Masakry więzienne NKWD 1941

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ofiary mordów NKWD we Lwowie, więzienie przy Łąckiego, początek lipca 1941 roku.
Zdjęcie ofiar NKWD wykonane przez Niemców po wkroczeniu do Lwowa w lipcu 1941 roku.
Żołnierze niemieccy z chusteczkami (jeden w masce przeciwgazowej) nad zwłokami ofiar NKWD we Lwowie.
Rodziny ofiar na miejscu masakry we Lwowie.

Masakry więzienne NKWD 1941masowe zbrodnie komunistyczne dokonane przez funkcjonariuszy NKWD na więźniach politycznych w więzieniach na okupowanych przez Związek Radziecki terenach Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, a także na terenach ZSRR przed 1939 rokiem (Mińsk, Orzeł, Winnica) i na szlakach ewakuacji więzień po agresji III Rzeszy na ZSRR 22 czerwca 1941 roku.

Przebieg wydarzeń[edytuj | edytuj kod]

W dniu 22 czerwca 1941 roku Biuro Polityczne Komunistycznej Partii (bolszewików) Białorusi podjęło uchwałę, zobowiązującą NKWD Białoruskiej SRR do wykonania wyroków śmierci, wydanych na więźniów, przebywających w więzieniach zachodnich obwodów Białorusi.

Dwa dni później szef NKWD, Ławrientij Beria, polecił rozstrzelać wszystkich więźniów znajdujących się w śledztwie oraz skazanych za "działalność kontrrewolucyjną", "sabotaż gospodarczy", "dywersję" i "działalność antysowiecką". Uruchomiło to lawinę zbrodni na więźniach. Według danych sowieckich z 10 czerwca 1941 roku, a więc niemal z przedednia agresji niemieckiej, w kresowych więzieniach przebywało ok. 40 tys. więźniów, w tym:

Łącznie zamordowano ok. 35 tys. uwięzionych m.in. w Brygidkach[1], w więzieniu śledczym NKWD Zamarstynów[2], w więzieniu na ulicy Łąckiego[3] we Lwowie (we lwowskich więzieniach wymordowano do około 7 tys. więźniów), w Łucku ofiarą masakry padło około 2 tys. więźniów, w więzieniu na Łukiszkach w Wilnie około 2 tys., w Złoczowie około 700, Dubnie około 1000, w Prawieniszkach 500 więźniów, oprócz tego w Drohobyczu, Borysławiu[4], w Czortkowie, Berezweczu, Samborze, Oleszycach[5], Nadwórnej[6], Brzeżanach[7]. W ciągu tygodnia, w czerwcu 1941 roku NKWD wymordowało w więzieniach co najmniej 14 700 więźniów, na szlakach ewakuacyjnych zostało zamordowanych przeszło 20 tysięcy.

We wrześniu–październiku 1941 roku NKWD wymordowało również więźniów politycznych w więzieniach w głębi Rosyjskiej Federacyjnej SRR. Wśród nich byli Maria Spiridonowa, Chrystian Rakowski i Siergiej Efron.

Ofiary[edytuj | edytuj kod]

 Z tym tematem związana jest kategoria: Ofiary masakr więziennych NKWD w 1941.

Pogromy Żydów[edytuj | edytuj kod]

Masakry więzienne zostały wykorzystane przez Niemców i współpracujących z nimi nacjonalistów ukraińskich do propagandy antysemickiej. Do największych rozruchów doszło we Lwowie[8].

 Osobny artykuł: Pogromy lwowskie (1941).

Również w Dobromilu podpalono synagogę, a w Samborze zamordowano ok. 50 osób[9].

Prowadzone śledztwa[edytuj | edytuj kod]

Pion śledczy IPN (Oddziałowa komisja ścigania zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie) prowadzi śledztwo o sygn. akt S 51/08/Zk – śledztwo podjęte z zawieszenia 9 maja 2008 roku w sprawie zabójstwa kilkuset osób – więźniów z więzienia w Samborze w województwie lwowskim w okresie od września 1939 do czerwca 1941 roku przez funkcjonariuszy NKWD[10].

