Katastrofa budowlana na Śląsku (2006)

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Katastrofa budowlana na Śląsku
Państwo  Polska
Miejsce Chorzów
Rodzaj katastrofy zawalenie hali
Data 28 stycznia 2006
Godzina ok. 17:15
Ofiary śmiertelne 65 osób
Ranni ponad 170 osób
Położenie na mapie Chorzowa
Mapa lokalizacyjna Chorzowa
miejsce katastrofy
miejsce katastrofy
Położenie na mapie Polski
Mapa lokalizacyjna Polski
miejsce katastrofy
miejsce katastrofy
Ziemia 50°17′25″N 19°00′08″E/50,290278 19,002222Na mapach: 50°17′25″N 19°00′08″E/50,290278 19,002222
Commons Multimedia w Wikimedia Commons
Wikinews Wiadomości w Wikinews

Katastrofa budowlana na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich28 stycznia 2006 roku około godziny 17:15, podczas trwania wystawy gołębi pocztowych, zawalił się dach hali Międzynarodowych Targów Katowickich (MTK) położonej na granicy Katowic, Chorzowa i Siemianowic Śląskich (województwo śląskie).

W czasie katastrofy w hali znajdowało się około 700 osób, zwiedzających i wystawców. W jej wyniku zginęło 65 osób, a ponad 170 zostało rannych, w tym około 13 cudzoziemców – Niemcy, Belgowie, Francuzi, Czesi, Węgier, Słowak oraz Holender. Była to największa tego typu katastrofa we współczesnych dziejach Polski.

Przyczyny tragedii[edytuj | edytuj kod]

Przy wyjaśnianiu przyczyn tragedii rozpatrywane było równolegle kilka wątków:

Nadmiar śniegu na dachu[edytuj | edytuj kod]

Istniała hipoteza, że powodem zawalenia się dachu mogła być gruba, nieusuwana regularnie warstwa śniegu przekształcającego się od spodu w warstwę lodu. Pracownicy hali donoszą, że było go aż 1,5 metra. Inni świadkowie twierdzili, że śniegu nie było. Według strażaków i osób biorących udział w akcji, pokrywa śniegu i lodu zalegająca na pozostałościach dachu miała ok. 0,5 metra.

Sam zarządca obiektu przyznał, że śnieg był usuwany pod nadzorem osoby – w ocenie zarządu – przygotowanej do oceny prawidłowości wykonania operacji, ale jednocześnie przyznawał, że pewna jego warstwa pozostała, gdyż niemożliwe byłoby jej usunięcie bez uszkodzenia warstwy izolacyjnej dachu. Do usunięcia śniegu została najęta firma zewnętrzna.

Ilość i szacunkową wagę śniegu i lodu, a także jak długo śnieg zalegał na dachu, a co za tym idzie, czy dach faktycznie był odśnieżany, jak utrzymuje zarząd obiektu, badali biegli glacjolodzy.

Ilość śniegu na dachu była winą obopólną zarówno architekta, który zaprojektował wiele małych klimatyzatorów, lecz także konstruktora, który nie wziął pod uwagę możliwości wytworzenia się worków śnieżnych. Bardzo prawdopodobne było także to, że dach był nieprawidłowo odśnieżany (śnieg zamiast zrzucany w dół był przenoszony z miejsca na miejsce, by później jedną wielką górkę zrzucić na dół), co mogło spowodować lokalnie zwiększone obciążenia na dach.

Psychoza spowodowana spekulacjami na temat przeciążenia śniegiem spowodowała, że zimą 2006 r. masowo odśnieżano płaskie dachy wielu budynków, niezależnie od ich konstrukcji (również wykonane z masywnych płyt żelazobetonowych, zasadniczo niewrażliwych na takie obciążenia).

Błędy konstrukcyjne i wykonawcze[edytuj | edytuj kod]

Nie wykluczano, że powodem zawalenia się dachu mogły być błędy konstrukcyjne i wykonawcze, co sugerowały osoby biorące udział w przygotowaniu stoisk wystawowych w czasie innych, wcześniejszych targów. Sprawę badała też prokuratura, która miała sygnały, że w momencie katastrofy nie były otwarte wszystkie drzwi ewakuacyjne.

