowania odpowiednich dokumentów identyfikacyjnych[72].

lata 60.

[edytuj | edytuj kod]

W późniejszym czasie tematem prowokacji gliwickiej zainteresowali się historycy, a w 1963 roku niemiecka prokuratura wszczęła oficjalne śledztwo – początkowo w Hamburgu, a po śmierci jednego z podejrzanych w 1966 roku, w Düsseldorfie. W toku postępowania ustalono, że trzy wspomniane incydenty miały charakter inscenizowanych działań przygotowanych przez stronę niemiecką[60]. Śledztwo podjęto między innymi z uwagi na fakt, że prowokacje te doprowadziły do śmierci ludzi, a zgony te nie były skutkiem działań wojennych, lecz rezultatem celowo zaplanowanych i przeprowadzonych operacji[60].

Ustalenie tożsamości jedynej ofiary śmiertelnej incydentu w gliwickiej radiostacji przez długi czas pozostawało niepewne, podobnie jak wiele innych aspektów związanych z tym wydarzeniem[73]. Znaczny wkład w wyjaśnienie tych zdarzeń miały śledztwa prowadzone przez prokuraturę, które pozwoliły uchwycić powiązania oraz szeroki kontekst całej operacji. W trakcie postępowania przesłuchano zarówno osoby biorące udział w zajściach, jak i bezpośrednich świadków[73]. Po zakończeniu dochodzenia przez prokuraturę w Düsseldorfie, sprawa została przekazana do dalszego rozpoznania przez prokuraturę przy Sądzie Najwyższym w Berlinie(inne języki), gdzie włączono ją do szerszego postępowania dotyczącego działalności Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA)[73].

Dotychczasowy stan wiedzy na temat prowokacji gliwickiej opiera się na analizie dostępnych materiałów archiwalnych, zeznań świadków, wspomnień oraz opracowań historycznych opracowanych przez wielu autorów. Umożliwiły one odtworzenie głównych faktów i mechanizmów stojących za przeprowadzoną prowokacją[61][72].