Oddziałowa komisja ścigania zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie umorzyła w kwietniu 2009 roku śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznych będących jednocześnie zbrodniami przeciwko ludzkości (sygn. akt S 6/06/Zk), polegających na dokonaniu 23 czerwca 1941 roku w więzieniu w Dobromilu w województwie lwowskim przez funkcjonariuszy NKWD zabójstw około 70 więźniów sprowadzonych z więzienia w Przemyślu, których pozbawiono życia zadając im uderzenia młotem w głowy, zbrodni komunistycznych będących jednocześnie zbrodniami przeciwko ludzkości, polegających na dokonaniu w nocy z 26 na 27 czerwca 1941 roku w Lacku w województwie lwowskim przez funkcjonariuszy NKWD zabójstw z broni palnej oraz przy użyciu młotków do tłuczenia kamieni kilkuset więźniów sprowadzonych z więzienia w Przemyślu, aresztu w Mościskach i innych osób, a także więźniów obozu w Nowym Mieście, zbrodni komunistycznych będących jednocześnie zbrodniami przeciwko ludzkości, polegających na dokonaniu w nocy z 26 na 27 czerwca 1941 roku w więzieniu w Dobromilu w województwie lwowskim przez oficera operacyjnego Rejonowego Oddziału NKWD w Dobromilu Aleksandra M. i innych funkcjonariuszy NKWD zabójstw z broni palnej oraz przy użyciu tępych narzędzi więźniów w liczbie od około 120 do około 180, z powodu niemożności ustalenia w toku śledztwa nazwisk sprawców zbrodni – funkcjonariuszy NKWD[11].

Pion śledczy IPN (Oddziałowa komisja ścigania zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie) prowadzi śledztwo w sprawie dotyczącej masowych zabójstw obywateli polskich – więźniów więzienia w Mińsku, dokonywanych przez funkcjonariuszy NKWD, w okresie od 17 września 1939 do końca czerwca 1941 roku o sygnaturze (S 46/05/Zk)[12].