Większa część elementów nośnych została źle zaprojektowana, co przy dodatkowym obciążeniu śniegiem i wiatrem spowodowało przekroczenie nośności. Część połączeń została wykonana nieprawidłowo (np. połączenia na jedną śrubę nie do końca dokręconą), co w efekcie spowodowało zniszczenie połączenia i runięcie dachu. Konstruktor źle przyjął schematy statyczne do obliczeń (nie uwzględnił tzw. worków śnieżnych), na skutek czego cały szkielet od początku był skazany na zniszczenie. Biegli ustalili także, że wykonanie niektórych elementów pozostawiało wiele do życzenia (np. blachy łączące czterogałęziowy słup nie zostały przyspawane na pełny przetop), co w połączeniu ze wszystkimi błędami popełnionymi przez konstruktora musiało zakończyć się katastrofą.

Innym błędem było wadliwe zaprojektowanie wielogałęziowych słupów, w których nie przewidziano głowicy, lecz montowano poszczególne dźwigary do pojedynczych gałęzi słupów. Nie zastosowano też stężeń połaciowych i pionowych, przez co nie zapewniono połaciom dachowym odpowiedniej sztywności, a elementom ściskanym stateczności.[1].

Szef projektującej halę MTK firmy Eko-Tech II, Jacek Jasiński, 30 stycznia usiłował popełnić samobójstwo w opolskim hotelu Mercure podcinając sobie żyły. Został jednak uratowany, a następnie przesłuchany. Faktyczny projektant hali nie posiadał stosownych uprawnień, dlatego projekt został podpisany przez innego konstruktora. Według Grzegorza Buczka ze Stowarzyszenia Architektów Polskich takie nielegalne praktyki budowlane są w Polsce powszechne[2].

Wcześniejsze uszkodzenia[edytuj | edytuj kod]

Policja i prokuratorzy badali też doniesienia o tym, że dach hali mógł być już miejscami uszkodzony, co miało nastąpić kilka lat wcześniej. Za taką ewentualnością przemawiał ujawniony amatorski materiał wideo z akcji odśnieżania w 2002, z którego wynikało, że usunięcie śniegu rozpoczęto, gdy jego warstwa wynosiła ok. 1,5 do 3 metrów. Taka ilość śniegu ważyła ok. 60 000 ton (dla porównania śnieg zalegający na dachu MTK w momencie katastrofy ważył według ocen biegłych ok. 2500 ton). Zdaniem ekspertów już wtedy mogło dojść do przeciążenia i uszkodzenia konstrukcji dachu. Tezę tę potwierdzały zeznania wielu świadków – pracowników i wystawców korzystających z hali w czasie poprzednich imprez. Zeznali oni, że dach poważnie przeciekał, wręcz "lał", a powierzchnia wystawiennicza w tych miejscach była wynajmowana taniej.

Kolejnym argumentem przemawiającym za taką ewentualnością był proces sądowy przed Sądem Okręgowym w Gliwicach o odszkodowanie od ubezpieczyciela, firmy Hestia za straty finansowe spowodowane uszkodzeniem dachu. Uginający się od śniegu dach podparto wspornikami i przyspawano łączące je elementy. Od firmy ubezpieczającej zarząd MTK zażądał 339 tysięcy złotych, natomiast Hestia wyceniła szkody i koszty operacji na nieco ponad 15 tysięcy złotych. W procesie o wysokość odszkodowania Sąd Okręgowy w Gliwicach na podstawie orzeczenia biegłego Kazimierza Lachora, orzekł na niekorzyść ubezpieczyciela i zwolnił zarząd MTK z odpowiedzialności za uszkodzenie konstrukcji oraz zasądził odszkodowanie w kwocie 257 992,67 zł. Według biegłego i sądu nie ma przepisu mówiącego o obowiązku odśnieżania dachów.

Ponowne ugięcie się dachu miało miejsce około 1,5 miesiąca przed katastrofą. Usunięcie części śniegu nie spowodowało wyprostowania się dachu.

Ustalenia biegłych[edytuj | edytuj kod]

W raporcie przekazanym prokuraturze na początku maja 2006 powołani przez nią biegli podali jako powód katastrofy zmiany dokonane w projekcie wykonawczym w porównaniu do projektu budowlanego. Zmiany te polegały na zmniejszeniu liczby wsporników oraz innych elementów wzmacniających. Biegli mieli także sporo problemów z ustaleniem, kiedy projekt oficjalnie został przekazany władzom. Z udostępnionych informacji wynika, że budowa ruszyła zanim projekt trafił do urzędu. Z nieoficjalnych źródeł można się było także dowiedzieć, że konstruktor ograniczył swoją wiedzę do ślepego zatwierdzania kolejnych obliczeń, o czym może świadczyć na przykład różnica w klasie stali projektu wykonawczego i tego, z którym zapoznali się biegli.

Zdaniem biegłych katastrofa mogła nastąpić w każdej chwili, natomiast obciążenie dachu śniegiem było bezpośrednią przyczyną zawalenia się osłabionej przez projektanta konstrukcji dachu.