Podsumowanie

[edytuj | edytuj kod]
  1. Prowokacja gliwicka była tak utajniona, że nie odnaleziono dotychczas żadnych śladów na piśmie. Prawdopodobnie nie opatrzono jej żadnym kryptonimem. Była natomiast częścią szerszej akcji prowokacji o kryptonimie Himmler. Heinrich Himmler zwrócił się do Canarisa (szefa Abwehry), by ten wydał 150 polskich mundurów do wykorzystania w trzech różnych operacjach. Wizytował też osobiście teren innego planowanego na ten sam dzień napadu (na niemiecką komorę celną w Hochlinden – obecnie dzielnica Rybnika, Stodoły).
  2. Prowokacja gliwicka była wykorzystana propagandowo w przemówieniu Adolfa Hitlera w Reichstagu 1 września 1939 roku. Adolf Hitler powiedział „Tej nocy po raz pierwszy polscy żołnierze regularnych sił zbrojnych otworzyli ogień na naszym terytorium. Od godziny 5:45 [sic] odpowiadamy ogniem.”[74] Rzekomy atak regularnych sił polskich miał uzasadniać użycie siły wobec Polski oraz zapobiec wykonaniu zobowiązań sojuszniczych Wielkiej Brytanii i Francji wobec Polski. Celem Hitlera była międzynarodowa izolacja II Rzeczypospolitej i ograniczona wojna polsko-niemiecka, bez przekształcenia jej w konflikt o szerszym zasięgu. Izolacji Polski miał służyć Pakt Ribbentrop-Mołotow, który w intencji miał również powstrzymać Francuzów i Brytyjczyków od wypowiedzenia wojny III Rzeszy w przypadku agresji Niemiec na Polskę. Celem Stalina było doprowadzenie do wojny światowej „państw imperialistycznych”, bez udziału ZSRR we wstępnym etapie i rozbiór Polski, co dało się bezpiecznie przeprowadzić tylko pod warunkiem neutralności lub bezczynności Anglii i Francji. Szereg incydentów granicznych na czele z prowokacją gliwicką zmierzał do obarczenia Polski winą za wszczęcie wojny i dostarczenie Francji i Wielkiej Brytanii pretekstu do bierności.
  3. Jak w roku 1951 wykazał Edmund Osmańczyk[75] przygotowano ponad 200[1], a przeprowadzono kilkadziesiąt różnego rodzaju napadów na użytek propagandy. Miały być one „dowodami polskich prowokacji”. Tym działaniom (w większości wymierzonym w mniejszość niemiecką, zamieszkałą w Polsce) przysługiwałaby nazwa „prowokacji polskich”, gdyby rzeczywiście wykonali je Polacy. Niemcy poprzez te działania jednocześnie prowokowali Polskę do akcji policyjnych przeciw agenturze wśród mniejszości niemieckiej w Polsce, a Francję i Wielką Brytanię do zaniechania wykonania zobowiązań sojuszniczych wobec Polski wobec „oczywistego pogwałcenia praw mniejszości niemieckiej w Polsce”, analogicznie do założeń propagandowych dywersji Partii Sudeckoniemieckiej Konrada Henleina w Kraju Sudetów wymierzonych w rząd Czechosłowacji latem i jesienią 1938, jako przygotowaniem do aneksji Kraju Sudetów przez III Rzeszę przy akceptacji Wielkiej Brytanii i Francji na konferencji monachijskiej (wrzesień 1938).
  4. Napastnicy byli ubrani po cywilnemu. Udawali powstańców śląskich, a ci (w latach 1919, 1920 i 1921) walczyli w ubraniach roboczych. Zmagająca się z bolszewikami Polska dostarczała powstańcom różnorodnej pomocy, ale nie dawała im mundurów, bo to byłoby równoznaczne z wypowiedzeniem Niemcom wojny. Użycie polskich mundurów w Gliwicach 31 sierpnia 1939 było też niemożliwe choćby dlatego, że w mieście stacjonowały tysiące niemieckich żołnierzy, szykujących się do zaatakowania Polski następnego dnia. Z tego powodu np. opóźniono rozpoczęcie roku szkolnego, przypadające w Niemczech na 15 sierpnia, gdyż wszystkie większe szkoły zajmowało wojsko. Radiostacja była oddalona od granicy z Polską o ok. 10 kilometrów, więc w przedarcie się przez całe miasto oddziału polskiego nikt by nie uwierzył. Polskich mundurów użyto w innych operacjach, przeprowadzonych tego samego wieczora po niemieckiej stronie granicy: w Hochlinden (Stodoły, dziś dzielnica Rybnika) i w Pitschen (Byczyna k. Kluczborka, napad na leśniczówkę).
  5. O samych napastnikach wiemy niewiele. Prawdopodobnie w większości byli to esesmani znający język polski; na pewno jednak nie kryminaliści. Po akcji spokojnie wrócili do hotelu w centrum miasta. Żaden z nich wówczas nie zginął. Co najmniej trzech, w tym sam Naujocks, przeżyło wojnę, a ich zeznania odnotował m.in. prokurator Alfred Spieß (współautor wspomnianej wcześniej publikacji).
Tablica opamiętująca wydarzenie

Kontrowersje

[edytuj | edytuj kod]

Kulisy i przebieg prowokacji gliwickiej został dość dokładnie poznany dopiero po wojnie w roku 1945 w Niemczech Zachodnich, podczas śledztw i procesów norymberskich[52][3]. Ustalonej wówczas wersji trzymają się z grubsza dwa najważniejsze filmy o prowokacji gliwickiej: Der Fall Gleiwitz[76] i Operacja Himmler[77]. Natomiast do obiegu naukowego weszła inna, zupełnie dowolna narracja na ten temat. Do jej rozpropagowania przyczyniły się m.in. dzieła[78]Normana Daviesa, który – z braku źródłowych opracowań polskich – korzystał z publikacji anglojęzycznych. Historiografia PRL-owska ograniczała się w tej sprawie do propagandy i nie przeprowadziła najbardziej elementarnych dowodów.