Przypisy

  1. " W Brygidkach, opuszczonych wieczorem 23 czerwca przez funkcjonariuszy NKWD, więźniowie zaczęli się dobijać do drzwi cel, gdy nikt ich nie otwierał dla wyniesienia przepełnionych „paraszy" (kiblów). Nad ranem, zaniepokojeni, dojrzeli przez szpary między deskami „kozyrków" (blind), że na „wyszkach" (kogutkach - wieżach strażniczych) nie ma strażników. W jednej z cel wyrwali deski z podłogi i używając ich jako taranu wyłamali drzwi, w innej - wylali „paraszę" na podłogę, rozbili ją i obręczami wyłamali drzwi. Potem otworzyli inne cele. Tłum więźniów zebrał się na podwórzu więzienia, ale nie mogli oni sforsować zewnętrznych bram. Część tylko zdołała znaleźć wyjście i wydostała się z więzienia - przez wyważoną z zewnątrz bramę i przez dach. Jeszcze w nocy z wtorku na środę, 24 na 25 czerwca, krótko po północy uwolniono z jednej z cel wielu księży, a wśród nich ks. Bogdanowicza. Nie opuścił on jednak więzienia, chcąc nieść pomoc innym. Około godz. 4 rano powróciła jednak załoga więzienia i z dwu stron otworzyła ogień z karabinów maszynowych na zgromadzonych więźniów. Niektórzy uciekający zginęli już na ulicy. Ci, których nie dosięgły na podwórzu kule, powrócili do swoich cel, do współwięźniów, którzy bali się je przedtem opuścić. Cele zamknięto, więźniom kazano ułożyć się na podłodze, nie pozwalając się podnosić, a następnie zaczęto wywoływać po trzech, czterech i rozstrzeliwać przy warkocie zapuszczonych silników samochodowych. Zwalniano z więzienia jedynie więźniów kryminalnych. Pozostający jeszcze w więzieniu przy życiu więźniowie nie dostawali już odtąd jedzenia. Tak trwało przez wszystkie dni aż do soboty. W sobotę zapadła w więzieniu cisza. Z jednej z ocalałych cel na piętrze zobaczono odjeżdżających samochodami funkcjonariuszy NKWD. Zdołano jakoś otworzyć klapę „karmuszki" - otworu we drzwiach, przez który podawano do celi jedzenie - i jakiś chudy więzień przedostał się tędy na korytarz. Otworzył drzwi swej celi i celi naprzeciwko, gdzie jeszcze pozostali żywi więźniowie. Zaczęli ostrożnie schodzić na dół. Dostali się do kuchni, gdzie w kotłach była jeszcze gorąca zupa. Potem uwolnili jeszcze zamknięte w jednej z cel siedzące tam przerażone, półnagie kobiety. Spod jakichś drzwi spływał na korytarz strumyk krwi. Gdy drzwi otwarto, oczom ukazały się ułożone w stosy ciała pomordowanych więźniów. Krew płynęła spod bramy więziennej ulicą Byka i spływała do ścieku podwórzowego po drugiej stronie ulicy, gdzie był skład żelaza. Spośród kilku tysięcy więźniów trzymanych w Brygidkach ocalało - poza tymi, którym udało się zbiec wcześniej - zaledwie około stu mężczyzn z dwu cel i garstka kobiet. Wśród tych ostatnich znalazły się warszawskie kurierki ZWZ: aresztowana jeszcze w pierwszej połowie 1940 r. Helena Wiślińska „Ala" („Kinga"), idąca we wrześniu do Lwowa z „Marcyniukiem", „Hanka" Nehrebecka oraz Maria Masłowska „Mura", ujęta przy przekraczaniu granicy w 1941 r. Więźniowie, opuszczając gmach więzienia, podpalili wewnętrzny budynek, w którym mieściła się kancelaria więzienna aby zniszczyć akta, nie chcąc, by dostały się w ręce Niemców." Jerzy Węgierski, Lwów pod okupacją sowiecką 1939-1941, Warszawa 1991, Editions Spotkania, ISBN 83-85195-15-7, s. 270-272
  2. "W więzieniu zamarstynowskim nie potrafiono wykorzystać krótkiego okresu, gdy we wtorek pozostało ono niestrzeżone. W czwartek, 26 czerwca, zaczęto w południe wywoływać więźniów z cel. W celi, w której znalazła się kurierka ppłk. Macielińskiego, Wanda Ossowska, została tylko ona jedna. Czekałam [...] miotając się po celi - wspomina - niezdolna do myślenia, do skupienia się na modlitwę. Nic, tylko obłędny strach i chaos. Tak upłynęła godzina, może dwie. Słyszałam z oddali stłumione głosy wielu ludzi, zdawałam sobie sprawę, że ten tłum więźniów czeka na samochody, czy może ustawiają ich w grupy i prowadzą na dworzec kolejowy. Ale nagle ten gwar ludzi przerwał szum motorów, a więc jadą, już się pewno ładują, stłoczeni pod brezentem wozów, obstawieni strażą [...]. I nagle w szum motorów wdziera się krzyk [...]. Ten krzyk goni detonacja, strzelają [...]