Wyniki tej ekspertyzy zostały potwierdzone przez prof. inż. Antoniego Biegusa z Politechniki Wrocławskiej w listopadzie 2006.

Akcja ratownicza[edytuj | edytuj kod]

Ranni trafili do szpitali w Katowicach, Chorzowie, Siemianowicach Śląskich, Bytomiu, Sosnowcu, Rudzie Śląskiej, Dąbrowie Górniczej, Tychach i Piekarach Śląskich. W chwili po zdarzeniu poszkodowanych ratowali ludzie współuczestniczący w wystawie Gołąb 2006, ochroniarze obiektów MTK i mieszkańcy okolicznych budynków mieszkalnych. Po zgłoszeniu zdarzenia rozpoczęto zawodową akcję ratowniczą. W akcji ratowniczej brały udział: blisko 103 zastępy strażaków Państwowej Straży Pożarnej (ponad 1300 osób), ratownicy górniczy z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego z Bytomia, zespoły ratownictwa medycznego w tym lekarze i ratownicy medyczni z woj. śląskiego, Grupy Poszukiwawczo-Ratownicze z psami ratowniczymi: Małopolska GPR PSP z Nowego Sącza, GPR PSP Łódź oraz GPR OSP Kęty, 230 policjantów z sąsiednich miast, strażnicy miejscy, żołnierze podlegli oddziałom Żandarmerii Wojskowej w Gliwicach i w Krakowie oraz ratownicy górscy GOPR z Grupy Jurajskiej i Grupy Beskidzkiej. W akcji ratowniczej wzięli również udział ratownicy katowickiego oddziału Maltańskiej Służby Medycznej. Do Polski również przyjechali niemieccy ratownicy, lecz ze względu na brak potwierdzonych kwalifikacji do tego typu działań, a także dostateczną liczbę rodzimych ratowników nie zostali wpuszczeni na miejsce katastrofy. Całą akcją dowodził Komendant Wojewódzki PSP w Katowicach nadbryg. Janusz Skulich. Działania utrudniały m.in. możliwość zawalenia się ocalałej części hali, a także panujący tej nocy kilkunastostopniowy mróz.

Akcja ratownicza prowadzona była przy obecności specjalistów budownictwa, którzy starali się ustalić przyczynę katastrofy budowlanej. Ze względu na niebezpieczeństwo zawalenia się pozostałej części hali prokurator nie mógł od razu przystąpić do zabezpieczania dowodów. Będący na terenie zdarzenia wicepremier a jednocześnie Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Ludwik Dorn, obserwujący i nadzorujący akcję oświadczył, że akcja ratownicza prowadzona była „znakomicie”.

W kolejne dni po zakończeniu akcji ratowniczej ruiny hali były wielokrotnie przeszukiwane przez psy Państwowej Straży Pożarnej i Policji przeszkolone do poszukiwania zwłok. Dodatkowo wykorzystano elektroniczny sprzęt do lokalizacji osób zasypanych używany w działaniach poszukiwawczo-ratowniczych. Pozwoliło to na zlokalizowanie ciał trzech kolejnych ofiar (w tym jednego cudzoziemca).

Prace rozbiórkowe[edytuj | edytuj kod]

3 lutego w miejscu katastrofy rozpoczęły się prace rozbiórkowe. Zdecydowano, że zawalona stalowa konstrukcja dachu ważąca kilkaset ton musi zostać rozebrana przy użyciu ciężkiego specjalistycznego sprzętu, choć początkowo nie zostanie on użyty, ponieważ w gruzowisku mogą się jeszcze znajdować ludzkie zwłoki. Dlatego postanowiono, że robotnikom będą asystować ratownicy.

Według straży pożarnej, rozebranie całej zawalonej konstrukcji i dokładne sprawdzenie miejsca katastrofy mogłoby zająć nawet miesiąc.

Ostatecznie po rozpoczęciu w trakcie prac rozbiórkowych odnaleziono zwłoki jeszcze 2 osób (poprzedni bilans zawalenia dachu wynosił 63 ofiary śmiertelne). Ostatnie zwłoki znaleźli ratownicy Małopolskiej Grupy Poszukiwawczo Ratowniczej PSP z psem "Bona" w dniu 14 lutego.

Rano 19 lutego odsłonięto spod gruzów i zawalonych konstrukcji ostatnie fragmenty podłogi dawnej hali. Nie znaleziono więcej ciał ofiar. Odnaleziono jeszcze dwa żywe gołębie, które w ruinach przeżyły 22 dni.