Prowokacja gliwicka w publikacjach

[edytuj | edytuj kod]

W obszernej bibliografii przedmiotu wyróżnia się praca niemieckich autorów Alfreda Spießa i Heinera Lichtensteina pod tytułem Unternehmen Tannenberg. Der Anlass zum Zweiten Weltkrieg wydana w Monachium w 1979 roku[13], w Polsce wydana w roku 1990 przez wydawnictwo Bellona pod tytułem Akcja Tannenberg. Pretekst do rozpętania II wojny światowej[79].

Walorem książki Spießa i Lichtensteina jest wydobycie wielu cennych zeznań i dowodów, a także pokazanie przygotowań do trzech operacji (Gliwice, Stodoły, Byczyna) na tle stosunków panujących w najwyższych sferach nazistowskiego aparatu władzy. Autorzy jednak nie odwiedzili Gliwic i błędnie opisali sam przebieg napadu. Obszerne fragmenty tej książki opublikował tygodnik „Der Spiegel” w 1979 roku, a następnie jej fragmenty ukazały się w „Życiu Literackim” w trzech kolejnych numerach w sierpniu i na początku września tego samego roku[80].

W 1953 roku Mehlhorn wypowiedział się na temat wydarzeń w Gliwicach w książce Sprawa Tannenberg. Później zapewniał, że jest to opis zgodny z prawdą. Twierdził, że jego celem było przyczynienie się do wyjaśnienia wydarzeń historycznych[15].

Zobacz też

[edytuj | edytuj kod]
  1. Fragment przemówienia Hitlera w Reichstagu, funkcjonującym po pożarze w operze Krolla w Berlinie; 1 września 1939, ok. godz. 10:00.
  2. Należy zauważyć, że po odmowie bezpośredniego udziału w prowokacjach granicznych, Heydrich przesunął Mehlhorna na niższe stanowisko administracyjneSpiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 15 oraz ograniczył jego zadania jedynie do kontroli oraz nadzoru planów akcji „Stodoły” i „Byczyna”. Udział Mehlhorna ograniczać miał się jedynie do konsultacji sztabowych w wątpliwych sprawachSpiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 17Szefer 1983 ↓, s. 33
  3. a b Spiker (polski urzędnik bankowy i informator Gestapo z Opola) dołączył do zespołu dopiero godzinę przed atakiem; nie był on był funkcjonariuszem SD (Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 43)
  4. Ówczesne odbiorniki radiowe nie były wyposażone we wbudowane anteny ferrytowe. Do odbioru stacji radiowych w zakresach fal: długich, średnich i krótkich wymagały podłączenia anteny zewnętrznej – zwykle odcinka przewodu – linki miedzianej, od masztu na dachu budynku – przez przepust w ramie okiennej, do gniazda antenowego – podobnej do anteny odwrócone V. Antena zewnętrzna stanowiła zagrożenie podczas bliskiej burzy – możliwość przeniesienia indukowanego przepięcia od wyładowania atmosferycznego, wymagała odłączenia i uziemienia, więcej: Włodzimierz Trusz, Jan Dombrowicki: Radio i telewizja w domu. Warszawa: Wydawnictwa Komunikacyjne, 1958, s. 185. OCLC 833260976. (pol.).
  5. Sekcja odpowiedzialna za pozyskiwanie informacji wywiadowczych; Nachrichtenbeschaffung