. Boże, znów strzelają [...]. Całą noc słyszę ten hałas. Zmieszane dźwięki motorów, krzyków, strzałów. Czasem ponad ten gwar wyrywa się krzyk rozpaczy, strachu, bólu [...]. Już świt, gwar przycicha [...] W całym więzieniu pozostało wśród żywych 5 kobiet i 65 mężczyzn a wśród nich towarzysz Ossowskiej, Roman Fedas. W sobotę w południe przybyli do więzienia ludzie z miasta, opuszczonego już przez Armię Czerwoną, i pomogli więźniom wydostać się. Lekarz, który prowadził Ossowską przez korytarz więzienia, po drodze zaglądał do cel i pokoi. Wejście do jednego zasłonił przed Ossowską, było bowiem pełne zmasakrowanych zwłok, na podłodze były ślady zakrzepłej krwi, dochodził mdły zapach. Jerzy Węgierski, Lwów pod okupacją sowiecką 1939-1941, Warszawa 1991, Editions Spotkania, ISBN 83-85195-15-7 s. 272-273 (..)Do więzienia wojskowego na Zamarstynowie wybrał się też w ów poniedziałek ([30 czerwca 1941 po wkroczeniu Niemców]) ppłk Sokołowski ze swą współtowarzyszką Jadwigą Tokarzewską „Teresą": Bramy więzienia były szeroko otwarte. Wewnątrz na dziedzińcu więziennym pełno ludzi. W domku strażniczym przy bramie zobaczyłem moc skrzynek wyglądających na kartotekę [...]. Znalazł tu m.in. kartę swego syna Andrzeja, aresztowanego w lutym 1940 r., z adnotacją, że został wywieziony (pchor. Andrzej Sokołowski poległ pod Monte Cassino 13 V 1944 r.). I dalej relacjonuje ppłk Sokołowski: Weszliśmy na dziedziniec. Powitał nas straszliwy odór gnijących ciał, idący z otwartych drzwi parteru. W tym smrodzie, zapierającym dech, pracowali Żydzi. Wynosili na plecach z otwartych drzwi okropne, nagie, zmasakrowane ciała ludzkie. Umazane krwią i ociekające posoką, pogryzione prawdopodobnie przez szczury, pozbawione oczu, bez twarzy, rozdęte, były już nie do poznania i miały przerażający wygląd. Jedyne, co im jeszcze pozostało z ludzkiego wyglądu, to włosy. Były tam trupy mężczyzn i kobiet. Żydzi wynieśli ze dwadzieścia zwłok i hitlerowcy przerwali dalsze wynoszenie. Teresa podbiegła do otwartych drzwi i jeszcze szybciej powróciła półprzytomna. Poszedłem i ja. W dużej sali, wyglądającej na wozownię, leżały rozrzucone pod sufit zwłoki ludzkie. A na oko było ich chyba z setka". Jerzy Węgierski, Lwów pod okupacją sowiecką 1939-1941, Warszawa 1991, Editions Spotkania, ISBN 83-85195-15-7 s. 272-273
  3. "W trzecim więzieniu przy ul. Łąckiego ocalało zaledwie kilka osób, które udając zabitych upadły między trupy. Tak przypuszczalnie ocalili się dwaj radiotelegrafiści - „druciki" - przydzieleni pik. Okulickiemu w drodze do Lwowa. W więzieniu tym pastwiono się nad mordowanymi więźniami, przybijano ich do ścian, kobietom obcinano piersi..." Jerzy Węgierski, Lwów pod okupacją sowiecką 1939-1941, Warszawa 1991, Editions Spotkania, ISBN 83-85195-15-7 s. 273.
  4. "Z Borysławia jest relacja jednego z tamtejszych Żydów, których po wkroczeniu wojsk niemieckich zapędzono do usuwania zwłok z aresztu: Zaprowadzili nas [...] na NKWD. Tam już było z 300 Żydów i stamtąd z piwnic kazali wyciągać i segregować trupy. Masy trupów. Część z tych trupów kazali myć. [...] Te trupy nie były zakopane. Były one przysypane ziemią na 5, 10 cm. To wszystko były poza tym świeże trupy. To byli [...] ludzie zaaresztowani tydzień lub 10 dni wcześniej. Tam był też Kozłowski i jego starosta. Siostra, ona miała jakieś 16 lat, miała wyrwane sutki, jakby obcęgami, twarz miała spaloną [...]. Natomiast on jednego oka w ogóle nie miał, a drugie miał zapuchnięte, usta też miał zszyte drutem kolczastym, ręce miał spalone, a zarazem zmiażdżone [...], W sumie tych trupów było jakieś kilkadziesiąt "[...]. "W czterdziestym nas Matko na Sibir zesłali". Polska a Rosja 1939-42. Wybór i opracowanie Jan Tomasz Gross, Irena Grudzińska-Gross. Wyd. I krajowe Warszawa 1990, Wyd. Res Publica i Wyd. Libra ISBN 83-7046-032-1., s.60.
  5. "Nie zdołano zaalarmować wszystkich garnizonów wojskowych, ale za to, nawet w położonych tuż przy linii demarkacyjnej Oleszycach k. Lubaczowa 22 czerwca rano spalono żywcem trzymanych tam w zamku Sapiehów więźniów. Dokonała tego straż graniczna." Jerzy Węgierski op.cit. s.276