Ustalanie winnych tragedii[edytuj | edytuj kod]

21 lutego 2006 o szóstej rano Policja zatrzymała i doprowadziła do Prokuratury Rejonowej w Katowicach dwóch członków zarządu Międzynarodowych Targów Katowickich: Bruce’a Robinsona (prezesa, obywatela Nowej Zelandii) i Ryszarda Z., a także dyrektora technicznego MTK Adama H. Dokonano również przeszukania z udziałem Bruce’a Robinsona. W tym samym dniu jednemu z nich przedstawiono zarzut nieumyślnego spowodowania tej katastrofy oraz umyślnego spowodowania niebezpieczeństwa powstania takiej katastrofy. Oskarżonemu grozi do 8 lat pozbawienia wolności. Dwu pozostałych zatrzymanych jest przesłuchiwanych.

23 lutego 2006 sąd w Katowicach tymczasowo aresztował na trzy miesiące członka zarządu Ryszarda Z. oraz dyrektora technicznego Adama H. Późnym popołudniem tego samego dnia sąd wydał postanowienie o trzymiesięcznym areszcie w stosunku do drugiego członka zarządu Bruce'a R.

26 czerwca 2006 policja zatrzymała trzech projektantów zawalonej hali Jacka J., Szczepana K. i Andrzeja W. Dwóm pierwszym postawiono zarzut umyślnego doprowadzenia do katastrofy budowlanej. Trzeciemu podejrzanemu postawiono zarzut nieumyślnego doprowadzenia do katastrofy.

Akt oskarżenia i rozprawa[edytuj | edytuj kod]

Prokurator zakończył śledztwo w końcu czerwca 2008. Zdecydowano się postawić zarzuty 14 osobom: projektanci budynku Jacek J. i Szczepan K. będą odpowiadać za bezpośrednie narażenie życia ludzkiego, za co grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności, a dyrektorzy Bruce R. i Ryszard Z. oraz 7 innych osób za zaniedbania, za co grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności. Przed sądem stanie również powiatowa inspektor nadzoru budowlanego Maria K., którym postawione zostały lżejsze zarzuty.

Akt oskarżenia został skierowany do sądu 18 lipca 2008.

Biegli ustalili, że główną przyczyną katastrofy był błędny projekt wykonawczy budynku, znacznie różniący się od (prawidłowego) projektu budowlanego. Celem zmiany było ograniczenie kosztów budowy. Prokurator posiada również dowody (w postaci e-maili, które pisali do siebie) na to, że członkowie zarządu byli świadomi zagrożenia, ale mimo tego nie wydali polecenia usunięcia śniegu zalegajacego na dachu, choć rzeczoznawca zalecił podjęcie tych czynności i dodatkowo weryfikację projektu wykonawczego.

Jeden z oskarżonych, koordynator techniczny Piotr I., któremu postawiono zarzut zaniedbania wydania polecenia otwarcia drzwi ewakuacyjnych, przyznał się do winy i wyraził chęć dobrowolnego poddania się karze. Ze śledztwa wynika, że nikt nie zginął z powodu jego zaniedbania.

Z sekcji zwłok wynika, że żadna z ofiar nie zmarła z powodu wyziębienia – wszyscy zginęli na skutek obrażeń odniesionych podczas zawalenia się dachu.

Rozbieżności w lokalizacji MTK[edytuj | edytuj kod]

Media podawały zamiennie miejsce katastrofy jako Katowice lub Chorzów, co jest wynikiem położenia MTK na granicy dwóch miast. Targi mają katowicki adres – ul. Bytkowska 1b, natomiast obszar, na którym stoją budynki biurowe oraz hale wystawiennicze, znajduje się na terenie Chorzowa. Powoduje to, że w doniesieniach medialnych pojawiały się pozorne nieścisłości. Pomiędzy miastami konurbacji górnośląskiej nie ma naturalnych granic. Tworzą one jeden obszar miejski, a granice miast mają tylko funkcję administracyjną.

Reakcje polityków[edytuj | edytuj kod]

Na miejsce tragedii przyjechali prezydent Polski Lech Kaczyński, premier rządu Kazimierz Marcinkiewicz, minister w Kancelarii Prezydenta RP Andrzej Urbański oraz minister zdrowia Zbigniew Religa, którzy zapoznali się z przebiegiem akcji ratowniczej.

Minister transportu i budownictwa Jerzy Polaczek wieczorem poinformował o powołaniu komisji, mającej zająć się zbadaniem przyczyn katastrofy w Katowicach. Najprawdopodobniej był nią śnieg znajdujący się na dachu hali. Komisją kierować będzie Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego Marek Naglewski.