Przypisy

[edytuj | edytuj kod]
  1. a b c d Guz 2009 ↓, s. 145.
  2. Szefer 1989 ↓, s. 10.
  3. a b c d e Chinciński 2010 ↓, s. 160.
  4. Szefer 1983 ↓, s. 7.
  5. a b c d e Böhler 2011 ↓, s. 88.
  6. Roszkowski 2003 ↓, s. 398.
  7. Whitehead 2008 ↓.
  8. Paweł Gradek: Zanim wybuchła wojna. przegladlokalny.eu. [dostęp 2025-10-25]. (pol.).
  9. Napady band hitlerowskich i penetracja patroli niemieckich na pograniczu. Gazeta Pomorska, 1939-08-30. [dostęp 2025-10-25]. (pol.).
  10. Tomasz Chinciński. Niemiecka dywersja w Polsce w 1939 r. w świetle dokumentów policyjnych i wojskowych II Rzeczypospolitej oraz służb specjalnych III Rzeszy. „Pamięć i Sprawiedliwość”, s. 175. Instytut Pamięci Narodowej. ISSN 1427-7476. (pol.). 
  11. a b Berezowski 2024 ↓.
  12. a b Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 15.
  13. a b Spieß i Lichtenstein 1979 ↓.
  14. Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 21.
  15. a b c d e Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 16.
  16. a b c d e Szefer 1983 ↓, s. 33.
  17. Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 20.
  18. Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 17.
  19. a b Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 18.
  20. Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 19.
  21. a b c d e f g h i j k l m n o p q r s t u v w x Tracz ↓.
  22. a b Davies 2008 ↓, s. 192.
  23. Altenhöner 2019 ↓, s. 91.
  24. a b c d e Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 22.
  25. a b c Szefer 1983 ↓, s. 32.
  26. a b Chinciński 2010 ↓, s. 161.
  27. Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 43.
  28. a b c d Whitehead 2008 ↓, s. 6.
  29. a b c d e f g h i j k l m n Altenhöner 2019 ↓, s. 92.
  30. a b Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 68.
  31. a b c d e f g Guz 2009 ↓, s. 146.
  32. a b Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 69.
  33. a b c Szefer 1983 ↓, s. 60.
  34. a b c d e Szefer 1983 ↓, s. 63.
  35. Miszta 2009 ↓, s. 142.
  36. Szefer 1983 ↓, s. 61.
  37. a b c d e Greczko i inni 1974 ↓, s. 17.
  38. a b c d e Szefer 1983 ↓, s. 64.
  39. Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 99.
  40. a b Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 100.
  41. a b c d e f Böhler 2011 ↓, s. 89.
  42. a b Szefer 1983 ↓, s. 65.
  43. a b Chinciński 2010 ↓, s. 166.
  44. a b c d e f Szefer 1983 ↓, s. 66.
  45. a b Altenhöner 2019 ↓, s. 93.
  46. Whitehead 2008 ↓, s. 3.
  47. a b c Stargardt 2017 ↓, s. 54.
  48. a b c d e f g Chinciński 2010 ↓, s. 165.
  49. a b c Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 158.
  50. Dylewski, Jatta i Werle 2019 ↓, s. 47.
  51. a b c Altenhöner 2019 ↓, s. 104.
  52. a b c d e f g h Böhler 2011 ↓, s. 91.
  53. a b c d Szefer 1983 ↓, s. 67.
  54. Szefer 1983 ↓, s. 68.
  55. Krasuski 2004 ↓, s. 450.
  56. Krasuski 1969 ↓, s. 397.
  57. Hastings 2013 ↓, s. 18.
  58. a b Szefer 1983 ↓, s. 20.
  59. Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 11.
  60. a b c Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 12.
  61. a b c Szefer 1983 ↓, s. 22.
  62. a b c Stargardt 2017 ↓, s. 55.
  63. Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 106.
  64. Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 108.
  65. a b Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 109.
  66. a b Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 110.
  67. a b c Dylewski, Jatta i Werle 2019 ↓, s. 52.
  68. Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 111.
  69. Dylewski, Jatta i Werle 2019 ↓, s. 53.
  70. a b c Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 112.
  71. a b Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 113.
  72. a b c Szefer 1983 ↓, s. 23.
  73. a b c Spiess i Lichtenstein 1990 ↓, s. 13.
  74. Address by Adolf Hitler – September 1, 1939 [online], fcit.usf.edu [dostęp 2020-01-20].
  75. Osmańczyk 1951 ↓.
  76. Der Fall Gleiwitz, reż. Gerhard Klein, DEFA Berlin 1961. Czarno-biały film NRD-owski, wyświetlany w Polsce pod tytułem Tu radio Gliwice. W wersji niemieckiej film dostępny na krążku DVD.
  77. Operacja Himmler, reż. Zbigniew Chmielewski, 1979. Polski telewizyjny dokument fabularyzowany. 80 min., kolor.
  78. Davies 1981 ↓.
  79. Spiess i Lichtenstein 1990 ↓.
  80. Szefer 1983 ↓, s. 9.

Bibliografia

[edytuj | edytuj kod]

Linki zewnętrzne

[edytuj | edytuj kod]