  6. "W Bystrzycy Nadwórniańskiej, w lipcu 1941 r. odkopano masowe groby pomordowanych w więzieniu w Nadwórnej - ostatni z pochowanych tam byli zabijani uderzeniem młotka w tył głowy." op. cit s.278
  7. " W Brzeżanach od 26 czerwca zaczęto rozstrzeliwać więźniów, wyprowadzanych pojedynczo na dziedziniec więzienia, zagłuszając odgłos strzałów warkotem motoru traktora. Zwłoki wywożono do przygotowanych i maskowanych potem dołów. Po nalocie niemieckim na miasto, od nocy 29 czerwca do następnego dnia zwłoki nadal rozstrzeliwanych wrzucano z mostu do rzeki Złota Lipa. W sumie zginęło ponad 300 więźniów, reszta - około 80 - uratowała się, gdy straż opuściła więzienie podczas nowego bombardowania." tamże.
  8. W mieście działała Einsatzgruppe SS-Brigadeführera Otto Rascha i grupa Schöngartha, które zamordowały do 16 lipca ok. 7 000 Żydów (na ok. 120.000 żydowskich mieszkańców Lwowa). Grzegorz Motyka "Ukraińska partyzantka 1942-1960", Warszawa 2006 Wyd. Instytut Studiów Politycznych PAN, Oficyna Wydawnicza "Rytm", ISBN 83-88490-58-3 (ISP PAN,) ISBN 83-7399-163-8 (Rytm), ISBN 978-83-88490-58-3; s.98. Witold Mędykowski, ‘Pogromy 1941 roku na terenie byłej okupacji sowieckiej w relacjach żydowskich’, w: Świat nie pożegnany: Żydzi na dawnych ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej w XVIII-XX wieku, red. Krzysztof Jasiewicz, Instytut Studiów Politycznych PAN – Oficyna Wydawnicza "Rytm", Polonia Aid Foundation Trust, Warszawa-Londyn, 2004, ss. 778-784, ISBN 83-7399-083-6, ISBN 83-88490-66-4.
  9. Grzegorz Motyka "Ukraińska partyzantka 1942-1960", Warszawa 2006 Wyd. Instytut Studiów Politycznych PAN, Oficyna Wydawnicza "Rytm", ISBN 83-88490-58-3 (ISP PAN,) ISBN 83-7399-163-8 (Rytm), ISBN 978-83-88490-58-3; s.97.
  10. W toku śledztwa ustalono, że już od około połowy czerwca 1941 roku funkcjonariusze NKWD wywoływali z cel po 5-10 więźniów i – jak się później okazało – rozstrzeliwali ich w piwnicach więzienia. Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej zgromadzono wszystkich więźniów na dziedzińcu więzienia, bo przybył tam prokurator S., naczelnik więzienia M. i trzeci nieustalony cywil. Prokurator S. w rozmowie z naczelnikiem M. i oficerami NKWD polecił zlikwidować więźniów. Po odjeździe wyżej wymienionych osób, więźniów ponownie umieszczono w celach i przez kolejne dni wywoływano dalsze ofiary, które następnie rozstrzeliwano w piwnicach więzienia. W dniu 26 lub 27 czerwca 1941 roku, a według innej wersji w dniu 29 czerwca 1941 r. rozpoczęto ostateczną masową likwidację więźniów. Ofiary wyprowadzano partiami po 50 i więcej osób na jeden z dziedzińców więzienia okolony murami. Do gromadzonych tam więźniów strzelali z broni maszynowej i rzucili granaty funkcjonariusze NKWD rozmieszczeni wokół placu, w oknach pierwszego i drugiego piętra budynku i na wieżyczkach strażniczych. Część więźniów, którzy nie zostali trafieni, rzuciła się z powrotem do wnętrza budynku. Jednocześnie więźniowie, którzy jeszcze przebywali w celach, słysząc strzały i krzyki, dowiedziawszy się o wyprowadzeniu więźniów na egzekucje, zaczęli rozbijać drzwi cel i opuszczać je. Uwolnieni pomagali pozostałym więźniom w wydostaniu się z cel. Rozbili również drzwi cel w piwnicach, gdzie odkryli trzy cele o wymiarach 4 x 2,5 metra zapełnione zwłokami więźniów rozstrzelanych w poprzednich dniach. Zwłoki ułożone były warstwami w dwóch celach do wysokości sufitu, a w trzeciej do połowy jej wysokości. Zwłoki te nie uległy jeszcze rozkładowi i dlatego też więźniowie byli w stanie rozpoznać wśród nich zwłoki współwięźniów, którzy wcześniej byli wywoływani z cel. Przez cały ten czas trwał ostrzał więzienia. Z wieżyczek strzelniczych strzelano w okna cel i do więźniów próbujących ucieczki z budynku więziennego, zsuwających się z pięter po rynnach, wdrapujących się na ogrodzenie. Ostrzał więzienia trwał około trzech godzin, po czym funkcjonariusze NKWD wycofali się pozostawiając nie zamkniętą bramę, co pozwoliło około 40 więźniom, którzy pozostali przy życiu uciec i ukryć się w mieście. Po ucieczce funkcjonariuszy NKWD, w piwnicach więzienia odkryto jeszcze dwie lub trzy cele z