Wicepremier Ludwik Dorn podkreślił, że tylko w styczniu 2006 dwukrotnie upominał wojewodów, by dokładnie sprawdzać, czy nie grożą katastrofy budowlane, spowodowane śniegiem i mrozem. W całej Polsce przeprowadzono kontrole dużych obiektów. Właściciele budynków, którzy nie dostosują się do nakazu odśnieżenia dachów, są karani mandatami.

Kazimierz Marcinkiewicz w wywiadzie dla Sygnałów Dnia zwrócił uwagę, że akcja powiodła się dzięki temu, że na Śląsku wprowadzono niedawno nowy system ratownictwa medycznego. Premier zapowiedział, że rząd będzie pracował nad ustawami o ratownictwie medycznym oraz o sytuacjach kryzysowych, a także zmieni prawo budowlane, by w przyszłości uniknąć ryzyka katastrof budowlanych spowodowanych śniegiem. Nowa ustawa zakładać ma zaostrzenie kar za nieodśnieżanie dachów budynków wielkopowierzchniowych oraz ewentualne ich zamykanie, gdyby zbyt duża ilość śniegu stwarzała zagrożenie dla przebywających tam osób.

Żałoba narodowa i pomoc[edytuj | edytuj kod]

Pomnik upamiętniający zmarłych w katastrofie MTK

Prezydent Lech Kaczyński ogłosił ponad trzydniową[3] żałobę narodową, która trwała na terenie całego kraju do 1 lutego oraz przeznaczył milion złotych z budżetu kancelarii prezydenta na pomoc rodzinom ofiar i ofiarom tragedii. Nakazał też telewizji publicznej, koncesjonowanym mediom oraz wszystkim czasopismom uczczenie pamięci ofiar. Odwołane zostały imprezy rozrywkowe i kulturalne, a stacje telewizyjne wprowadziły zmiany w programach.

Rozdziałem środków pomocowych miał się zająć wojewoda śląski. Na koncie specjalnym wojewody znalazło się w sumie 3 mln złotych pochodzących z budżetu państwa. Urząd wojewódzki miał zajmować się rozdystrybuowaniem tych środków. W pierwszej kolejności miały być dokonane wypłaty dla członków rodzin ofiar katastrofy, po 1 tys. złotych na osobę – razem ponad 360 tysięcy złotych. Premier zapowiedział, że w razie potrzeby rząd przeznaczy więcej pieniędzy. 22 lutego 2006 Kancelaria Premiera RP poinformowała, że zostały przyznane pierwsze renty specjalne. Podczas dyskusji w Sejmie w dniu 24 maja 2006 przedstawiciele rządu poinformowali o przyznaniu 44 rent specjalnych (wynoszą one około 450 PLN netto) wypłacanych do 25 roku życia.

Z pomocą pospieszyli też mieszkańcy sąsiednich państw. Niemcy zaoferowali wysłanie specjalnej ekipy do poszukiwania zaginionych pod zwałami gruzu osób, jednak władze polskie uznały, iż taka pomoc nie jest potrzebna, gdyż dysponują wystarczająca liczbą przeszkolonych ratowników i sprzętu. Słuszność stanowiska władz potwierdził późniejszy przebieg akcji ratowniczej. Czesi wysłali do Katowic 700 litrów krwi w ramach pomocy dla osób poszkodowanych.

Po tragedii zespół Ich Troje nagrał specjalną piosenkę dla uczczenia pamięci ofiar zdarzenia na Śląsku – "Śląsk jest w niebie".

Nowelizacja prawa budowlanego[edytuj | edytuj kod]

Tragedia była bezpośrednim powodem nowelizacji prawa budowlanego. Pod koniec marca 2007 za przyjęciem nowelizacji ustawy głosowało 402 posłów, przeciw było trzech, a sześciu wstrzymało się od głosu. Celem przewodnim wprowadzenia nowych przepisów było zwiększenie bezpieczeństwa budynków, zwłaszcza wielkopowierzchniowych, szczególnie tam, gdzie organizowane są imprezy masowe.

Nowelizacja przewiduje, że budynki o powierzchni zabudowy przekraczającej 2 tys. m². oraz inne obiekty o powierzchni dachu większej niż 1 tys. m² mają być kontrolowane dwukrotnie w ciągu roku — przed okresem zimowym i po jego zakończeniu. Za niedopełnienie tych obowiązków grozić będzie co najmniej 1000 zł grzywny lub kara pozbawienia wolności[4].

Przypisy

Linki zewnętrzne[edytuj | edytuj kod]