zamurowanymi drzwiami i oknami, w których znajdowały się zwłoki ofiar w stanie rozkładu, zamordowanych wcześniej. Nadto w kilka dni po zajęciu Sambora przez Niemców, odkryto nad Dniestrem na tak zwanym „Nowym Świecie” lub „Zadniestrzu” groby, w których były pogrzebane zwłoki 116 – 118 więźniów (w tym dwóch kobiet). Jak wynika z zeznań świadków, mieszkańców Sambora, począwszy od 1940 r. co kilka nocy przyjeżdżały tam samochody z więzienia, a po ich odjeździe widziano w tym miejscu świeżo wzruszoną ziemię i posadzone krzewy. Zwłoki ofiar zidentyfikowanych, zamordowanych w więzieniu, niektóre rodziny pochowały na własnych cmentarzach parafialnych, pozostałe w liczbie 570 pochowano na cmentarzu katolickim w Samborze przy ulicy Biskowickiej. Zwłoki wydobyte nad Dniestrem pogrzebano ponownie na tym samym terenie. Spośród funkcjonariuszy NKWD i władz ścigania w Samborze, poza wymienionym prokuratorem S. i naczelnikiem więzienia M. ustalono również nazwisko funkcjonariusza NKWD J. Ustalenie tożsamości osób, które brały udział w powyższym mordzie w oparciu o dowody osobowe (dokonywane w Polsce przesłuchania) nie jest możliwe. Konieczne jest przeprowadzenie kwerend w stosownych archiwach znajdujących się na terenie Rosji. W konsekwencji opracowano wniosek o udzielenie pomocy prawnej przez organy wymiaru sprawiedliwości Federacji Rosyjskiej, poprzez odnalezienie dokumentów dotyczących wspomnianych zdarzeń więzienia w Samborze. Strona rosyjska odmówiła udzielenia pomocy prawnej w tym zakresie. W toku śledztwa wystąpiono do Biura Udostępnienia i Archiwizacji Dokumentów w Warszawie o przeprowadzenie kwerendy mającej na celu ewentualne odnalezienie dokumentów dotyczących dokonanych zbrodni, ponadto przesłuchiwano w charakterze świadków kolejnych ujawnionych bliskich dla ofiar tych zbrodni
  11. "W wyniku przeprowadzonego w tej sprawie śledztwa ustalono, że w czerwcu 1941 r. przez Przemyśl przebiegała granica niemiecko-sowiecka. W odległości około 28 km na południe od Przemyśla znajduje się miasto Dobromil, które w tamtym czasie leżało na terytorium okupowanym przez ZSRR. W mieście tym przy Rynku znajdowało się niewielkie więzienie przeznaczone dla około 60 do 70 więźniów. Obok więzienia w budynku sądowym mieściła się siedziba NKWD. Po dokonaniu napaści Niemiec hitlerowskich na ZSRR rozpoczęto ewakuację więzienia znajdującego się w części Przemyśla okupowanej przez wojska sowieckie. 23 czerwca 1941 r. z więzienia w Przemyślu przewieziono trzema samochodami ciężarowymi do więzienia w Dobromilu grupę więźniów liczącą około 70 osób. Zostali oni umieszczeni na dziedzińcu więziennym. Więźniowie ci zostali zamordowani na terenie tego więzienia przez funkcjonariuszy NKWD, którzy pozbawiając ich życia uderzali młotem w ich głowy. Zwłoki tych osób przewieziono następnie samochodem ciężarowym do warzelni soli o nazwie „Salina” znajdującej się w miejscowości Lacko. Tam wrzucono je do nieczynnego szybu. Pozostałych więźniów przebywających w więzieniu w Przemyślu podzielono na dwie kolumny ewakuacyjne. Obie te grupy składały się z kilkuset więźniów. Pierwsza kolumna została skierowana pieszo w stronę Dobromila. W grupie tej znaleźli się Władysław G., Feliks G., August S., Franciszek L., Walerian K., Tadeusz Rz., Władysław B., Aleksander J., Tadeusz J., Jan B., Antoni P., Jan R., Antoni S., Teofil P., Karol Z., Józef W., Jakub S., Antoni Z., Ludwik Sz., Bolesław M. Kolumnę tę doprowadzono do warzelni soli znajdującej się w Lacku. Następnie w nocy z 26 na 27 czerwca 1941 r. na terenie tej warzelni soli funkcjonariusze NKWD zamordowali więźniów sprowadzonych z Przemyśla. Osoby te zabijano zarówno przy użyciu broni palnej, jak też poprzez uderzanie ich młotkami do tłuczenia kamieni. Na terenie warzelni soli „Salina” zamordowano również więźniów sprowadzonych z aresztu w Mościskach oraz z obozu w Nowym Mieście. Zamordowano tam również Jana G., Kazimierza P., Mariana A., Tadeusza A., Stanisława Sz., mężczyznę o nazwisku H., mężczyznę o nazwisku W., mężczyznę o nazwisku P. i Kazimierza K. Zwłoki tych osób wrzucono do jednego z nieczynnych szybów, a część z nich zakopano w zbiorowej mogile na terenie warzelni. Druga kolumna więźniów sformowana w Przemyślu została skierowana na wschód w stronę Medyki. Grupa ta została rozproszona po napotkaniu wojsk niemieckich. Tej samej nocy na terenie więzienia w Dobromilu funkcjonariusze NKWD dokonali również przy użyciu broni palnej oraz tępych narzędzi zabójstw znajdujących się tam więźniów w liczbie od około 120 do około 180. Wśród zamordowanych znaleźli się mężczyzna o nazwisku T., Bolesław R., Michał Z., mężczyzna o nazwisku K. , mężczyzna o nazwisku J. i Kazimierz K. W trakcie mordowania więźniów na terenie więzienia w Dobromilu, Naczelnik tej placówki mówił do funkcjonariuszy NKWD, aby nie zabijać ich młotkiem, a używać w tym celu broni palnej. Obecny tam oficer operacyjny Rejonowego Oddziału NKWD w Dobromilu Aleksander M. powiedział wówczas do Naczelnika tego więzienia; „jeżeli tak mówisz, to jesteś taki sam jak oni”, a następnie oddał do niego strzał z broni palnej. 27 czerwca 1941 r. po wkroczeniu do Dobromila wojsk niemieckich mieszkańcy tego miasta udali się do miejscowego wiezienia w celu odnalezienia swoich krewnych i znajomych, aresztowanych przez NKWD. Na korytarzu i schodach więzienia znajdowały się liczne ślady krwi. W jednej z cel na piętrze znaleziono zakrwawione zwłoki dwóch kobiet. Przed schodami prowadzącymi do piwnicy leżały zwłoki trzech mężczyzn. Na dziedzińcu więziennym, ogrodzonym murem i przyległym do budynku więzienia, na środku placu znajdował się wykopany dół o wymiarach około 4 x 4 m wypełniony ciałami pomordowanych więźniów. Masakrę w więzieniu w Dobromilu przeżyli między innymi Józef K., Stanisław P. i Władysław O. Józef K. – mieszkaniec pobliskiego Pacławia został aresztowany w czerwcu 1941 r. i osadzony w więzieniu Dobromilu. W nocy z 26 na 27 czerwca 1941 r. Józef K. podobnie jak inni więźniowie został wyprowadzony z celi przez trzymającego w ręku pistolet funkcjonariusza NKWD, który na korytarzu więziennym oddał strzał w tył jego głowy. Po tym strzale Józef K. stracił przytomność i odzyskał ją dopiero, gdy znajdował się w dole na dziedzińcu więzienia, będąc przykryty ciałami innych więźniów. Pomimo odniesionej rany głowy Józef K. wyczołgał się z dołu i sforsował mur więzienny. Władysław O. został postrzelony przez funkcjonariusza NKWD w nogę. Pomimo tego zdołał wyjść na strych i zamknąć właz prowadzący na schody. Po odczekaniu kilku godzin otworzył właz prowadzący na schody, zszedł na piętro, a następnie na parter i opuścił więzienie w Dobromilu. W trakcie pobytu na strychu widział on mieszkańca Dobromila narodowości żydowskiej o nazwisku K. uderzającego w więźniów żelaznym młotkiem osadzonym na pogrzebaczu. Zabójstwa więźniów dokonane w więzieniu w Dobromilu przeżył również Stanisław P. Uderzono go młotem w głowę, w wyniku czego utracił przytomność. Po jej odzyskaniu zauważył, że leży na zwłokach i pod zwłokami innych ludzi. Po dokonanych zabójstwach opuścił on więzienie w Dobromilu. W wyniku zadania mu uderzenia młotem w głowę utracił on mowę i słuch. Masakrę więźniów w Dobromilu przeżył również mężczyzna o nazwisku S. i mężczyzna o nazwisku G. Po zajęciu Dobromila przez wojska niemieckie okupanci zapędzili osoby narodowości żydowskiej do wydobywania zwłok początkowo na terenie więzienia w Dobromilu, a następnie w warzelni soli „Salina” znajdującej się w Lacku. Wśród zamordowanych w więzieniu mieszkańcy Dobromila i okolic rozpoznawali swoich bliskich. Rozpoznano między innymi zwłoki Bolesława R., Michała Z. i mężczyzny o nazwisku T. Zwłoki rozpoznane przez członków rodzin zostały pochowane indywidualnie, pozostałe pochowano w zbiorowych mogiłach na cmentarzu w Dobromilu, a także w zbiorowym grobie w pobliżu warzelni soli w Lacku. Analiza zgromadzonego materiału dowodowego doprowadziła do wniosku, że zabójstwa więźniów dokonane w więzieniu w Dobromilu oraz w warzelni soli w Lacku, a także usiłowanie zabójstw niektórych więźniów przebywających w więzieniu w Dobromilu zawierały znamiona zbrodni komunistycznych. Zabójstw tych dokonali funkcjonariusze NKWD, będący niewątpliwie funkcjonariuszami państwa komunistycznego. Wobec osób zamordowanych w więzieniu w Dobromilu oraz w warzelni soki w Lacku nie wydano wyroków skazujących je na kary śmierci. Zabójstwa tych osób stanowią zatem czyny polegające na naruszaniu praw człowieka. Zbrodnie potraktowano również jako zbrodnie przeciwko ludzkości. Biorąc bowiem pod uwagę znaczną liczbę zabitych osób jak również fakt, że osoby te były obywatelami polskimi należy uznać, że ich zabójstw dokonano w zamiarze zniszczenia przynajmniej części grup narodowych zamieszkujących obszar Państwa Polskiego. Czynności dokonane w toku śledztwa doprowadziły do ustalenia, że oficer operacyjny Rejonowego Oddziału NKWD w Dobromilu Aleksander Iwanowycz M., który brał udział w zabójstwach więźniów na terenie więzienia w Dobromilu w chwili obecnie nie żyje. W konsekwencji 6 kwietnia 2009 roku umorzono śledztwo w zakresie udziału Aleksandra M. w zabójstwach więźniów więzienia w Dobromilu w nocy z 26 na 27 czerwca 1941 roku, wobec śmierci tego sprawcy. Wykonane w toku śledztwa czynności nie doprowadziły do ustalenia danych personalnych funkcjonariuszy NKWD, którzy dopuścili się 23 czerwca 1941 roku w więzieniu w Dobromilu zabójstw więźniów sprowadzonych z Przemyśla. Nie zdołano również ustalić bliższych danych personalnych mężczyzny o nazwisku K., który w nocy z 26 na 27 czerwca 1941 roku w więzieniu w Dobromilu dokonywał przy użyciu młota zabójstw przebywających tam więźniów. Nie uzyskano również bliższych informacji o innych osobach, które dopuściły się tych zbrodni, a w tym także usiłowania zabójstwa Józefa K., Stanisława P., Władysława O., mężczyzny o nazwisku S. i mężczyzny o nazwisku G. W konsekwencji śledztwo w tym zakresie umorzono wobec niewykrycia sprawców przestępstw. Z tych samych powodów umorzono śledztwo w zakresie dokonanych w nocy z 26 na 27 czerwca 1941 roku na terenie warzelni soli o nazwie „Salina” położonej w Lacku zabójstw sprowadzonych tam więźniów
  12. "Przedmiotowe śledztwo swym zakresem przedmiotowym obejmuje mordy dokonane przez funkcjonariuszy NKWD na ludności polskiej w okresie 17 września 1939r do końca czerwca 1941 r. (tj. ewakuacji więzienia w Mińsku), nie tylko w samych więzieniach w Mińsku, ale i na trasie ewakuacji z Mińska do miejscowości Ihumień (tzw. „Marsz Śmierci”). W oparciu o zgromadzony materiał dowodowy ustalono, że w Mińsku były dwa więzienia prowadzone przez NKWD: 1./ więzienie Centralne, które mieściło się w dawnym zamku Sapiehów, 2./ tzw. „Okrąglak” lub „Amerykanka”. Więzienia te były we wrześniu 1939 r. przepełnione - znajdowało się w nich 2 razy więcej więźniów niż było miejsc w celach. Likwidacja obu więzień rozpoczęła się w nocy z 22/23 czerwca 1941 r. Nieustalona do chwili obecnej liczba więźniów została zamordowana przez NKWD na terenie więzień, część więźniów została wywieziona transportem kolejowym, zaś pozostałych więźniów podzielono na grupy i wyprowadzono z mińskich więzień, gnając ich w kierunku miejscowości Ihumień (Czerwień). Grupy były prowadzone w pewnych odległościach. Marsz ten trwał kilka dnia. W czasie tego marszu NKWD mordowało więźniów, a ciała były pozostawiane przy drodze. Z wyprowadzonych z Mińska więźniów w ilości około kilku tysięcy do Czerwienia dotarła zaledwie grupa około 2 tys. więźniów. W Czerwieniu funkcjonariusze NKWD na grupie ocalałych z „Marszu Śmierci” więźniów, zaczęli ponownie dokonywać zabójstw. Mord w Czerwieniu przeżyło zaledwie kilkadziesiąt osób, a to dzięki temu, że enkawudziści uciekli przed niemieckim bombardowaniem. Obecnie trwają dalsze czynności mające na celu ustalenie liczby osób pomordowanych i ich tożsamości. Czynności, są także prowadzone w zakresie ustalenia obecnie żyjących pokrzywdzonych lub osób dla nich najbliższych celem zabezpieczenie materiału dowodowego. Nadto, są na bieżąco przesłuchani ustaleni pokrzywdzeni i prowadzona jest analiza materiałów archiwalnych. Celem tego śledztwa, jest także ustalenie sprawców ww. czynów oraz osób wydających, w tym zakresie rozkazy." Wykaz śledztw prowadzonych przez OKBZPNP w Warszawie dostępny 8.09.2008

Zobacz też[edytuj | edytuj kod]

Bibliografia, linki[edytuj | edytuj kod]